Niewłaściwi ludzie na niewłaściwych miejscach

Co po sobie zostawi Józef Wojciechowski?
Nic.Może prawie nic.
I właściwie tu ten wpis mógłby się kończyć. Właściciel warszawskiej Polonii wycofuje się z powoli polskiego futbolu (choć ostatnio media donosiły, że chcę zostawić sobie mniejszościowe udziały) i bardzo dobrze. szkoda mi Polonii, ale wierzę że za jakiś czas może być przyzwoitym klubem ligowym zarządzanym w normalny profesjonalny sposób. Z Wojciechowskim było to nierealne.

Nie będę odnosił się do wygranej kadry nad Andorą. Po pierwsze nie jest to poważny przeciwnik i wygrana nie daje kompletnie nic nowego – jest to jakby kolejny trening. Po drugie wygrana nie jest zbyt okazała. Po trzecie – nawet jeśli były jakieś fajne udane akcje w starciu z przeciwnikiem z dwudziestej ligi światowej, to nie da się ich powtórzyć w starciu z ligą drugą.

Wróćmy więc do poważniejszego tematu – Polonia i Wojciechowski.

Jeśli doszukiwać się jakiś plusów to może takich, że Polonia jakoś tam funkcjonowała, momentami wydawało się, że ma szansę walczyć o tytuł. Poza tym stała się klubem medialnym. Czy to jednak pozytywne? To sprawa kontrowersyjna. Faktycznie wg. różnych badań ludzie czytali chętnie informacje o Polonii, ale mam wrażenie, że było to na tej samej zasadzie, jak czyta się wiadomości z jakiegoś kraju trzeciego świata, w którym potężny dyktator zarządza swoim ludem w sposób i straszny i groteskowy i prymitywny zarazem.
Jeśli chodzi o sport, to Wojciechowski, właściciel potężnej firmy deweloperskiej, nie pozostawił po sobie kompletnie nic. Nawet złudzeń. Może zespół, który gdzieś tam mógł powalczyć o puchary, ale nie powalczył. Za 10 lat nikt nie będzie pamiętał, że ktoś taki w ogóle w Polonii był. Nie będzie po nim nic trwałego.
A przecież za ciężkie pieniądze, które włożył w klub, mógł jednak odcisnąć na działalności klubu jakieś trwałe piętno. Ktoś powie – to jego pieniądze i robi z nimi co chce.
Zgadzam się z tym. Niech robi co chce. Jednocześnie w takich sytuacjach przypomina mi się moja rozmowa z Andrzejem Iwanem, którą już tu zresztą przytaczałem. Po naszym wywiadzie do książki o historii Wielkiego Widzewa (już niedługo, obiecuję) powiedział: „Żałuję tylko jednej rzeczy. Że nie kupiłem domku na wsi. Mogłem go kupić w dowolnym momencie ale nie zrobiłem tego, a dziś mnie na to nie stać”.
Wojciechowski bawi się jak jakiś nowobogacki w prowincjonalnej restauracji. Za podrzędną kiełbasę – stówka. Za kawałek ogórka – dwie stówki. Za kieliszek wódki – trzy stówki. Napiwek – pięć stówek. I stówka dla szatniarza. W sumie 12 stówek jedzenie w podrzędnej budzie. Oczywiście za to kupił sobie prawo do obrażania kelnera, wspomnianego szatniarza i kilku gości. Rano budzi się na potężnym kacu z uszczuplonym portfelem i ma pretensje do wszystkich dookoła, ale nie do siebie. Trzeba było nie pić.
Dziś pan JW mówi, że został oszukany. Przez wszystkich. A prawda jest taka, że jest po prostu naiwny, niekonsekwentny i wszedł w działkę, o której nie ma pojęcia. Ci, którzy myślą, że piłka to prosta gra – mylą się. Małe rybki wykorzystały, że stary rekin jest ślepy. Każdy kolejny podpowiadacz wygryzał poprzedniego, nadawał, donosił, wyciągał kasę.
Za ciężkie pieniądze, które wydał pan JW, mógł zbudować siatkę skautów, zorganizować turnieje dla młodzieży w różnych kategoriach wiekowych i dzięki temu przeprowadzić nabór najzdolniejszych piłkarzy w okolicy, zbudować podstawy akademii piłkarskiej, która za kilka lat przyniosłaby przyzwoite zyski albo przynajmniej kilku piłkarzy do pierwszego składu. Stworzyłby jakąś ciągłość.
I mówię tu tylko o pieniądzach zmarnowanych. Bo tego było pełno. Niemal wszyscy zawodnicy w Polonii są przepłaceni. I oni doskonale wiedzieli co robią idąc tu. Oni też są tymi obrażanymi kelnerami. Podobnie trenerzy, dyrektorzy sportowi itd. Chyba nikt idąc do Polonii nie oszukiwał się, że ma do czynienia z angielskim dżentelmenem na wysokim poziomie? Od początku do końca chodziło tylko o kasę.
Ok, był folklor, jeszcze raz zaznaczę – za kilka lat nikt nie będzie o nim pamiętał. Był i go nie ma, jak wielu innych ignorantów z wypchanymi portfelami, którzy zmarnowali swoją szansę. Nigdy nie zgodzię się ze stwierdzeniem, że na piłce w Polsce nie można zarobić. Można, trzeba się tylko na niej znać. Albo mieć pomysł. W Legii stworzyli szkółkę i już za 3-4 lata będą dominować w polskiej piłce, o czym jestem przekonany.
Dlatego Wojciechowskiego żegnam bez żalu.

PS. Na swoim blogu popularny publicysta Gazety Wyborczej Rafał Stec pisze, że po raz kolejny już odmówiono mu akredytacji na mecz reprezentacji Polski. Ze swojej strony zaznaczę, że jest to skrajnie nieprofesjonalne podejście pracowników związku. Prywatne sympatie i antypatie nie mogą być podstawą do tego, żeby przyznać komuś akredytację lub nie. Rafał Stec oskarża o złą wolę Agnieszkę Olejkowską, rzeczniczkę związku. Tak się składa, że Stec jest dziennikarzem wiarygodnym, a pani Agnieszce już zdarzało się nie przyznawać akredytacji na mecze i to poważnej gazecie o czym pisałem TU
Zaznaczyłem tam, że różni dziennikarze z dużych gazet nie potrafili się solidaryzować z Faktem w trudnej chwili i to się na nich odbije. Dziś odbiło się na Stecu, jutro na kimś innym. Brak nam solidarności zawodowej w tak prostej sprawie jak pilnowanie wolności wypowiadania opinii. Może jako środowisko nie zasługujemy na szacunek.
Inna sprawa jest taka, że od kiedy Agnieszka Olejkowska jest rzeczniczką, standardy bardzo spadły. Jej postawa jest potwierdzeniem tezy, że zaledwie odrobina władzy może doprowadzić do wytworzenia nadmiaru wody sodowej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: