Liga piłkarzy niechcianych

Kilka przemyśleń po weekendzie ligowym

Polonia miała spaść a wygląda na to, że powalczy o puchary. Mam nadzieję, bo rzadko w Polsce trafiają się zespoły grające tak efektownie i szybko. A przecież Polonia miała przeciwników dość trudnych, a więc wygrane należy tym bardziej docenić.
Podoba mi się wizja Piotra Stokowca, który z tyłu postawił na kilku wyjadaczy, ale z przodu dał szansę młodzieży, bo jak wiadomo młodość to szybkość (przynajmniej w tym przypadku), fantazja i brak kalkulacji. Świetny jest Pazio, jeszcze kilka kolejek na tym poziomie i dziennikarze będą wzywali aby dostał szansę w kadrze. Akurat na swojej pozycji nie ma wielkiej konkurencji. W końcu strzela Teodorczyk, co daje mi satysfakcję, bo kiedyś w PS popełniłem artykuł, w którym napisałem, że ten chłopak ma przyszłość. Nawet jeśli nie jest to król techniki, to jednak świetnie znajduje się w dobrej sytuacji. No i przede wszystkim jest Wszołek.
Miałem nadzieję, że zobaczę go w kadrze narodowej, bo nie ma przypadku w tym, że tak gra. Znajomi, którzy piszą o Polonii, mówili od dawna o tym, że to będzie gwiazda ligi. Niestety na razie selekcjoner woli Waldka Sobotę. Ale na Wszołka przyjdzie jeszcze czas – na razie 3 mecze ligowe, 2 bramki i 3 asysty to fantastyczny wynik nie tylko jak na tak młodego chłopaka, zobaczymy jak długo pociągnie. Na razie znakomicie ciągnie ofensywę, jej jej prawdziwym liderem. Polonia zaczęła jednak z takim przytupem, że trudno przewidywać, czy to się długo utrzyma, szczególnie w naszej destrukcyjnej lidze.
Cieszę się, że właściciel klubu zaufał Piotrkowi Stokowcowi, bo to jeden z bardziej łebskich ludzi w polskiej piłce, takich w niej potrzeba, inteligentnych z doświadczeniem zawodniczym. Może nie był wielkim piłkarzem, ale był przyzwoitym i wyrazistym ligowcem. W końcu każdy rudy jest przynajmniej wyrazisty.
Kiedy jeszcze pracowałem w Fakcie i sporo jeździłem za Polonią, podszedłem do niego i poprosiłem o rozmowę.
– Sorry, ale nie rozmawiam z wami – odpowiedział.
– O co znowu chodzi? – zapytałem zdegustowany, bo przecież wielu piłkarzy w tym okresie z Faktem nie rozmawiało, i zazwyczaj nie umieli podać powodu. Ale Stokiego nie podejrzewałem o to, że wpadł łatwo w „prąd” wytwarzany przez grupę.
– Słuchaj, nie rozmawiam z wami dopóki nie wyjaśnicie sprawy tego UFO ze strony 8 – odpowiedział.
Zabawne? Nawet, nawet.
Innym razem w Kielcach z Koroną stał z jakimiś podejrzanymi typami pod szatnią.
– To koledzy z podwórka – zareklamował.
– Kibice w Kielcach ostro cię potraktowali, gwizdali gdy byłeś przy piłce… – zagadałem.
– Słuchaj, na Łazienkowskiej 10 tysięcy kibiców krzyczało „rudy chuj”. Czy myślisz, że będę się przejmował jakimiś wieśniakami? – odpowiedział.
Żeby było jasne, Piotrek pochodzi z Kielc.
Powodzenia!
W Wiśle widziałem jednak nadzieję. Nazywa się Michał Szewczyk, świetnie operuje piłką, ma bardzo szybki zwód, a asysta którą zaliczył była fantastyczna. Fajnie, że Probierz nie bał się dać mu szansy, bo chłopak pokazał, że nie boi się presji i jest pewny swoich umiejętności. Nie pozbywał się błyskawicznie piłki, tylko zaczynał swój taniec. Oby nie skończyło się jak w przypadku Dzalamidze, czyli szybki skok i dłuuuuugie opadanie. Mam jednak wrażenie, że Szewczyk jeszcze z obrońcami w lidze potańczy.
Zastanawiam się po tym początku lig, czy Michał Probierz to nie jest trener z gatunku tych, co to zrobią cuda z małymi zespołami, w których liczy się rąbanka. A więc trener z przyzwoitym warsztatem i mocną osobowością przychodzi, tu krzyknie, tam zrzuci coś na ziemię, zbije dzbanek z wodą, rzuci bidonem w rezerwowego, odstawi gwiazdę do rezerwy, zmotywuje piłkarzy, nie przegra pięciu kolejnych meczów i zrobi jednosezonową czy nawet jednorundową drużynę. A potem przyjdzie kolejny i go pokona. A potem kolejny…
Wiadomo, polska Ekstraklasa, wypada zachować wstrzemięźliwość z ocenami. Jeszcze w tamtej rundzie sam pisałem w „PS”, że dwie drużyny mają swój styl w tej lidze – Korona i Ruch. Korona jest dziś żałosna, mimo że się wzmocniła. Leszek Ojrzyński ma papiery na to, żeby być naprawdę dobrym trenerem, ale na razie ma problem z drużyną. Nie chodzi o wyniki, ale o styl. Gdzie ten pressing, gdzie ten szybki atak?
Może to działa na zasadzie – wszyscy mówią, że jesteśmy słabi, więc im udowodnimy. Przykładowo Robert Kasperczyk, trener Podbeskidzia, powiedział, że jego zespół składa się z zawodników niechcianych, którzy mają coś do udowodnienia. U nas wygląda to trochę tak, że większość zawodników jest niechcianych, bo większość piłkarzy jest totalnie przeciętnych.
A więc bierzesz zespół, składasz go z zawodników niechcianych, oni coś udowadniają przez rok albo dwa, a potem się wypalają, ty ich nie chcesz i oddajesz do drużyny X. Skoro znowu są niechciani, to znowu mają motywację. Jeśli więc trafi się trener, który niechcianemu zawodnikowi wmówi, że jest chciany, to ten piłkarz może coś udowodnić na krótką metę, stać na na zryw.
Przeanalizujcie sobie składy drużyn, 80 procent to zawodnicy niechciani. Ostatnio furorę w Widzewie robi niechciany w Śląsku przez Oresta Lenczyka Sebastian Dudek. Pan kopacz, którego Lenczyk uczynił panem piłkarzem teraz mówi, że Lenczyk nie jest trenerem. I nawet na razie jest w stanie coś udowadniać. Lenczyk nie ma czego udowadniać, wicemistrzostwo i mistrzostwo Polski z przeciętnym zespołem to wyczyn historyczny, ale pan trener został pożegnany bez należnych mu honorów. Właśnie historia oceni jego i piłkarzy.
A skoro mowa o Lenczyku i Śląsku, ciekaw jestem kiedy piłkarze znowu staną się kopaczami. Może już nimi są. Widzieliście dziś końcówkę meczu i strzał Piotra „Niechcianego w Wiśle” Ćwielonga?
Ciekawe czy zmotywuje niechcianych piłkarzy Śląska nowy szkoleniowiec Stanislav Levy, który ostatnio zdobył tytuł mistrza Albanii z zespołem Skënderbeu Korçë, a więc tak nieznanym, że jego nazwa nie ma tu znaczenia. Równie dobrze mógłby nowy trener przychodzić w glorii mistrza Mongolii. Założę się, że po sezonie większość piłkarzy, która nie chciała Lenczyka, stanie się piłkarzami niechcianymi.
Mecz z Ruchem miał być hitem – mistrz z wicemistrzem, a był żenujący, końcówka, już po karnym przypominała mecz z Monty Pythona.
Wspomniałem o Waldku Sobocie, więc jeszcze na chwilę wrócę do kadry, która jedzie na mecz z Czarnogórą: Gdzie jest mój ulubiony jeździec bez głowy Sławek Peszko? Selekcjoner popełnia moim zdaniem poważny błąd pomijając tego zawodnika. Skrzydłowy Wolverhampton udowadnia to – statystyka: 4 mecze ligowe, jeden pucharowy i w sumie 3 asysty oraz całkiem przyzwoita gra. Peszko jest piłkarzem bardzo szybkim, mającym ciąg na bramkę, potrafiącym szybko wymienić się piłką i świetnie rozumiejącym się z Robertem Lewandowskim. Idealny facet do szybkiego ataku, co wiedzieli w Niemczech i w Anglii, a czego nie wiedzą w Polsce.
Podam przykład statystyczny. Ktoś powie, że nadużywam statystyki. Otóż nie zgodzę się. Gdyby różnica była nieznaczna, nie byłoby sensu jej używać. Waldemar Sobota w sezonie mistrzowskim Śląska miał 2 bramki i 2 asysty. Sławek Peszko dwa lata wcześniej w sezonie mistrzowskim Lecha (Peszko jest dwa lata starszy), miał 8 bramek i 14 asyst.
Pojechał do Niemiec i do Anglii gdzie są z niego zadowoleni (poza połówką sezonu w Niemczech, ale kryzysy dopadają każdego w każdej robocie). Waldek Sobota nie zagra nigdy na tym poziomie. Doceniam tego miłego ligowca, lubię patrzeć na jego dynamiczne zwody, ale każdy ma swój próg możliwości.

Advertisements

3 komentarze »

  1. Maciej Kanczak said

    Trudno jednoznacznie powiedzieć dlaczego Sobota, a nie Peszko, sęk może w tym, że jeden potrafi trzymać nerwy na wodzy, emocje nie wygrywają u niego ze zdrowym rozsądkiem i przez byle zagranie nie osłabia zespołu, a drugi tak. Owszem piłkarsko znacznie ustępuje Peszce, ale patrząc na statystyki kartek to:

    Peszko:
    sezon 2008/2009 – 11 żółtych kartek/0 czerwonych
    sezon 2009/2010 – 15/3
    sezon 2010/2011 (runda jesienna) – 5/0

    Sobota:
    sezon 2010/2011 – 3/0
    sezon 2011/2012 – 6/0

    Może to decydowało o tym, że akurat Sobota, a nie Peszko. Nie jestem zwolennikiem oceniania kogoś wyżej tyle za to, że ma mniej kartek, choć też w drugą stronę przesadzać też nie można, tylko podpierając się tymi statystykami próbuje wyczuć tok rozumowania Waldemara Fornalika.

    • vegetable78 said

      wątpię, żeby o to chodziło, ale dzięki za ciekawe statsy.

  2. Dezet said

    Jak nie ma już Wojciechowskiego, który nie rozumie sportu i sportowców i nie afiszuje się ze swoja presją na trenera to może w Polonii da się zbudować coś dobrego i trwalszego

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: