Archive for Sierpień, 2012

Fochy piłkarzy Śląska

Rażący brak profesjonalizmu – tak trzeba skomentować postawę piłkarzy Śląska po meczu o Superpuchar. Abstrahuję od tego jaki był poziom tego meczu, jednak nie potrafię zrozumieć grupowych decyzji o nie udzielaniu wypowiedzi pomeczowych. Nie chcę by zabrzmiało to jak marudzenie sfrustrowanego pismaka – mnie nawet na tym meczu nie było. Chodzi raczej o lekceważenie kibiców, tych samych, którzy po meczu z Helsingborgiem śpiewali zawodnikom Śląska, że nic się nie stało, mimo że się stało i to bardzo.
Bo to kibice jutro kupią gazety, żeby przekonać się, czy panowie zapewniają ich, że „dali z siebie wszystko”.
Tradycja nieudzielania wywiadów jest długa, ale wszystkie takie zbiorowe przypadki trzeba określić jako brak profesjonalnego podejścia do wykonywanego zawodu.
Tym bardziej, że nie było żadnego racjonalnego uzasadnienia dla takiej decyzji piłkarzy. Ot, zwykły kaprys – krytykowaliście nas, to teraz z wami nie rozmawiamy.
Nie ma wątpliwości, że infantylna decyzja piłkarzy Śląska jest wynikiem zmasowanej krytyki, która na nich spadła po meczach ze szwedzkim Helsingborgiem. Tyle, że była to krytyka, która się należała. 0:3 i 1:3 z przeciętnym szwedzkim zespołem to wynik wstydliwy. Właśnie po takich wydarzeniach piłkarze powinni wyjść i stawić czoła trudnym pytaniom. Wtedy pokazują, że mają odwagę. Niestety tej im zabrakło. A czy piłkarze, którzy nie potrafią radzić sobie psychicznie z tak banalną sytuacją jak odpowiedź na kilka trudniejszych pytań (albo po wygranym meczu łatwiejszych), będą w stanie poradzić sobie w trudnej sytuacji boiskowej? Czy istnieje jakiś podział na odwagę boiskową i pozaboiskową?
Podjęcie takiej decyzji jest kompletnym niezrozumieniem zasad funkcjonowania zawodowego klubu. Dziennikarz jest przecież nośnikiem informacji, przekazuje opinii publicznej to co ma do powiedzenia pan piłkarz. A opinia publiczna to grupa, która panów piłkarzy utrzymuje.
Sebastian Mila powiedział, że jutro to minie. Ale kogo obchodzi to co będzie jutro? Jutro możecie udzielić wypowiedzi lokalnej stacji radiowej, straciliście szansę na to, by nazwa Śląsk była obecna na szpaltach w większym wymiarze. Następnych takich okazji wiele może nie być.
Inna sprawa jest taka, że dziennikarz też człowiek, nawet jeśli nie powinien nim być. A więc będzie miał w pamięci to lekceważenie i sobie zapewne poużywa, a na tym ucierpi wizerunek klubu. Oczywiście wizerunek buduje się przede wszystkim grą. Ale nie tylko.
W rzeczywistości innej niż choćby angielska, gdzie jest popyt tak ogromny, że to kluby dyktują warunki, każdy przejaw aktywności medialnej jest istotny. Jeden wywiad nie sprzeda koszulki. Sto wywiadów ma szansę. Tysiąc sprzeda. I to nie jedną koszulkę, ale też zapach do samochodu, kubek z logo czy breloczek do kluczy.
Krok po kroku klub buduje swoją pozycję. Nie ma żadnych badań, które potwierdzały by moją tezę, ale sądzę, że każdy taki negatywny PR to zaprzepaszczenie tygodni budowania pozytywnego przekazu. Zawsze łatwiej się burzy niż buduje. Teraz piłkarze Śląska postrzegani będą jako gwiazdeczki, wielcy panowie piłkarze, primadonny, bo taki ich obraz zapewne oddadzą media. Szanuję indywidualne odmowy udzielania wywiadów, bo czasem człowiek po prostu ma gorszy okres w życiu, natomiast gremialne podejście do sprawy jest niczym innym jak działaniem na szkodę klubu, a co za tym idzie, na szkodę produktu zwanego Ekstraklasą czy w ogóle polską piłką.
Nie chodzi tu tylko o wywiady, bo gazety sobie poradzą. Rozmowę zastąpią analizą, komentarzem, wypowiedzią dyżurnego eksperta. Chodzi też bardziej o prestiż rozgrywek, który mocno cierpi. Na ile jeszcze mógł bo fatalnym przedstawieniu przy zaledwie 6 tysiącach widzów, a więc zaledwie piątej części pojemności stadionu.
Po katastrofie polskiej drużyny podczas EURO 2012 a potem podczas eliminacji do europejskich pucharów ze śmiesznymi w większości drużynami piłkarze Śląska (zresztą Legii też) wbijają gwóźdź do trumny polskiego futbolu.
Właśnie teraz, gdy jesteśmy w takim dołku, potrzeba by polską piłkę promować gdzie i jak tylko się da. By piłkarze występowali we wszystkich możliwych mediach, ogólnopolskich i lokalnych, by zachęcali zniechęconych kibiców do przychodzenia na stadiony. Nowe i piękne stadiony, które z każdą kolejką, z każdym meczem pustoszeją, lub będą pustoszały. A co robią gwiazdy? Mówią ludziom: Pocałujcie nas w cztery litery.
Ekstraklasa SA, która jest dość śmiesznie skonstruowanym tworem, bo przecież ileś dobrze opłacanych osób wykonuje pracę przeznaczoną dla może dwóch ludzi, powinna właśnie teraz zadbać o wprowadzenie odpowiednich przepisów, które pozwoliłyby uniknąć podobnych nieporozumień w przyszłości.
Czy jednak jest do tego zdolna, jeśli sama potraktowała rozgrywki o Superpuchar w sposób tak lekceważący, wręcz haniebny? Kiedy nawet nie wysłała nikogo do wręczenia nagród?
Przykładem powinna być amerykańska kultura medialna. Za oceanem wiedzą, że medialność przekłada się na ilość ludzi na trybunach, na sprzedaż koszulek, gadżetów. Dlatego zawodnicy, czy to w koszykówce, czy w hokeju czy zwłaszcza w mającej problemy z przebiciem się na łamy piłce nożnej udzielają się w mediach tak często jak to tylko możliwe, a szefowie klubów marzą o tym, żeby zapełnić szpalty. I z pewnością nie zaprzepaszczą takiej okazji jak wygrane trofeum.
Nie dziwi mnie specjalnie, że czasem nie pojmują tego piłkarze, nawet jeśli inteligentni, to pochodzący często z nizin społecznych ludzie. Dziwi mnie, że nie pojmują tego szefowie polskich klubów. Prezes Śląska Wrocław powinien jutro piłkarzom wręczyć kary finansowe. Właśnie za te potencjalnie stracone przychody z gadżetów, właśnie za to, że na stadion może przyjść tych kilka osób mniej, za tworzenie negatywnego wizerunku klubu. Czy tak się stanie? Wątpię. Jakoś to przecież będzie. Zawsze jakoś jest.

PS. Wśród wielu komentarzy w internecie przewija się tekst o tym, że może dziennikarze powinni obrazić się na zawodników. Wyjdzie pan piłkarz i zechce pochwalić się swoim hat-trickiem, a tu pusta strefa wywiadów. Na forum Gazety Wyborczej jeden z czytelników, Felucjan, pisze: Gwiazdorzy się obrazili. To może by tak na odmianę na 1 rok obraziły się media na piłkarzy? Spadłyby gaże, nie byłoby kontraktów reklamowych i trzeba by się wziąć za treningi i grę.
Może i tak, ale dziennikarze raczej nie mogą pozwolić sobie na takie lekceważenie czytelników. To nas odróżnia od piłkarzy, że możemy mieć odmienne od wielu kibiców poglądy, ale ich szanujemy, choćby jako swoich pośrednich pracodawców.

17 komentarzy

Czy Śląsk przegrałby z Levadią

Dziś zobaczymy, czy Śląsk jest faktycznie tak żenujący jak wydaje się po meczach z mistrzem Czarnogóry czy może chodziło o tak zwany „specyficzny okres przygotowań”, który cechuje wszystkie polskie drużyny i jest doskonałym alibi dla nieudolności. Helsingborgs IF to właściwie podobna klasa do Buducnosti, ale wygrana z kolejnym przeciętnym przeciwnikiem sprawi, że będziemy mogli powiedzieć, że zawodnicy z Wrocławia nie są tylko jakimiś przypadkowymi farciarzami.
Popularne ostatnio jest nazywanie Śląska Wrocław najsłabszym mistrzem. Tu pojawia się problem. Może to i prawda, a może… właśnie, czy Śląsk jest słabszy niż Wisła Kraków w czasach gdy przegrywała z Levadią?
A w czasach kiedy przegrywała z Dinamem Tbilisi w Pucharze UEFA? Wisła trafiła wtedy do Pucharu UEFA, bo najpierw przegrała łatwo w eliminacjach Ligi Mistrzów z Realem Madryt. Tyle, że faktycznie było to jej błogosławieństwem, bo dzięki temu nikt nie powiedział – co za żenada, co za wstyd. Bo przecież mogła trafić kogoś klasy Dinama Tbilisi już w Lidze Mistrzów i przegrać. I kto byłby wtedy najsłabszym mistrzem? Wciąż Śląsk? Czy Śląsk tak łatwo przegrałby z Dinamem Tbilisi? A czy zostałby zmasakrowany (tak było) przez Victorię Guimaraes rok później? Nie wiem. Wiem, że nazywanie Śląska, nawet grającego fatalnie, mistrzem najsłabszym jest łatwe, ale i naciągane. Przynajmniej do czasu rozstrzygnięcia rywalizacji z Helsingborgiem.
Śląsk wyeliminował Budocnost, zespół klasy większej niż Levadia czy Valerenga. Może i szczęśliwie, ale nie „na krawędzi”. W każdym razie wyeliminował. Możemy sobie dywagować, że w Wiśle byli lepsi piłkarze. Może i byli, a może tak się wydawało, ale gdybyśmy spojrzeli z zewnątrz, nie byłoby żadnej różnicy. Tamci (ze składu z Dinamem) byli w większości żenujący. Była grupa dyżurnych nazwisk, które wydawały się nam mocne.
Który z tych piłkarzy okazał się wystarczająco mocny na przyzwoitą ligę europejską? Absolutnie wszyscy z tamtej drużyny polegli. Wszyscy. Powodziło się tylko Szymkowiakowi, ale też niebyt długo. Tamci piłkarze, wylansowani, wyperfumowani, wymuskani, królowie krakowskich dyskotek w swoich najlepszych skórzanych gaciach z modnymi torebkami „teletubisiami” na ramię, ze swoimi szałowymi fryzurami na filet z kurczaka, ze swoimi różowymi sweterkami prosto z najdroższego piętra w najfajniejszej galerii handlowej, ponieśli klęskę. I to gdzie? W klubach bardzo bardzo przeciętnych. Jakiś drugoligowych europejskich odpadach. I dla mnie to było bardziej żenujące niż to co prezentuje Śląsk. Ściąganie za ciężkie pieniądze wielkich gwiazd, które w rzeczywistości są gwiazdami własnego podwórka powinno być chyba skrytykowane mocniej niż zbudowanie z grupy przeciętnych kopaczy solidnej ligowej drużyny, która awansowała (wiem, wiem, w złym stylu) do 3 rundy eliminacji Ligi Mistrzów.
Czy tamci grali trochę ładniej? Ale co mnie to obchodzi? To nie łyżwiarstwo figurowe.
A co z piłkarzami Legii Warszawa, która została wyeliminowana z Pucharu UEFA przez słabą Austrię Wiedeń, a wcześniej w słabym stylu przez mocny Szachtar (przypomnijcie sobie skład Legii zanim powiecie z góry że był lepszy niż ten Śląska) a rok później poległa z Vetrą Wilno, gdy wielu mówiło, że gdyby była mistrzem to by na pewno pokazała klasę. Albo Zagłębie Lubin, które było mistrzem zamiast Legii (też podobno najsłabszym) które zagrał dwa mecze ze Steauą i oba przegrało, choć nieznacznie, to bez dyskusji.
Śląsk jest jaki jest. Jest słaby. Bardzo słaby. Ale awansował do kolejnej rundy. Dziś jest tu, gdzie była Wisła w kilku przypadkach, tu gdzie była Legia i tu gdzie nie było Zagłębie. Możecie mówić, że miał słabego rywali. A czy Legia z sezonu 1969/70, która jest uważana za jeden z może trzech największych polskich zespołów klubowych w historii miała mocnych rywali? Wskażcie jednego. Ja pamiętam jednego – Feyenoord. Ale tego Legia nie przeszła. Nie chodzi o to, żeby porównywać te drużyny, broń Boże, nie jestem samobójcą. Chodzi tylko o porównanie sytuacji. Poczekajmy jeszcze chwilę z oceną.
Każdy kolejny mistrz od lat wydaje się najsłabszym. To dlatego, że żenująca jest polska piłka.
W końcówce ostatniego sezonu miałem nadzieję, że tytuł wywalczy Ruch Chorzów, bo Śląsk na niego nie zasłużył, a Legia przegrała na własne życzenie. Ale stało się tak a nie inaczej, bo taki jest dziś nasz futbol. Jest destrukcyjny, tchórzliwy, pełny słabych i przeciętnych kopaczy, którzy nie powinni trafić na tak wysoki szczebel. I Śląsk Wrocław jest przedstawicielem tej piłki. Z tym swoim Gikiewiczem, któremu niedawno poświęciłem cały tekst, mistrzem grania tyłem do bramki, który jest przedstawicielem polskiej myśli szkoleniowej, naszej szkoły.
Polska szkoła piłkarska polega bowiem na tym, że sytuacja w meczu zmienia się jak położenie płynu w stojącej niemal równo poziomicy. Minimalnie w rewo, minimalnie w prawo, ale generalnie jest gdzieś po środku. Mecze są wyrównane dlatego, że nie istnieje coś takiego jak poważne szkolenie piłkarzy. Wszyscy oni mniej więcej są tacy sami. Może gdzieś tam w małej miejscowości trafi się jeden na tysiąc trenerów który podąża za światowymi trendami, ale że są to wyjątki. Większość młodych trenerów, którzy trafiają do ligi do klony powtarzające te same kalki, które zna każdy kto trochę interesuje się holenderską piłką.
Efekty widzimy w postaci przeciętnych kopaczy, niewyszkolonych, nieutalentowanych, wprowadzonych na dziwnych układach do futbolu przez sprzedawców złomu – menedżera Kołakowskiego i jemu podobnych futbolowych badylarzy.
Brak wypracowanego systemu powoduje to, że specjalizujemy się w kopaczach destrukcyjnych i zachwycamy, gdy ktoś potrafi zrobić coś w minimalnym stopniu niebanalnego.
Wystarczy odrobina ponadprzeciętnego przyspieszenia, by zawodnik przeciętny w przeciętnej europejskiej lidze stał się z miejsca największą gwiazda naszej ekstraklasy – to Melikson.
Wystarczy by przyjechał weteran europejskich boisk i to weteran taki , który coś mógł ustrzelić w słabiutkich klubach ligi francuskiej, ale w żadnym poważnym futbolu nigdy nie zaistniał. Może nawet jego rozpychające się ego jest powodem tego, że wszechświat nieustannie się rozwija, może gdyby był lodem, cytując klasyka Cascarino, sam by się wylizał. U nas jednak ten zawodnik, który nie współpracuje z nikim robił za gwiazdę i to za gwiazdę największego formatu. To Danijel Ljuboja.
Wystarczy ciąg na bramkę, by trafić do dobrej ligowej drużyny – to Kucharczyk i Małecki (ten drugi ma też charakter i czuję, że jeszcze wróci do kadry).
Wystarczy kilka razy podać prostopadle, widzieć minimalnie więcej niż inni, by stać się gwiazdą ligi. To Semir Stilić. A przecież jego transfer do Karpat Lwów, (a oglądali go podobno przedstawiciele liczących się klubów – Celtic, Borussia Moenchengladbach), pokazał różnicę między tym gdzie jesteśmy a tym, gdzie wydaje się nam, że jesteśmy.
Wystarczy strzelić 6 bramek w słabym ŁKS-ie by dostać angaż w mającej europejskie aspiracje Legii. To Marek Saganowski. A przecież grając w słabym greckim Atromitosie na pozycji środkowego napastnika strzelił 3 bramki w sezonie. TRZY. T R Z Y.
A niedawno widzieliśmy w meczu z Lipawą, że nie tylko strzelał bramki, ale i był gwiazdą drużyny. Zawodnik sumie już drugiej klasy – gwiazdą drużyny, która ma europejskie aspiracje. Wyobrażacie sobie, że Bayern Monachium ściąga do drużyny Geralda Asamoaha albo Real Madryt Daniego Guizę? A Saganowski w meczu z Lipawą pokazał, że jest klasę lepszy od swoich kolegów z zespołu.
Wystarczy odbiór i umiejętność podania na 5 metrów by zostać okrzyknięty dobrym defensywnym pomocnikiem – to był przez lata Surma i jest większość, może poza Januszem Golem i Czarkiem Wilkiem, który ostro pracuje by zniwelować braki.
Wystarczy odrobina techniki, by załapać się do czołowych klubów Ekstraklasy – to Trałka.
Wystarczy trochę kiwki by zostać uznanym wielkim talentem – to Grosicki (który ma jeszcze szybkość) czy Pawłowski.
Nie ma w Polsce zawodników wszechstronnie wykształconych. Nie ma zawodników, którzy byliby jednocześnie szybcy i techniczni, dwunożni, mający drybling i potrafiący podać na 30 metrów. Grający szybko. To najważniejsze, bo jedną z najważniejszych różnic między nami, czyli trzecim światem futbolu, a zachodem, jest szybkość. Znajdujemy się w Europie dwóch szybkości, po tej gorszej stronie i długo z niej nie wyjdziemy. Jesteśmy krajem chodzików. Nasze drużyny grają na chodzonego a zawodnicy biegają nieporadnie. Jeśli któryś biega szybciej, jest dynamiczny, z miejsca trafia do Niemiec. A ilu piłkarzy mamy w Niemczech?
Niestety, tego co zniszczyli przez 30 lat ludzie pokroju Engela i Piechniczka (ale też Michała Listkiewicza, którego jedyną wizją było bywanie na salonach, palenie cygar i popijanie ich najdroższymi gatunkami alkoholi) nie da się naprawić w rok czy dwa. Tyle, że przez ten rok czy dwa można pójść do przodu, ale u nas takiego trendu nie ma.
Odpowiedzialni są nie tylko wymienieni szkodnicy. Odpowiedzialni są ci wszyscy trenerzy pierdzący w stołki w PZPN-ach. Andrzej Strejlau, który wszystko wie, ale nie powie (niby dlaczego?), Władysław Żmuda (podobnie jak Strejlaua, bardzo go lubię i proszę z góry o przyjęcie przeprosin), Małowiejski, Talaga, Łazarek, Stefan Majewski, Śledziewski. Ci wszyscy, którzy tam siedzą i radzą, radzą, ale od kilkudziesięciu lat nic nie mogą uradzić. Radzą zapewne jakiś wielki plan, mądrzą się, debatują, argumentują, gadają, krzyczą, przegadują, zgadzają się, znajdują w konflikcie, przekonują, przekomarzają, unoszą się, znowu krzyczą, szepcą, zawiązują układy, nie dają się przekonać, przedstawiają swoje racje, popierają rację innych, zapewniają, stawiają weto, uważają, że… obradują generalnie. A czas płynie.
Możecie krytykować wrocławski Śląsk. I ja też go krytykuję, bo jest słaby. Ale jest to pójście na łatwiznę. Bo Śląsk nie jest niczym innym jak wytworem naszego futbolu. Wytworem doskonałym, idealnym odzwierciedleniem polskiej piłki.

PS. Jeśli popatrzeć na ranking UEFA, futbol nasz powoli odbija się od dna. Ja osobiście tego nie widzę, więc muszę uwierzyć w liczby. Oczywiście jest to pochodna rewolucji Platiniego, który postanowił wskrzesić futbol na wschodzie Europy. I choć robi to w sposób sztuczny, to prawda jest taka, że sami sobie nie jesteśmy w stanie pomóc, więc Francuzowi wypada dziękować przy każdej możliwej okazji.

3 komentarze