Fornalik – wybór dobry i bezpieczny

Kilka dni temu dziennikarz TVN24 zapytał czy Fornalik pasuje do polskiej piłki – wykształcony, elegancki, dobrze wysławiający się, słuchający muzyki poważnej.
Dlaczego w sumie miałby nie pasować? Może to jest ta forpoczta klasy średniej w myśli szkoleniowej, która ma nadejść i jakoś nie nadchodzi? Może odmiana dla poprzednika, tego Nikifora, tego Jakuba Szeli, który jako kandydat ludu ostatecznie zagrał na warunkach oprawcy? W końcu Błaszczykowski, Obraniak czy Szczęsny wysłuchają raczej konkretnego człowieka o umyśle analitycznym niż człowieka, którego taktyka zaczyna się i kończy na trzech zwrotach: „press, press, press”.
Czy najwięksi światowi trenerzy to ludzie niewykształceni? Pewnie, że nie. Coraz więcej będzie na rynku młodych menedżerów dużych przedsiębiorstw typu Jose Mourinho czy Andres Villas Boas.
Nie ukrywam, że jestem zadowolony z tego wyboru. PZPN od początku podkreślał, że selekcjonerem będzie Polak, a na rynku nie było lepszego kandydata. Wszyscy, oprócz nielubianego w PZPN Oresta Lenczyka, są dziś znacznie niżej w hierarchii trenerów, przynajmniej mojej. Od kiedy zawiodłem się na Macieju Skorży, którego kiedyś bardzo wysoko ceniłem. Oczywiście pojawiły się kandydatury komiczne jak Piotr Nowak czy Henryk Kasperczak, ale na szczęście ten jeden jedyny raz leśne dziadki wykazały się nie tylko sprytem ale też namiastką inteligencji. Ktoś mówi: „Trener z zagranicy”. Ale co to znaczy? Tak po prostu, żeby był z zagranicy? Skoro nie możemy mieć takiego za 1,5-2 miliony euro (właściwie nie wiem dlaczego nie możemy mieć), to po co nam jakiś drugoligowy szkoleniowiec? Oczywiście wiem, że włoski trener drugoligowy może być lepszy od czołowego polskiego, taka tam jest kultura (tak jak setny zespół muzyczny z Anglii jest lepszy od Perfectu), ale nie ma żadnej gwarancji, że trafimy tego dobrego. Możemy trafić jakiegoś Zbigniewa Bońka, pewnie jednego z najlepszych piłkarzy i jednego z najgorszych selekcjonerów w historii polskiego futbolu. Ilu już się przejechało na Matthaeusie albo Bakero? Tu nie kupujemy kota w worku, nie jest to wbrew temu co mówi wspomniany Zibi „randka w ciemno”. Rachunek prawdopodobieństwa podpowiada, że jest to dobry kandydat – na razie tak gdzie jest robi dobry wynik, lepszy niż poprzednik. W przypadku naszej kadry nie będzie to specjalnie trudne, bo choć wielu piłkarzy wciąż nie chce się z tym pogodzić, występ drużyny na EURO 2012 był klęską.

Czego można spodziewać się po nowym selekcjonerze.
1. Istotnym elementem budowania przez niego drużyny jest zabezpieczenie defensywy. Fornalik jest jednym z tych szkoleniowców, który uważa, że drużynę buduje się od tyłu. Nie znaczy to, że jego drużyny są defensywne. To jedynie podstawa. W zakończonym ostatnio sezonie Ruch stracił 28 bramek w 30 meczach, mniej straciły tylko te drużyny, które ściągały obrońców za ciężkie pieniądze (myślę też o pensjach) – Legia, Lech i Wisła – tak zwana pierwsza trójka.
Pamiętajmy, że mówmy o linii: Perdijć – Djokić, Stawarczyk, Grodzicki, Szyndrowski – Straka, Malinowski choć oczywiście broni znacznie większa grupa zawodników, to ci tworzą podstawę. Piłkarze wciąż anonimowi w naszej lidze.
Również w poprzednim sezonie, gdy Ruch zajął zaledwie 12. pozycję, jego zespół był znany z mocnej obrony. Zaledwie 32 bramki puszczone, w 13 meczach piłkarze Fornalika zachowali czyste konto.
Defensywni piłkarze Fornalika są znani z tego, że przestrzegają zasady – minimum ryzyka. W lidze nowy selekcjoner dobierał piłkarzy solidnych o określonej mentalności. Sam mówi, że patrzy jak zachowają się zawodnicy w danej sytuacji, konkretnie w sytuacji gdy potrzeba charakteru.
Jeden z ligowych trenerów określił strategię Fornalika tak, że aż ośmiu zawodników gra z tyłu i czekają na okazję do szybkiego przemieszczenia się do przodu i wspomagania tych kilku ofensywnych graczy.
2. Ofensywa w zależności od potrzeb. W Ruchu Fornalik grał dwoma napastnikami, a więc systemem 4-4-2 lub 4-4-1-1. Jego napastnicy są przede wszystkim szybcy. Czy był to Niedzielan z Sobiechem czy Piech z Jankowskim. Istotne jest to, że nie postawił na sprawdzonych na rynku klasycznych polskich wyjadaczy, którzy strzelają 10 bramek na 5 sezonów (jedynym wyjadaczem był Niedzielan, czyli piłkarz zawsze z dużym potencjałem) ale na piłkarzy często anonimowych, którzy właśnie w Ruchu zyskali status gwiazd. Faktycznie Jankowski i Piech to zawodnicy z 3 i 4 ligi. Piech niby przyszedł z Widzewa, ale faktycznie nie zdążył tam zagrać. Zresztą do Widzewa również ściągał go Fornalik.
Potrafił więc znaleźć świetnych zawodników do systemu (oczywiście jeśli chodzi o personalia, Jankowskiego znalazł Bogusław Pietrzak, a Fornalik powoli wdrażał go do składu). Piech i Jankowski byli na pewno najskuteczniejszym duetem w polskiej lidze, strzelili razem 20 bramek. Więcej miał jedynie atak w składzie „Rudniew” (22). Cały zespół Ruchu był drugim po Śląsku najskuteczniejszym w lidze.
Inna sprawa, że większość drużyn nie gra już duetami, Ruch jest chyba jedną z ostatnich drużyn która zachowała ustawienie na dwóch napastników. To ustawienie, delikatnie mówiąc, dość konserwatywne. Z drugiej strony być może zbyt dużą wagę przywiązujemy do numerów na boisku. Skoro jednak jesteśmy przy cyferkach, to ciekaw jestem jak Fornalik zagra w kadrze, wydaje się, że w tej chwili Polska ma zawodników raczej do nowoczesnych ustawień 4-2-3-1 lub 4-1-4-1 (Polański jako defensywny a przed nim np. Błaszczykowski, Wolski, Mierzejewski, Peszko, to moim zdaniem w tej chwili optymalne rozwiązanie w pomocy, Mierzejewski może się nieco cofnąć i być łącznikiem między formacjami, bo wystarczająco szybko podejmuje decyzję i rozumie doskonale nowoczesny futbol) niż 4-4-2. Po prostu brak nam drugiego napastnika, chyba że przebije się Sobiech lub Fornalik zaryzykuje i postawi na Piecha. Smuda uważał, że Piech jest bardzo słaby psychicznie i spali się w poważnej próbie.
Inna sprawa jest taka, że Piech (który moim zdaniem nadaje się najwyżej na wchodzącego, ale to i tak zawsze coś), albo inny napastnik, który akurat wystrzeli, musiałby wygryźć ze składu któregoś z dobrych pomocników, a faktycznie w tej chwili największy potencjał mamy w drugiej linii, kilka nazwisk wymieniłem, a przecież jest jeszcze np. Rybus, Obraniak czy Grosicki. Dlatego nowy trener powinien raczej skoncentrować się na używaniu pomocników niż dostosowywaniu systemu pod dwóch napastników. W tej chwili nie mamy żadnego zawodnika, który mógłby grać jako „dziesiątka”. Po prostu w Polsce nie znajduje się pod drzewem kreatywnych graczy i długo tak nie będzie, jest to zaniedbanie w systemie szkolenia sięgające ponad 30 lat.
Na pewno po Fornaliku można spodziewać się gry ofensywnej. Zaryzykuję stwierdzenie, że Ruch był jedną z dwóch, obok kieleckiej Korony, ligowych drużyn, która miała swój własny rozpoznawalny styl, grała po europejsku, z dobrze zorganizowaną obroną i szybkim przejściem do ataku, i w jej grze nie było przypadku. Oczywiście przegrywał choćby z Legią, ale też pamiętajmy, że Legia ze swoimi możliwościami kadrowymi powinna zdobyć mistrzostwo Polski z przewagą piętnastu punktów.
3. Ważne jest, że nie patrzy w dowód osobisty. Malinowski ma 36 lat, a był istotnym elementem, 34-letni Zieńczuk był absolutnie kluczowym graczem. 37-letni obecnie Grzyb nie dał rady, bo jego organizm nie wytrzymał starcia z wiekiem. To wszystko istotne, bo wiele osób ma problem z sięgnięciem po weterana (np. Smuda miał problem z sięgnięciem po Frankowskiego, a mógł to być piłkarz kluczowy dla kadry), nie mniejszy niż z sięgnięciem po zawodnika poniżej dwudziestego roku życia.
4. Ważnym elementem w pracy Fornalika jest analiza. Dariusz Pasieka, były szkoleniowiec Cracovii zaryzykował taką tezę, że od kiedy w lidze pojawił się program analityczny Prozone, słabe drużyny lepiej grają, o ile trenerzy potrafią z tego programu korzystać.
Nie wiem na ile Fornalik korzysta, ale na pewno dobrze analizuje, przykładów jest kilka, ten najbardziej jaskrawy i najprostszu jest z meczu z Jagiellonią, gdy Jankowski i Piech cały czas czyhali na błąd środkowego obrońcy Gusicia i się doczekali. Ruch, chociaż zagrał słaby mecz, wygrał 1:0.
Kiedyś takim mistrzem analizy był Władysław Żmuda, ten starszy. Wygrał dwa tytuły mistrza Polski i wyeliminował Liverpool z Pucharu Mistrzów. Różnica między nim a Fornalikiem to posłuch w drużynie. Ze Żmudy zawodnicy po cichu się śmiali, co nie zmienia faktu, że go szanowali.
Nie było w Ruchu jakiegoś wielkiego „tworzenia drużyny” poprzez wspólne gry integracyjne i tak dalej. Zdarzało się to dość sporadycznie. Trener mówi dość zwięźle i merytorycznie. Zawodnicy słuchają. Fornalik zdecydowanie ma posłuch, co podkreślają zawodnicy, którzy go znają.
5. Przeciwnicy Fornalika często podkreślają – on ma lepsze niż inni przygotowanie fizyczne, dlatego wygrywa. W kadrze nie będzie miał na to czasu.
I faktycznie jest to prawda, ale trudno traktować to jako zarzut. Gdyby miał gorsze niż inni, znaczyłoby że spartaczył przygotowania. A czy chcemy selekcjonera, który nie potrafi przygotować drużyny klubowej do rozgrywek? Czy taki nie zajedzie drużyny? Do Smudy był zarzut że zajechał. Tu nigdy nie ma gwarancji, choć faktycznie ten absurdalny zarzut zawsze pojawia się w Polsce. Nie dlatego absurdalny, że nieprawdziwy, po prostu absurdalny, bo dlaczego Roy Hodgson nie zajechał drużyny? Albo Prandelli? Albo Loew? Zawsze Polacy „zajeżdżają” drużynę. Ewentualnie Holendrzy w polskich barwach. Dziwne. Może Fornalik, który zna się na przygotowaniach w długim okresie, będzie też dobry w krótkim i drużyny nie zajedzie.
6. Inna sprawa to brak doświadczenia w pracy z wielkimi gwiazdami. I w ogóle brak doświadczenia w dużej piłce. Kilku dziennikarzy ze stacji telewizyjnych mówi, że miał pretensje, że gdzieś czegoś zapomniano mu dodać do listy sukcesów. Tu wychodzi brak obycia z masowymi mediami, raczej kontaktował się z dziennikarzami sportowymi. Selekcjoner takimi rzeczami się nie przejmuje. Przejmuje się robotą. Sam to zresztą kiedyś mówił. Ale też bez przesady, wspomniany Cesare Prandelli, ostatnio mój ulubiony przykład, nie miał super doświadczenia. Owszem, wszedł do Ligi Mistrzów, ale zajął maksymalnie 4. miejsce w lidze. Liczyło się to, że ma wizję. Mam nadzieję, że Fornalik ma wizję. Jeśli któryś z polskich trenerów (poza Lenczykiem) ma ją mieć to chyba jedyny poważny kandydat.

Advertisements

3 komentarze »

  1. Nicklaas said

    Ja się zastanawiam tylko nad jednym. Czy ktoś taki tak Waldek Fornalik będzie miał poważanie u gwiazd europejskich klubów tj. Szczęsny czy Lewandowski?

    P.S Szkoda, że nie odnosisz się do komentarzy czytelników

  2. vegetable78 said

    jak to się nie odnoszę? Prawie zawsze się odnoszę, mogłem przegapić jak byłem na Ukrainie, miałem tam niewiele czasu. Jeśli chodzi o Lewandowskiego, to myślę że ci piłkarze, którzy grają w wielkich klubach zawsze mogą mieć problem z jakimkolwiek trenerem poniżej 3 milionów euro. To bardziej zależy od nich niż od trenera. Nie słyszałem, żeby Cristiano Ronaldo dyskutował na temat selekcjonera. Po prostu gra 🙂

  3. Simon said

    Waldemar Fornalik coś sobą reprezentuje, wypowiada się płynnie po polsku i generalnie nie ma aparycji ciecia. Dzięki czemu już na starcie ma olbrzymią przewagę nad Smudą. Naszego futbolu nie uzdrowi, ale jeśli dziennikarze zadadzą mu niewygodne pytanie na pewno nie zacznie sapać, jąkać się i czerwienić jak burak 🙂

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: