Dlaczego Lato jest lepszy od Kaczyńskiego i Tuska

Czy słyszycie te dzwony? Czy to tylko w moje głowie dzwoni? Czy słyszycie tę niebiańską muzykę? Czy to tylko mi wydaje się, że anioły grają?
Nie. Dzwony są i jest muzyka. Spośród dźwięków dobiegają słowa. Wsłuchajcie się uważnie. Santo subito, santo subito! Teraz słychać wyraźnie. Oto Dariusz Wdowczyk zostanie za chwilę żywcem wzięty do niebios.
Iluż było świętych grzeszników. Ale ten jeden jest wyjątkowy. Nie jest to jakiś święty Paweł, który najpierw prześladował chrześcijan by potem stać się jednym z nich. Święty Dariusz nikogo nie prześladował. On popełnił jeden błąd. Ten jeden jedyny raz uległ pokusie.
Jest to kolejne potwierdzenie, że w Polsce nigdy nie było procederu korupcji. Wszyscy popełniali grzech jeden jedyny raz. Było więc kilkaset jednorazowych przypadków.
Święty Dariusz nie potrafił wytrzymać tej niesprawiedliwości, która działa się wokół, dlatego popełnił straszliwy błąd i dał się wciągnąć w grę niegodną świętego.
Oto fragment wywiadu z Rzeczpospolitej:

Wdowczyk: Pytanie, czemu nikt w PZPN nie zapytał, co mnie zmusiło do tego, abym wszedł w to bagno?
Rzepa: No to co pana zmusiło?
Wdowczyk: Mieliśmy w Kielcach dobrze przygotowany zespół, wsparcie sponsora, byliśmy tak mocni, że Korona powinna awansować z trzeciej do drugiej ligi w uczciwej rywalizacji, ale nie byliśmy w stanie. Widziałem bezradność zawodników i nieuczciwe sędziowanie na naszą niekorzyść, przegrywaliśmy mecze, które powinniśmy byli wygrać. Często, w swojej bezradności, wykrzykiwałem z ławki negatywne komentarze pod adresem sędziów, za co byłem karany przez wydział dyscypliny PZPN. W pewnym momencie nie widziałem już innej drogi – teraz wiem, że trzeba było postąpić inaczej.
Rzepa: A jak by pan postąpił?
Wdowczyk: Widząc, że w uczciwy sposób nie jesteśmy w stanie rywalizować, zrezygnowałbym z prowadzenia zespołu.
Rzepa: Wydarzenia z 2004 roku kładą cień na pana późniejszych sukcesach. Myślał pan, że sprawa nie wyjdzie na jaw?
Wdowczyk: Nie chciałem o tym myśleć, to był epizod, który zostawiłem za sobą.

Świętym jest ten, który zrozumiał swój błąd. Jedna owca, którą pan przyciągnął z powrotem do stada jest umiłowana.

Lecz cóż to? Na niebie pojawiły się chmury. Muzyka już nie jest tak piękna, tak niebiańska. Jeden z aniołów zaczął fałszować, przyłączył się do niego kolejny.
To wszystko przez fragment wywiadu z Jakubem Zabłockim, byłym piłkarzem Korony.
Zabłocki mówił, że Wdowczyk kazał piłkarzom robić zrzutki na sędziów. Nie masz? Żaden problem, założę za ciebie i sobie odbiorę.
Zrzutki, według Zabłockiego, to było około tysiąca złotych od osoby, zaś opłacenie sędziego kosztowało zazwyczaj około 2 tysięcy złotych (a nawet 550!!!). Co stało się zresztą pieniędzy? Czyżby zakupiono za to aureolę i monstrancję? Czyżby rozdano potrzebującym? Trędowatym?
Coś mi się jednak zdaje, że nic nie będzie z tej świętości.
Dariusz Wdowczyk dostał drugą szansę. Niech ją ma, nie żałuję mu. Niech weźmie klub w niższej lidze i zrobi z niego potęgę. Niech zarabia, bo to jego zawód. Niech ma szansę udowodnić, że nie powtórzy swojego błędu. Ale niech nie robi z siebie ofiary, bo nią nie jest i nigdy nie był.

***
JW sprzedał klub i ludzie krzyczą – hańba, skandal, oszustwo. A to tylko interes. Jak Quebec Nordics i Colorado Avalanche. Oczywiście powinny zostać wprowadzone jakieś przepisy chroniące klub. Powinien je wprowadzić PZPN albo Ekstraklasa. Teraz jest nowy szef, więc może coś wprowadzić, bo choć jestem dziennikarzem i zajmuję się piłką, nie mam pojęcia za co poza terminarzem, karami i pobieraniem konkretnych pensji odpowiada Ekstraklasa SA. Wystarczyłby chłopak do terminarza i sekretarka. Albo dziewczyna od terminarza i sekretarz.
Pytanie – jakie przepis wprowadzić, żeby odpady w procesie fuzji były chronione? To zadanie dla specjalistów. Ja uważam, że Polonii wyjdzie to na dobre. Lepiej zaczynać od IV ligi z pomysłem niż z milionerem, który narobił nadziei, wydał miliony i nie zdobył nic. ZERO. Lepiej we własnym skromnym domu niż w domu wariatów z wazami z okresu dynastii Ming. Lechia Gdańsk (ale też GKS Katowice) pokazała, że można zbudować coś, jeśli ma się pomysł i rozum. Jeśli konsekwentnie realizuje się obraną politykę. Wierzę w to, że droga Ludwika Sobolewskiego w Widzewie nie była przypadkiem, ale efektem inteligencji, znajomości tematu i wizji. Wierzę, że w Polsce możliwe są przygody w stylu Ipswich z czasów Ramseya i Robsona. Ale tam byli ludzie z głową. W kibiców Polonii średnio wierzę, nawet jeśli są z głową. Wierzyłbym, gdyby przezwyciężyli swoje kolosalne kompleksy i zajmowali się przede wszystkim sobą. To nie nastąpi jeszcze długo.

***

Politycy rzucają się na stanowisko prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Lepszej okazji nie będzie, bo przecież chodzi o to, żeby odsunąć Latę. W sumie to dobrze, żeby został odsunięty, bo zapowiedział, że żadnych poważnych zmian w systemie szkolenia nie przewiduje, a przecież to powinien być najważniejszy punkt każdego programu.
Ale czy to oznacza, że mamy tolerować polityków ubiegających się o stanowisko? Zdecydowanie nie, bo działacz partyjny na stanowisko to największe możliwe zagrożenie.
Mówią, że PZPN zatrudnia leśnych dziadków. Ale jaka jest różnica między leśnym dziadkiem z sejmu a leśnym dziadkiem z PZPN? Dystyngowany senator Piechniczek wchodzi do siedziby PZPN i nagle staje się leśnym dziadkiem? Prawda jest taka, że jest leśnym dziadkiem tu i tu.
Po EURO 2012 szefowie partii wykorzystują moment zainteresowania się piłką społeczeństwa i nawołują do zmian w związku.
Jaką zmianę zaproponuje nam Prawo i Sprawiedliwość?
Pamiętajmy, że oni już raz rządzili i dotknęli się do sportu.
Ministrem został Tomasz Lipiec. Jedną z pierwszych czynności było wyrzucenie ze stanowiska komisji antydopingowej Jerzego Smorawińskiego, który wcześniej zawiesił Lipca. Prezesowi Kaczyńskiemu nie zapaliła się lampka.
Potem Rzeczpospolita napisała, że Lipiec zorganizował urodziny i zapłacił za nie 2,5 tysiąca złotych służbową kartą kredytową. To już podstawa do dymisji. Ale prezesowi nie zapaliła się lampka.
Dopiero gdy gazety napisały, że ma problem z narkotykami pan prezes się zorientował.
A dziś mówi nam o moralności. Zapaliła mu się lampka, gdy Polska nie wyszła z grupy i gdy można coś ugrać na fali EURO. Skończ człowieku. Był czas, gdy trzeba było pokazać uczciwość. Nie wykorzystałeś go.
Kiedyś zapytałem posła PiS: Skoro sport jest wam tak drogi, to dlaczego oddajecie go Samoobronie (Sejmowej komisji sportu przewodniczył Wójcik).
– A co mamy im dać, gospodarkę? – zapytał poseł. Nazywał się Mieczysław Golba. Dziś jest również kandydatem z ramienia PJN. To bardzo porządny facet, ale jest człowiekiem wyznaczonym z ramienia swojej partii.
Ta sprawa z komisjami sejmowymi daje do zrozumienia jednoznacznie – tak jak komisja sportu, tak PZPN będzie kartą przetargową. A w najlepszym lub najgorszym wypadku, komorą do hibernacji. Są takie różne instytucje ZGM, ZDP czyli Zarząd Gospodarki Mieszkaniowej, Zarząd Dróg Powiatowych i różne inne zarządy, gdzie lokalne władze zawsze upychają działaczy, którym nie udało się dostać do rady miasta, sejmu albo innych instytucji, gdzie trzeba uzyskać zaufanie wyborców. Tacy ludzie idą do instytucji komór hibernacyjnych – choćby różnych ministerstw, gdzie urządzą się za 3-5 tysiąca złotych miesięcznie. Jakoś przetrzymają do kolejnych wyborów. Gdyby został wybrany czynny polityk, PZPN stałby się potężną komorą, nie mam co do tego wątpliwości. Lub karta przetargową, jak komisja sportu. Politycy nie walczą o sport, mają wyższe cele, armia, MInisterstwo Spraw Wewnętrznych i dziwne agencje bezpieczeństwa jakiegoś tam, czyli takie od trzymania przeciwnika na smyczy. Mówią w PO, że Kosecki może być kandydatem, a może Bielecki, bo się zna na piłce i mógłby być prezesem. Ok, ale ja też się znam na piłce, możliwe, że nie gorzej niż Bielecki, ale to jeszcze mało.
Bielecki jest politykiem związanym z jedną z partii (PO) i to go powinno wykluczać z możliwości ubiegania się o stanowisko.
Że ktoś powie do niego „panie premierze?” No i co z tego. Do Laty i Piechniczka mówią „Panie senatorze”, to jeszcze nie znaczy, że nie mogą oni doprowadzić polskiej piłki nad skraj przepaści.
Dlaczego więc napisałem w tytule, że wolę Latę od Kaczyńskiego i Tuska? Uzasadniłem już Kaczyńskiego – bo nie gwarantuje uczciwości. Czy nawet odwrotnie. A Tusk? Przecież wybór ludzi Mira Drzewieckiego (człowieka Tuska) do spółki PL 2012 już zakwestionowała Najwyższa Izba Kontroli wykazując różne przekręty przy zatrudnianiu (słynny Rafał Kapler sam siebie nadzorował przy budowie stadionu, ciekawe dlaczego były opóźnienia), zmarnotrawienie 3 milionów złotych dziwne przetargi i niepotrzebne korzystanie z firm zewnętrznych. Wszyscy wiemy co to znaczy. A przecież nie było tajemnicą, że odpowiedzialny za to Herra jest synem znajomego premiera – jednego i drugiego czyli Bieleckiego też. Chcecie Herrę w PZPN? Bielecki to załatwi. Kolejne miliony zostaną wydane na konsultację z firmami zewnętrznymi.
A może zatrudni nam w PZPN dyletantkę ministrę Muchę, a ta bez konkursu zatrudni swojego fryzjera na selekcjonera?
Tytuł jest oczywiście przewrotny, bo Laty nie poważam i mam nadzieję, że nigdy nie będzie pełnił żadnej roli z związku.
Wiadomo, że dał sobie pokaźną podwyżkę, że otoczył się nieudacznikami, że za jego rządów wprowadzono medialne standardy z Białorusi. Wiadomo, że jego prawa ręka, Antoni Piechniczek, rozliczał sobie podejrzane delegacje na pokaźne sumy. Oni po prostu brali sobie pieniądze, bo im się należały. Okradali polską piłkę.
Co więcej, o ile pierwszy wybór Laty był tylko błędem, to głos oddany na niego w tych wyborach, należy traktować jako zdradę stanu.
Zresztą te wszystkie tzw. leśne dziadki już dawno sprzedały piłkę za wycieczkę zagraniczną, wódkę i kiełbasę.
Ale czy polityk ma prawo im to wypominać?
Czy Donald Tusk nie zabrał żony do Peru na wycieczkę za nasze pieniądze? Ja też byłem w Peru, ale za swoje. No, w sumie na jedno wychodzi – ja za swoje i żona Tuska za moje. Ale w Chinach już nie byłem. A syn Tuska był za moje i wasze. Oni mówili, że jest ekspertem od kolei. Ale czy te wszystkie dziadki, które całe życie siedzą w piłce nie są ekspertami od piłki? Ależ są. Raczej nie gorszymi niż Bielecki i Kosecki.
Tak więc niech fasada kulturalnego polityka nie przysłoni nam rzeczywistości. To są dokładnie ci sami ludzie tylko otoczenie jest inne. To są działacze, partyjni czy sportowi. Dokładnie ta sama kategoria, tylko zaczepili się na trochę innym poziomie.
PS. Po tym, jak Rosja nie wyszła z grupy, jakaś grupa polityczna zaproponowała, żeby Dickowi Advocaatowi odebrać tytuł honorowego obywatela miasta Petersburga. Czego nie zrobi mała partia dla zyskania poklasku. U nas rzuciły się na związek wszystkie liczące się partie, pokazując swoje mniej lub bardziej absurdalne pomysły na uzdrowienie futbolu (najczęściej – rozwiążmy związek, wyrzućmy wszystkich). To charakteryzuje kraje trzeciego świata. Może i wyszliśmy juz z drewnianych chatek, ale one z nas jeszcze nie wyszły.

Reklamy

2 Komentarze »

  1. Piotrek said

    W dobie ujawnienia kolejnych „ekskluzywnych biur podruży”, rodzi się u mnie pytanie, gdzie jeszcze jest tak dobrze … czy faktycznie wszędzie tam, gdzie nas nie ma?
    Jedno jest już jednak pewne – dla kogoś nie starczyło miejsc w samolocie wyczarterowanym przez biuro podróży Skarb Państwa, więc próbuje wylecieć z PZPN-em.

    Sz.P. Redarkorze, politycy mają to do siebie, że znają się na wszystkim, jednak nie bierz z nich przykładu i zostań przy piłce 🙂

  2. vegetable78 said

    wszystko tu było o piłce, podałem przykłady polityczne tylko związane z futbolem, pzdr

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: