Europa dwóch szybkości

Osiągnęliśmy punkt krytyczny, spadliśmy do piłkarskiej IV ligi europejskiej. Piękna gra młodych chłopaków z warszawskiej Polonii na chwilę pozwoliła wpaść w zapomnienie. Ale wróćmy na ziemię. Na EURO 2012 jedna z największych klęsk w historii polskiej piłki, teraz nasze zespoły odpadły z totalnymi słabeuszami lub przeciętniakami. Nie tyle odpadły, co w większości dostały brutalny łomot. Tym razem nie ma tu bezpośredniej winy PZPN-u, ale to wszystko współgra idealnie z buraczano-żulerskim wizerunkiem, który wypracowało sobie kierownictwo związku. Jesteśmy więc na dnie. I co teraz?
Teraz należy iść drogą Legii, tej samej, która przegrała z Rosenborgiem. Zmiany dokonują się w klubach, związek może je tylko przyspieszyć i pewne rzeczy nakazać, tak jak to odbyło się w Niemczech – nie masz Akademii i nie realizujesz programu w pewnych ramach, nie dostajesz licencji. Oczywiście Legia jest produktem niekompletnym, ale klub z Łazienkowskiej jako jedyny w Polsce idzie w dobrą stronę. Jestem przekonany, że dzięki Akademii za 5-10 lat w Warszawie będzie zespół na miarę przyzwoitego występu w Lidze Mistrzów. Należy więc nakazać klubom tworzeni Akademii piłkarskich (alternatywa to występy w II lidze, gdzie zamiast Akademii wystarczy ileś roczników), inwestowanie w młodych piłkarzy, w rozwój talentów.
Ale mówię tylko o Akademii bo na zespół seniorów trochę szkoda słów. Jest to jednak wina błędnej polityki transferowej.
Nigdy nie zrozumiem w jakim celu ktoś zapewnił Michałowi Żewłakowowi kontrakt na poziomie 100 tysięcy złotych (z bonusami więcej). Żewłakow jest dziś piłkarzem na ligę polską i to tyle. Jest człapakiem. A zawodnik na polską ligę nie zasługuje na takie pieniądze. A że człapakiem jest też Inaki Astiz, to mamy gotowy problem. Z dwoma wolnymi środkowymi obrońcami nie można wygrać meczu na średnim europejskim poziomie.
Przypomina mi się wywiad z Marcelo Lippim w książce o taktyce we włoskiej piłce, który mówił: „Podstawa to dwóch silnych, szybkich środkowych obrońców z dobrym wyskokiem”.
Facet, który robił wywiad (Alessandro Zauli) zapytał: „A jak pan postępował, jeśli miał
wolnych środkowych obrońców”. Lippi: „Nigdy nie miałem wolnych środkowych obrońców”.
Niedawno rozmawiałem z naszym naprawdę cenionym ligowym trenerem, który utrzymywał, że Żewłakow powinien wrócić do kadry, bo Perquis jest niepewny i ma problem z wyprowadzaniem piłki. Zapytałem o szybkość Żewłakowa. „No, ale on się świetnie ustawia”. Złapałem się za głowę.
Perquis to szybki i silny zawodnik, a Żewłakow tylko się ustawia.
Historia zakończyła się tak, że Perquis poszedł do Realu Betis Sevilla.
Nie jestem żadnym wielkim przeciwnikiem Żewłakowa, po prostu powinniśmy spojrzeć z zewnątrz. Był przyzwoity, ale już nie jest. Smuda miał rację pozbywając się go, jednak zrobił to go niegodnie, wręcz obrzydliwie i nie potrafił tego wyjaśnić (cóż, dziś na posiedzeniu PZPN potraktowano jego jak kawałek gówna. A przecież czasem trzeba zagryźć zęby, zaprosić człowieka na dobrą kolację i wręczyć elegancki prezent na pożegnanie). Podaję Żewłakowa jako przykład ignorancji ludzi rządzących polskimi klubami, braku znajomości futbolu międzynarodowego, bo przecież takich klubów jak Legia nie buduje się na ligę, ale na Ligę Europy.
W budowie Legii, która powinna być mistrzem z przewagą 10-15 punktów nad drugim zespołem, nastąpił błąd, który na przyszłość można skorygować.
Żewłakow kiedyś był niezły, to wszystko, ale w czasach deficytu na polskim rynku środkowych obrońców. Dziś świat poszedł do przodu a on odcina kupony i straszy setką na koncie w kadrze. Bo choć doceniam jego osiągnięcia, to w czołowym klubie w dobrej zachodniej ten piłkarz nigdy nie miał prawa się przebić (czasami są tacy jak Badstuber, którzy nie mają prawa, a jednak się przebijają). Właśnie ze względu na szybkość. Na ostatnich mistrzostwach świata zdarzało się w poszczególnych spotkaniach, że najszybszym zawodnikiem w drużynie niemieckiej był Per Mertesacker, który w sprincie osiągał 27 km/h. To granica nieosiągalna dla większości naszych napastników.
Dlaczego uparłem się na szybkość? Bo to dziś podstawa. Szybkość reakcji, rozgrywania, biegu. Wiadomo, że można mieć piłkarzy wolnych, przecież Pirlo jest wolny, tyle że genialny, a wspomniany Lippi miewał wolnych, ale silnych napastników jak Vialli czy Ravanelli. Wolni są Lewandowski i Gomez i jakoś sobie radzą, wolny jest Xavi. Tyle, że mówimy o piłkarzach
wybitnych lub wybitnych w pewnym środowisku (Gomez, Lewandowski), którzy mają inne walory. Na 11 piłkarzy 7-9 piłkarzy musi być szybkich albo bardzo szybkich. Przykład Borussii Dortmund. Na pytanie jak wypatrzyli Łukasza Piszczka, Joachim Watzke, szef klubu odpowiedział, że zaimponowała im jego szybkość. Piszczek ma znakomite pierwsze 30 metrów, fizjolog Jan Chmura powiedział nawet, że według badań, jest na tym odcinku szybszy niż Usain Bolt. Traktujcie to jak chcecie.
W meczu z Rosenborgiem widzieliśmy, że piłkarze Legii mają poważny problem z nadążaniem za rywalem, co słusznie odnotował dziennikarz Rzeczpospolitej.
Leszek Dyja, który zajmuje się przygotowaniem Ruchu Chorzów (współpracuje też ze Śląskiem), ale ma dostęp do wyników badań szybkości w większości polskich klubów, mówi że piłkarze Ruchu przede wszystkim byli znacznie szybsi od innych drużyn ligowych.
– Staramy się doprowadzić ich do stanu, który na zachodzie jest oczywistością – powiedział. To wystarczy, żeby zająć drugie miejsce w naszej Ekstraklasie. Warto się tym zainteresować. Czy chodzi o szkolenie, o trening czy o selekcje? Stawiam przede wszystkim na to trzecie.
Jak to zmienić? Z dnia na dzień się nie da. Szkoleniowcy mówią, że serie ćwiczeń są w stanie poprawić szybkość o 10 procent. W przypadku większości zawodników ten limit pewnie został osiągnięty. Potrzebna przede wszystkim bardzo mocna selekcja, a więc odgórny nakaz rozgrywania
turniejów podwórkowych pod patronatem klubów: (PISAŁEM o TYM TU). O piłce na podwórku pisał też Krzysztof Stanowski na weszlo.com i ostatnio pośrednio też Przemek Rudzki na blogu, warto się tym zainteresować.
Potrzebna jest akcja, która pozwoli nam doprowadzić futbol do europejskiej Ekstraklasy. To jest zupełnie realne, chodzi jedynie o to, żeby znalazł się ktoś z planem, kto posprząta po tych wszystkich szkodach, do jakich doprowadziły wieloletnie zaniedbania.
To musieliby zrobić ludzie w PZPN i tu pojawia się problem. Engela i jemu podobnych po prostu na to nie stać. Tu jest do wykonania praca, a nie tylko głoszenie komunałów, nie ma żadnej intrygi, nie trzeba nikomu podłożyć świni ani nikogo wykończyć, nie da się na tym za bardzo
zarobić. Czy to więc leży w naturze pana Engela i pana Piechniczka? Teraz właśnie czytam na śląskiej Wyborczej, że Górny Śląsk poprze Latę i jego świtę. To jest jak głosowanie na Rosję, w czasach zaborów, to zdrada futbolu. Tyle, że oni dostaną za to jakąś wycieczkę i może butelkę wódki z kiełbasą.
Ale wróćmy do marzeń. Wspomniane Akademie miałyby fantastyczny przegląd. A że to ograniczy budżety na pensje i transfery? Bardzo dobrze. Nic wielkiego się nie stanie, piłkarze w naszej lidze są zdecydowanie przepłacani. Nikomu nie żałuję, powodzenia. Ale weźmy przykład Lecha – naprawdę nie sądzę, że na przykład taki Ślusarski, który jest śmiesznym piłkarzem, powinien zarabiać 30 tysięcy złotych miesięcznie. To facet, który po powrocie z ośmieszającej go podróży po piłce zachodnioeuropejskiej wrócił do kraju i do tej pory w 62 meczach strzelił 11 bramek i zaliczył 7 asyst. Od 2008 roku. Mówimy o środkowym napastniku. To wstyd i zwykłe oszukiwanie kibiców, którzy płacą spore pieniądze na bilety wierząc naiwnie, że szefostwo chce dla ich klubu jak
najlepiej. Trener Mariusz Rumak wystawiając go i mówiąc, że jest dobrym napastnikiem bierze udział w tym oszustwie. Biedni są kibice Lecha, współczuję wam i łączę się z wami w bólu.
Inne kontrakty: Manuel Arboleda 130 tysięcy, Hubert Wołąkiewicz 70 tysięcy, a Vojo Ubiparip 60 tysięcy (WIĘCEJ TU).
To sumy z kosmosu świadczące o zatrważającej rozrzutności i totalnej niekompetencji ludzi, którzy je oferowali. Teraz Lech podpisał umowę z Piotrem Reissem i będzie miał atak marzeń – Reiss – Ślusarski. Brawo. Czy to jest budowanie zespołu, który ma mieć choćby cień szansy rywalizować z AIK Sztokholm? Niestety Mariusz Rumak wyraźnie nie odróżnia piłki podwórkowej od międzynarodowej. To jeden z najczęstszych błędów polskich trenerów – brak umiejętności spojrzenia z zewnątrz. Lech, tak samo jak Legia, powinien budować zespół europejski a nie zespół podwórkowy. Transfer Reissa świadczy, że to zespół podwórkowy. Oczywiście może być to też tani chwyt marketingowy. Reiss rozegra mecz numer 400 w Ekstraklasie, a klub sprzeda koszulki z numerem 400 i nazwiskiem „Reiss” lub w wersji limitowanej „Piotr R.”
Zobaczcie na Viktorię Pilzno, która ma kilkakrotnie mniejszy budżet niż Lech i nie płaci im tak absurdalnych pieniędzy. Zobaczcie na BATE Borysów. Te kluby potrafią wychować lub wynaleźć piłkarzy. Mają tam świetnych zarządzających, w Borysowie jest Anatolij Kapski, fanatyk, który ma wielką wiedzę o futbolu. Nasza piłka pełna jest takich ignorantów (Lechowi trzeba przyznać, że ma świetny skauting, ale facet, który podpisywał kontrakty nie powinien nigdy więcej nawet przechodzić koło stadionu pod karą publicznej chłosty)
I właśnie patrząc na te kontrakty PZPN mam prawo wymagać – budujcie akademię, bo was na to stać, współpracujcie z lokalnymi klubami, bo macie na to pieniądze. Jeśli będziemy mieli dobry wybór zawodników, piłka pójdzie do przodu, to są oczywiste oczywistości.
Musi być coś w tym, że mamy tak mało kreatywnych piłkarzy, w jakiś sposób przepadają w selekcji. Przecież nie może być tak, że jesteśmy krajem piłkarskich tępaków, zawodników tylko i wyłącznie destrukcyjnych. Ostatnio widziałem takiego jak Grzegorz Baran, co robił w meczu z Legią – ten prymitywny brutal nie powinien w ogóle zostać dopuszczony do gry w piłkę. No i do tego mamy tych swoich człapaków. Jesteśmy narodem wolnych i antykreatywnych kopaczy.
A skoro jesteśmy przy szybkości – czy to właśnie nie przez nią zginął jako piłkarz Radosław Matusiak? Jego przykład obnażył naszą polską ignorancję futbolową, pokazał, że żyjemy w rzeczywistości alternatywnej. Do dziś pamiętam jak w Łęcznej kręcił obrońcami. To było znakomite. Ale to była Łęczna. Zrobienie bohatera narodowego z tego piłkarza, który miał zaledwie pięć minut, to pewnie wyraz tęsknoty Polaków za prawdziwym futbolem. Gdy jednak Matusiak poszedł do Palermo (Leo Beenhakker mu odradzał, trzeba było słuchać, bo facet wiedział co to jest „international level” i czym się różni od piłki podwórkowej), jako konkurenta klub kupił mu niejakiego Edinsona Cavaniego. Oczywiście jak większość naszych piłkarzy Matusiak nie czuł się gorszy, a dziś przekonuje, że naprawdę tak było. Jeśli klub płaci za jednego zawodnika 1,8 miliona euro, a za drugiego prawie 4,5, to znaczy że ten drugi jest lepszy. Jak się okazuje, nie tylko potrafi strzelać, ale też biegać, a nie człapać. Podczas ostatnich mistrzostw biegał po 26,5 czy 27 km/h w sprincie. Te statystyki są przydatne.
Brak szybkości, co charakteryzuje naszych piłkarzy, brak umiejętności poprawnego uderzania piłki, co również jest polską cechą, a do tego brak odporności psychicznej połączony z ekstremalnym narcyzmem, ale to już sprawa dla psychologa.
Podaję przykład pana Matusiaka, gdyż akurat udzielił bardzo ciekawego wywiadu serwisowi weszlo.com. Dobry research, interesujące pytania, inteligentny rozmówca, wszystko co trzeba. Jest tam i o mnie, sporo osób się pyta „jak to było”, więc przedstawię swoją wersję, gdyż zasadniczo się różni od tej, którą powiedział pan piłkarz.
WYWIAD TU

Pan Matusiak atakuje tez Michała Kołodziejczyka z Rzeczpospolitej zaś innemu, również bardzo wiarygodnemu dziennikarzowi wmawia przekręcenie kilku zdań. Nieźle, wszyscy oszukiwali, tylko pan Radek mówi prawdę. Poszło o znany już z mediów cytat, kiedy pan Matusiak zadzwonił do mnie i wygrażał. Powiedział wtedy m.in.: „Kim ty jesteś, ile masz na koncie”. Zrobiło to karierę znacznie większą niż on w Palermo i Heerenveen razem wziętych.
Fragment dotyczący mnie bezpośrednio:
No, to jego o pieniądze nigdy nie pytałem. Nie mam niczego takiego w zwyczaju, z nikim stanu konta nigdy nie chciałem porównywać. Sytuacja była jednak taka, że po Euro ogłosiłem, że z dziennikarzami nie rozmawiam. Czułem, że to oni zaszkodzili mi najbardziej, że przez tę wcześniejszą medialność spadłem z góry szybciej i boleśniej, więc w formie protestu postanowiłem z mediami nie gadać. Mimo to, panowie z „PS” przylecieli do mnie do Holandii.
– Radek, zróbmy wywiad.
– Przecież wiecie, że z mediami nie rozmawiam.
– No, ale jak już przylecieliśmy, to z nami nie porozmawiasz?
– Skoro wiedzieliście wcześniej, że wywiadu nie udzielę, to niepotrzebnie się fatygowaliście.

Byli na dwóch treningach, zrobili mi kilka zdjęć, pogadali z trenerem i pojechali. Czytałem potem reportaż: Matusiak odstawał na treningu, koledzy ciągle na niego krzyczeli, był wolny, najsłabszy na boisku. I gdyby mogli, to by napisali, że nawet trzej, którzy stali obok boiska, wyglądali ode mnie lepiej. Nie wspomnieli, że w gierce treningowej – jedenastu na jedenastu – wygraliśmy 4:2 i strzeliłem dwa gole. To był kompletnie nieobiektywny artykuł, napisany w zemście za to, że z nimi nie pogadałem. Mogłem być w ich oczach wolny i nieudolny, ale o bramkach wspomnieć należało. Takiego zachowania nie toleruję, dla mnie taki człowiek to kłamca i żmija. Zero szacunku. Zadzwoniłem do niego i powiedziałem, co o nim myślę.

1. Nie jestem aż tak kreatywny, żeby wymyślić taką dobra historię. Opowiedziałem ją kilku kolegom z pracy, a wydrukowana została na weszlo.com przez naczelnego strony. O zemście nie ma więc mowy. Oczywiście ja też to wydrukowałem, tyle że później.
2. Do Matusiaka jechałem przy okazji, głównym celem był turniej, na którym byli polscy piłkarze – Artur Boruc i Kuba Błaszczykowski. Ten drugi również odmówił wywiadu, a jednak nie doczekał się zemsty. Jako były dziennikarz Faktu przyzwyczaiłem się do tego, że znaczny procent piłkarzy odmawia mi wywiadów. Wszystkim odpuściłem, ale biednemu panu Radosławowi postanowiłem dokopać, na pewno.
3. Czy Matusiak odstawał? Tak, odstawał. Był wolniejszy. W ataku grał z Bonaventurą Kalou i różnica była kolosalna. Faktycznie bramki strzelił, tylko że to nie miało znaczenia. W pierwszej wersji wysłanej do redakcji nawet o tym wspomniałem, ale prawda jest taka, że nie było sensu o tym pisać. Był to mecz na długości trzeciej części boiska, a Matusiak strzelił w końcówce dwukrotnie z metra do pustej bramki. To nie mogło zaciemnić obrazu. Trener Trond Sollied był podobnego zdania i po trzech tygodniach Radek rozwiązał kontrakt. A mniej dyplomatycznie, został wykopany. Oczywiście możemy założyć, że trener i miejscowi dziennikarze, którzy opowiedzieli mi o jego sytuacji, również byli nieobiektywni i za coś chcieli się odegrać. To pewne.
4. No i oczywiście dzwonił po zupełnie innym tekście, niż mówi. Konkretnie po moim komentarzu w Fakcie (bo wtedy pisaliśmy w dwóch gazetach jednocześnie), kiedy napisałem, że jeden z menedżerów zaproponował mu kontrakt w II lidze hiszpańskiej, a pan Radek powiedział, że interesuje go pierwsza. Apelowałem, żeby zszedł na ziemię. Do dziś buja w obłokach.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: