Archive for Październik, 2012

Zakładnicy wizerunku

korespondencja z Jonestown

Ci wszyscy, którzy mówią, że z polską piłką jest źle, są w błędzie. Jest bardzo dobrze. W rzeczywistości nasze kluby od lat grają w Lidze Mistrzów i regularnie dochodzą do ćwierćfinałów Ligi Europy, polska reprezentacja awansowała do półfinału EURO 2012, zaś w szkoleniu młodzieży jesteśmy w światowej czołówce. Szkodzi nam jednak wizerunek – największy problem polskiej piłki, który teraz się zmieni.
Tak właśnie pomyślałbym, gdybym wyszedł właśnie z lasu, gdzie przez ostatnie dziesięć lat nie miałem dostępu do środków masowego przekazu i przeczytał jedynie gazety i strony internetowe z ostatnich kilku dni.
Wszyscy powtarzają jak mantrę – najważniejsza jest zmiana wizerunku.
Dziennikarze analizują, który kandydat jest w stanie zmienić wizerunek.
Daj więc głupiemu garnitur, a zostanie szanowanym obywatelem.
Zawsze sądziłem, że tzw. wizerunek buduje się dobrą, skuteczną pracą (i chwaląc się nią poprawia się wizerunek), ale chyba jestem w tym wszystkim niemal osamotniony.
Podam prosty przykład. Dwóch trenerów – jeden miał dobry wizerunek i tzw. charyzmę, drugi miał średni wizerunek i zarzucano mu brak charyzmy. Nie ma wątpliwości że tzw. charyzma ma bezpośrednie przełożenie na wizerunek. Jeden nazywa się Michał Probierz, drugi Waldemar Fornalik.
Ci, którzy wierzyli w magię Probierza, dziś są w odwrocie (choć życzę mu, żeby wrócił, bo to solidny ligowy trener). Czy ktoś wierzył w umiejętności Fornalika? Kilku chłopaków ze Śląska i ci, którzy czytają dokładnie naszą gazetę.
Obecny selekcjoner jest dziś takim samym trenerem jak był kilka miesięcy temu. Tyle, że na swój obecny wizerunek (a więc prawie noszenie na rękach), zasłużył dobrą pracą.
Czy gdyby nie miał wyników, ale z okienka reklamował go dobry spec od wizerunku, to patrzylibyśmy na niego przychylniej? To kompletnie niepoważne.
Jesteśmy krajem, gdzie ważniejszy od dobrego pracownika jest sprawny specjalista od public relations. A przynajmniej tak wydaje się niektórym ludziom, którzy zajmują ważne stanowiska.
Dziś w mediach trwa festiwal klepania po plecach Zibiego. Życzę mu wszystkiego dobrego, bo chciałbym, żeby ktoś zmienił podstawy w naszym futbolu, stworzył SYSTEM. Naprawa wizerunku to nie jest wieli problem. Zibi samym wyborem już go naprawił. Poza kilkoma Zibisceptykami, czyli takimi jak ja, generalnie z mediów przebija hurraoptymizm pod hasłem „Idzie nowe”. Ok, niech sobie idzie. Wolę, żeby nasze drużyny dochodziły w pucharach do ćwierćfinałów, a kadra wychodziła z grupy na turniejach, zaś drużyny młodzieżowe grały w imprezach w miarę regularnie.

W piątkowym PS czytałem wywiad z szefem Ekstraklasy SA, Bogusławem Biszofem i gdy doszło do kwestii wizerunku, byłem lekko zażenowany.

Biszof: W pierwszej kolejności oczekujemy poprawy wizerunku polskiej piłki.
Każdy się z tym zgodzi. Mówmy jednak o konkretnych oczekiwaniach.
Biszof: Ale zmiana wizerunku to nie jest dla nas tylko hasło, bo dla takiej organizacji, jak nasza ta kwestia może mieć wymiar finansowy. Naszym celem jest budowa marki Ekstraklasa, zwiększanie przychodów z tytułu praw TV i praw marketingowych. Jeżeli ogólny wizerunek polskiej piłki jest słaby, przekłada się to na zainteresowanie sponsorów i partnerów medialnych. A jeżeli pyta pan o nasze szczegółowe oczekiwania, to przedstawiliśmy pakiet propozycji, który nazwaliśmy „Wyjściową jedenastką Ekstraklasy”. Poznali ją wszyscy kandydaci na prezesa.

Prezesi polskich klubów od lat nie są w stanie stworzyć sensownego produktu, zapełnić własnych stadionów, stworzyć systemu szkolenia młodzieży. Każdy gdzieś tam przepłaca zawodników, zawiera chore umowy z menedżerami, buduje twory tymczasowe nastawione na utrzymanie w lidze, przetrwanie. Przedstawiciel tych gości mówi nam o tym, że najważniejszy jest wizerunek, bo da sponsorów. Czy pan panie Biszof myśli, że sponsorzy są tak głupi?
Że przykładowo jeśli jedna stacja telewizyjna ma oglądalność na poziomie 3 milionów widzów, a druga na poziomie miliona, to sponsor wykupi droższą reklamę w tej słabszej, bo ma ona lepszy wizerunek?
On mówi, że będą pieniądze. Czy jeśli ktoś nie potrafi gospodarować małymi środkami, to będzie potrafił dużymi. Zgadza się, że zrobi więcej, trochę więcej, ale więcej też zmarnotrawi.
Przecież o wizerunek dziennikarze mogli dbać sami. Wystarczyło dobrze pisać o Grzesiu Lacie.

Bądźmy poważni. Najlepszym klubem w historii polskiej piłki (niech niektórym będzie, że jednym z trzech) był łódzki Widzew z czasów Zibiego (niedługo wyjdzie o nim książka, będę ją reklamował). To był zespół wplątany w kilka pokaźnych afer, chłopcy lubili się zabawić, byli krnąbrni i ostrzy, czasami prali się po gębach. Ale wiedzieli jak się gra i rządził nimi największy wizjoner w historii polskiej piłki. Nazywał się Ludwik Sobolewski. Ten zespół wszedł do historii, choć wiele miało znacznie lepszy wizerunek, ale dziś nikt o nich nie pamięta. Dlatego wizerunek to tylko i wyłącznie sprawa drugoplanowa.
PS. Od dziś przez jakiś czas nie piszę o PZPN i o Zibim (jako o prezesie), jeśli sytuacja nie będzie tego wymagała. Żeby nikt nie zarzucił, że się uwziąłem. Uznaję, że dziennikarski obowiązek spełniłem nie ulegając zbiorowej halucynacji i wsadzając jakiś tam kij w jakieś tam mrowisko. Tak jak mówię – życzę mu powodzenia, tak jak życzyłbym Potokowi czy Koseckiemu, gdyby któryś z nich wygrał. Za wspomniany „jakiś czas” dokonamy analizy.

Dodaj komentarz

Najładniejszy jest… Boniek!

Zapowiada się kilka spokojnych lat w polskiej piłce. Dlaczego? Bo wszyscy dziennikarze, którzy mówili żeby głosować na Bońka będą wstydzili się napisać złego słowa o nowym prezesie.
Miejmy nadzieję, że nowy prezes nie wybierze sam siebie na selekcjonera lub po dwóch miesiącach nie zwolni się faksem.

UWAGA. TEN TEKST NAPISAŁEM ZANIM DOKONANO WYBORU PREZESA. POTEM TYLKO GO ZAKTUALIZOWAŁEM, WSTAWIAJĄC W ODPOWIEDNIE PUSTE PRZESTRZENIE NAZWISKA.
Dlaczego? Bo kompletnie nie ma znaczenia kto wygrał ten żenujący konkurs piękności zwany wyborami na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej.
Konkurs od początku był żałosną farsą i dlatego nie spodziewam się zbyt wiele po nowym prezesie, czyli w tym przypadku Zibim.
Wszyscy kandydaci kompletnie zlekceważyli opinię publiczną. Od lat działacze, różni działacze, czy to Zibi czy Kosa (kandydujący do miana reformatorów, w co nie wierzę), Antkowiak czy Potok (betonowi) czy Kręcina (opcja Wino, zabawa, śpiew i śmiech) uważają się za prawowitych właścicieli futbolu w tym kraju. Opinia publiczna nie jest im do niczego potrzebna. Polski kibic to kawałek łajna nie zasługujący na podstawową informację.
W związku z tym, że trwa właśnie kampania na prezydenta USA, możemy sobie porównać – co wiemy o poglądach Romnye’a a co o Obawy. Jaki pomysł ma jeden i drugi na służbę zdrowia. Co zrobią w sprawie Syrii. Jaki jest ich stosunek do nielegalnych imigrantów. Wszystkie inne prywatne rzeczy wyciągają dziennikarze, ale sprawy programowe przedstawiają sami kandydaci, bądź ich sztaby.
Marzy mi się kandydat z dobrym CV, nieskazitelny, w miarę czysty i przyzwoity (w warunkach akceptowalnych, wiadomo że każdemu coś się wyciągnie), który przedstawi swój program opinii publicznej. W wywiadach przedwyborczych wszyscy unikali mówienia o zmianach. Dlaczego? Moim zdaniem dlatego, że nie mieli nic do powiedzenia.
Nasi kandydaci nie mieli i nie mają programów tylko jakieś ich namiastki. Jedynym programem było przekonywanie delegatów. Dlatego uważam, że wygrał Boniek bo obiecał najwięcej stołków najważniejszym ludziom. I najfajniej uśmiechał się ze zdjęcia. W tym sensie nowy prezes został wybrany w procesie korupcyjnym, dlatego nie spodziewajcie się odnowy futbolu. Nie będzie odnowy tam gdzie podstawą jest zgnilizna.
Ktoś powie, że przedstawiali programy delegatom. Skoro tak, skoro wszystko było jawne, to dlaczego nie przedstawili ich opinii publicznej
Czyżby bali się publicznej debaty? Tak uważam. Publika obnażyłaby ich słabości i wyśmiałaby ich niekompetencję.
Opinia publiczna w Polsce powinna mieć prawo wiedzieć co zamierzają zrobić kolejni kandydaci. To dlatego, że piłka nożna powinna być rzeczą publiczną. W momencie gdy staje się własnością działaczy i delegatów, mamy do czynienia ze zwyrodnieniem systemu.
Kandydaci powiedzieli dziś kilka słów. A więc po rozdaniu kart. A nawet jeśli ktoś się wahał, to nie miał czasu na analizę. Jeśli ten moment miał decydować, to wszystko odbyło się byle jak, jakby spisane gdzieś na kolanie w przydrożnym kiblu w podrzędnej spelunie z nieświeżą kiełbasą.
Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla kibica? Czy mamy prawo sądzić, że któryś kandydat jest lepszy od innego? Na jakiej zasadzie? Bo tak napisał redaktor X albo redaktor Y? Bo tak powiedział jakiś śmieszny tzw. niezależny ekspert? Większość dziennikarzy i niezależnych ekspertów powoływała się na konieczność zmiany wizerunku, dlatego w większość nie wierzę, bo dla mnie wizerunek jest zupełnie drugorzędną sprawą. Nie znoszę powtarzania banałów, sloganów. O tym więcej napiszę w nocy.

Część druga, czyli od czego naprawdę powinien zacząć nowy prezes.
Działacze mówią, że ten wizerunek poprawi się, jeśli kadra będzie miała wyniki. Przypomnę, że za Listkiewicza miała, ale się nie poprawił. Chodzi nie tylko o wyniki, ale też o przejrzystość, uczciwość, wysoki poziom. Chodzi o to, żeby ludzie widzieli, że zmieniamy futbol, że staramy się wrócić do europejskiej Ekstraklasy. Że już wystarczająco długo przebywamy w 2. lidze (czyli wedle naszej nomenklatury w trzeciej), biorąc pod uwagę wyniki kadry, drużyn młodzieżowych i klubowych ale też liczbę naszych zawodników w czołowych ligach europejskich. Dlatego najważniejsze jest stworzenie systemu skautingu (zacieśnienie sieci, by talenty się nie wydostawały) i szkolenia na wzór niemiecki, doprowadzenie do stworzenia akademii piłkarskich. O to, żeby przez sieć nie przedostawały się talenty, ludzie o najlepszych cechach motorycznych, ludzie z najlepszą koordynacją ruchową. To jest jedyny istotny problem polskiej piłki. Pozostałe są totalnie marginalne, nawet jeśli wielu próbuje wypychać je na pierwszy plan.
O moim pomyśle pisałem TU ale jeśli ktoś ma lepszy, to proszę bardzo. Ważne, żeby był jakiś pomysł, został przedyskutowany, udoskonalony i wprowadzony w życie, żebyśmy za 10-15 lat nie drżeli o wyniki spotkań z Cyprem i Azerbejdżanem.

Dlaczego młodzież? Bo to ma odzwierciedlenie w piłce seniorskiej. WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ NA DOLE. Zrobiłem małą symulację, jakie wyniki osiągają europejskie zespoły w turniejach młodzieżowych, do lat 17, 19 i 21 (mistrzostwa Europy) oraz 17 i 23 (mistrzostwa świata). Sami zobaczcie jakie ma to odzwierciedlenie w piłce dla dorosłych.

Zasady są proste
Punktacja za turnieje o mistrzostwo Europy:
Udział – 1 punkt
Awans do II rundy – 2 punkty
Awans do półfinału – 3 punkty
3. miejsce – 4 punktów
awans do finału – 5 punktów
zwycięstwo – 7 punktów
Punktacja za turnieje o mistrzostwo Świata
Udział – 1 punkt
Awans do II rundy – 2 punkty
Awans do ćwierćfinału – 3 punkty
Awans do półfinału – 4 punkty
3. miejsce – 5 punktów
awans do finału – 7 punktów
zwycięstwo – 9 punktów

Po kolei – miejsce; drużyna; suma punktów; ilość imprez w których występowała drużyna

1. Hiszpania 131 (26)
2. Niemcy 69 (20)
3. Francja 68 (19)
4. Anglia 66 (24)
5. Holandia 54 (16)
6. Włochy 47 (16)
7. Czechy 45 (16)
8. Portugalia 39 (16)
9. Szwajcaria 36 (12)
10. Turcja 32 (12)
11. Serbia 30 (13)
12. Ukraina 20 (7)
13. Austria 18 (8)
14. Grecja 15 (7)
15. Belgia 14 (10)
16. Węgry 11 (5)
17. Dania 9 (6)
18. Chorwacja 9 (5)
19. Irlandia 9 (4)
20. Polska 8 (5)
21 Rosja 8 (2)
22. Białoruś 7 (4)
23. Szkocja 7 (3)
24. Szwecja 6 (2)
25. Gruzja 5 (2)
26. Słowacja 5 (2)
27. Norwegia 3 (3)
Islandia 3 (3)
Izrael 3 (3)
Finlandia 3 3)
31. Irlandia Północna 2 (2)
Rumunia 2 (2)
Słowenia 2 (2)
34. Ukraina 1
Mołdawia 1
Luksemburg 1
Liechtenstein 1
Armenia 1
Bułgaria 1
Estonia 1

3 komentarze

Tekst na zamówienie: Zibi naprawi futbol, uzdrowi chorych a także przejdzie po wodzie

Pasterze śpiewają, bydlęta klękają, cuda cuda ogłaszają. On już tu jest. Przywitajmy go słowami publicysty onetu: „Przyzwoitość dziennikarska wymaga, by w każdej sprawie przedstawiać różne punkty widzenia. Oddać głos zwolennikom i krytykom. W przypadku kandydatury Zbigniewa Bońka na prezesa PZPN był z tym problem. Wszyscy są „za”. „
Nie ma więc wątpliwości, że gdyby napisać biografię Zibiego i gdyby miała być ona obiektywna, musiałaby być zatytułowana: „Hagiografia. Żywot człowieka, który zbawił świat poprzez futbol”. Mamy tu bowiem do czynienia nie z jakimś tam kandydatem, ale człowiekiem czystym niczym niebo i przejrzystym niczym tafla Bajkału, mesjaszem i Siddharthą futbolu.
Zbigniew Boniek miałby być prezesem PZPN, bo… Najlepszą odpowiedź dał w wywiadzie z serwisem weszlo Janusz Panasewicz.

Otóż powiedział on, że: „Boniek jest odważny. Był taki jako piłkarz i jest odważny jako facet. Myślę, że on mógłby sobie z nimi poradzić, bo zwyczajnie by się go bali. Jest bezkompromisowy i uważam, że w nim jest jakaś nadzieja.”
Dlaczego ta niemerytoryczna odpowiedź jest najlepsza? Bo najlepiej wyraża wiedzę tłumu. Utarło się, że Boniek byłby najlepszy, bo jest niezależny, że ktoś by się go bał. Wyrabia się więc w ten sposób w społeczeństwie kibicowskim przeświadczenie, że Boniek na pewno zrobiłby coś takiego, że wstrząsnęłoby to całą piłkarską Polską, wprowadziłby wielkie zmiany, dał polskiej piłce kopa, a nawet trzy kopy, że oto nagle stanęlibyśmy w szranki z potęgami światowej piłki.
Tu zacytuję Janka Tomaszewskiego, który w swych zachwytach odpłynął kompletnie w tygodniku Wprost:
– Informacja o starcie Zbyszka z jednej strony niezwykle cieszy, bo bardzo chciałbym, żeby to on był prezesem. To jedyny człowiek, który może wyprowadzić polską piłkę z bagna – marzy pan Janek.
-Jestem przekonany, że Boniek zmieniłby wiele rzeczy (Proszę zwrócić uwagę na zwrot klucz: „Wiele rzeczy”. Ale też może być „dużo”, „wszystko” etc, bez konkretów – mw). Gdyby Zbyszek został prezesem, to gwarantuje – mimo iż mamy inne poglądy – że jestem do jego dyspozycji i pomogę mu oczyścić to bagno.
Pewnie za symboliczną opłatą, co panie Janku? Niedawno jeszcze znalazłem wywiad z salonu 24, w którym pan Janek mówi:
„Wydaje mi się, że Boniek jest bardziej rozpoznawalny w Europie, co jest bardzo ważne. Poza tym, Boniek ma szerokie kontakty w UEFA, a to – w przypadku wyboru Bońka – dawałoby nadzieje na to, że więcej naszych rodaków znalazłoby się w strukturach europejskiej i światowej piłki. Właśnie to przemawia za prezesurą Zbyszka.”
i w tym samym tonie dziś dla TVN 24.
– Jestem przekonany, że jeśli Zbyszek zostałby prezesem to od razu wielu polskich działaczy znalazłoby się w strukturach FIFA, a nasi sędziowie wróciliby na salony – mówi pan Janek.
Zejdźmy na ziemię. Będę bronił prawa pana Janka do publicznego zabierania głosu (50 tysięcy odszkodowania dla Smudy uważam za skandal), bo dla polskiej piłki zrobił sporo dobrego – wybronił kilka strzałów. Ale proszę też, panie Panie Janku, niech pan mówi z sensem. Czy pan myśli, że Boniek zadzwoni do Platiniego, a ten „umieści ludzi w strukturach”? Przecież to jest jakieś myślenie życzeniowe, argumenty z piaskownicy, na zasadzie „mój wujek jest policjantem i mógłby cię załatwić”.
Kto w ogóle powiedział, że Platini czyli w tym przypadku wujek policjant, popiera Bońka. Kto poza samym Bońkiem i jego wyznawcami? Nikt. Dlaczego ktoś uważa, że Platini jest tak spaczony moralnie, że miałby popierać Bońka tylko dlatego, że ten jest jego przyjacielem?
Boniek mówi w rozmowie z futbolnet.pl: „Poprosiłem Platiniego, żeby trzymał się z daleka”.
Czyżby? To polskie myślenie, gdzie rządzi nepotyzm i kolesiostwo, myślenie rodem jeszcze z czasów PSL-u (przyjmuję, że to ugrupowanie już się skończyło). Prosiłbym zwolenników Zibiego o przytoczenie słów Platiniego, w których ten otwarcie mówi, że popiera starania Zbigniewa Bońka o to by zostać prezesem PZPN. Bo rozumiem, że takie wypowiedział, zanim Zibi poprosił go by się nie wtrącał?
Dlaczego ludzie tacy jak Janek Tomaszewski mówią o moralnej odnowie i jednocześnie powołują się na najbardziej zgniłe standardy.
Niezwykłe jest to niepoparte faktami złudzenie, że Zibi zbawi polską piłkę, bo wszystko zmieni, ale nie wiadomo czy go wybiorą, bo się boją, bo on tupnie nogą i zrobi porządek. A w ogóle to ma znajomości, jest rozpoznawalny (a Lato to nie był?) i właśnie zbawi polską piłkę.
Wygląda mi na robotę speców od pr-u w putinowskim stylu. Czyli nie prowadzimy rozmów merytorycznych, nie wdajemy się w dyskusje (Boniek odmówił wzięcia udziału w debacie) tylko uśmiechamy się ze zdjęcia. Przedstawiamy hasła i słowa klucze, robimy dobre wrażenie.
Tu przytoczę fragment wywiadu Michała Listkiewicza dla serwisu futbolnet:
– To przecież jedna z najwybitniejszych postaci polskiej piłki. Barwność, celność wypowiedzi, ale i umiejętności menedżerskie – tego na pewno nie wolno mu odmówić. Był wiceprezesem związku ds. marketingowych i sportowych za mojej prezesury, w latach 1999-2001. Można powiedzieć, że zastaliśmy Polskę drewnianą, a zostawiliśmy murowaną. Zaczynaliśmy praktycznie w tej materii od zera – nie było mowy o umowach sponsorskich czy kasie od stacji telewizyjnych. Działo się wręcz odwrotnie, bo to telewizja żądała pieniędzy od nas. Udało się to wszystko właściwie poukładać, a głównym architektem tego był właśnie Boniek.
I nie kończy na tym, jedzie dalej:
Co ciekawe, w wyborczym wyścigu weźmie także udział inny z moich wiceprezesów – Stefan Antkowiak. Okazuje się, że ludzie z tej tak bardzo opluwanej epoki Listkiewicza, jednak nie są tacy słabi. Coś potrafią i wciąż wiele znaczą.

Tu niestety należy przerwać sielankę. Myślę, że nieprzypadkowo w superlatywach o Bońku mówi właśnie Listkiewicz, który chce być wiceprezesem do spraw zagranicznych, a więc „koniak, cygaro i palmy”. Panowie, wykorzystując sytuację i fakt, że Lato stał się symbolem upadku i futbolu i intelektu, proponują powrót starego, o którym dziś wyrażają się z nostalgią licząc na to, że ludzie mają wyjątkowo krótką pamięć.
Oczywiście sam Boniek uważa, że tylko on może dać sygnał do krytykowania swojej własnej osoby.
Dziś w wywiadzie z futbolnet przyznaje, że ma wrażenie, iż teksty przeciw niemu powstają na zamówienie. Ja szczerze mówiąc długo zastanawiałem się czy ten napisać, ale przekonała mnie właśnie ta wypowiedź. Piszę więc ten tekst na zamówienie Zibiego. Zamówił go swoją pogardą, swoim słownictwem, tym, że jego przeciwnicy nie przedstawiają argumentów ale ujadają. Zamówili go ci wszyscy, którzy klepią go po plecach, bezpodstawnie zapewniając, że byłby świetnym prezesem, choć w rzeczywistości od zakończenia przepięknej kariery piłkarskiej nigdy nic dla polskiego futbolu nie zrobił. Nie mówię, że to najgorszy kandydat z możliwych, ale nie mówcie mi, że najlepszy. Gdyby ktoś powiedział: „Wybieramy go na zasadzie mniejszego zła” nie protestowałbym, bo taka argumentacja do mnie trafia. Tegoroczne wybory to będzie to podwórkowy wyścig na rowerach trójkołowych chłopców w krótkich gaciach, którym wydaje się, że to już prawie Tour de France. Ale jeśli mówimy, że wybieramy go bo jest jest świetny, bo zrobi porządek, bo coś zmieni, to przeciw temu protestuję.

I niech mnie pan panie Zibi nie rozczula swoim tanim emocjonalnym szantażem. Każdy ma prawo do negowania działań osoby publicznej, tym bardziej, jeśli mamy do czynienia z osobą tak moralnie niejednoznaczną, nawet jeśli pan Kazimierz Greń twierdzi zupełnie odwrotnie. Spokojnie, jeśli nie dostanie stołka zmieni zdanie. A Boniek problemy z moralnością miewał od dawna.
– Przecież jeszcze jako piłkarz mataczył przy śledztwie dotyczącym spowodowania śmierci (sprawa Stanisława Burzyńskiego, bo czym innym jest chwalebna obrona kolegi w Aferze na Okęciu, a czym innym krycie kolegi w sytuacji gdy zginął człowiek), według wielu świadków brał udział w ustawianiu meczów (słynne 2:4 Widzewa z Ruchem Chorzów).
– Gdy był wiceprezesem PZPN jego firma go and goal brała udział w rozmowach ze związkiem na temat kontraktów telewizyjnych. Czy do czegoś to doprowadziło czy nie, nie ma znaczenia, liczy się sam fakt spowodowania konfliktu interesów.
Zresztą działający wówczas w firmie Go&Goal Robert Kaczyński mówił w wywiadzie z Gazetą Wyborczą, że faworytem „konkursu” (o tzw. kontrakt stulecia) była Wizja TV. Również przedstawiciel Wizja TV, Marcin Kubacki, twierdził, że jego stacja oferowała warunki lepsze niż Canal Plus. Boniek zrobił nagły zwrot w stronę Canal Plus z powodów niewiadomych. Pozostały wątpliwości. Również co do samego kontraktu, który był tajny. Według umowy zawartej w 2000 roku, po upływie terminu umowy Canal Plus miał mieć dostęp do warunków oferowanych przez innych oferentów. Oczywiście nie mogło to zostać podane do wiadomości publicznej, gdyż taka informacja kompletnie dyskredytuje Bońka i Listkiewicza jako ludzi wiarygodnych. Tym bardziej, że dziś Listkiewicz twierdzi, że Lacie zaszkodził brak przejrzystości. Na te prymitywne sztuczki nie dał się nabrać Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który nałożył na Canal Plus karę w wysokości 7,37 miliona złotych a na PZPN ponad 440 tysięcy (potem zredukowano o ok. 50 procent).
Tu link, który wielu otworzy oczy na tzw kontrakt stulecia:

– To właśnie w czasach, gdy działał w Polsce doszło do apogeum afery korupcyjnej. Oczywiście nie spowodował jej, ale też jej nie zapobiegł. Nie będę robił z niego ojca zła w naszym futbolu, bo z pewnością nim nie jest. Po prostu nie wykorzystał swoich możliwości, by cokolwiek zmienić (choć rzucił kilka propozycji, to na tym skończył), ale teraz to wszystko idzie w niepamięć. On sam chwali się, że to on uznał Fryzjera czyli Ryszarda Forbricha za tzw. „Personę non grata” w związku i raczej jest to zgodne z prawdą, częściowo potwierdza to w swojej autobiografii sam Forbrich. Tyle, że Listkiewicz zepchnął podobno Fryzjera ze schodów, Lato wyrzucił go z szatni w Poznaniu, ktoś tam jeszcze nie wpuścił go do samochodu, a ktoś inny zabrał mu zabawki i przegonił z piaskownicy. Dziś do przegonienia Fryzjera przyznają się wszyscy, tyle, że on był tak przegoniony, że działał sobie bez problemu i wszystkim tym Wyattom Earpom ściskał ręce. Prawda jest taka, że za czasów Listkiewicza i Bońka nie zrobiono nic z korupcją w piłce (Listkiewicz dziś mówi, że to jedyna afera za jego kadencji, gratuluję poczucia humoru).
Piotr Dziurowicz, który opowiedział o korupcji w słynnym wywiadzie z Gazetą Wyborczą, został przez Bońka zdeprecjonowany i wdeptany w ziemię. Nie wiem czy to właściwy sposób na walkę z korupcją.
– I jest jeszcze sprawa Widzewa za czasów Bońka. Klub ma trochę przewinień na koncie. Za okres, gdy Boniek był współwłaścicielem klubu, Widzew został zrzucony karnie do II ligi, czyż nie?
Rozśmiesza mnie tu Jan Tomaszewski, który przyznał na czasie weszlo.pl, że „Zbyszek był jednak czysty”. Aha, czyli był i nie wiedział. Nie przeszkodziło to jednak panu Jankowi wysuwać oskarżeń wobec Franciszka Smudy, który przecież musiał wiedzieć, że Zagłębie kupuje od Cracovii. Nie sugeruję, że Boniek ma brudne ręce, chodzi o zwykłą przyzwoitość. Pan Janek za ten logiczny wielbłąd, powinien zostać z debaty o futbolu na jakiś nie tyle wyrzucony co „wypierdolony dyscyplinarnie”.
– Wiadomo było, że od początku lat 90-tych polska piłka staczała się i należało wprowadzać rewolucje w szkoleniu młodzieży. Do dziś nic z tego nie wynikło. Listkiewicz i Boniek oczywiście pochwalą się, że za ich kadencji Polska wygrała mistrzostwa Europy w Finlandii, tyle że to raczej efekt pracy poprzednich zarządów.
Efektem pracy grupy Listkiewicza jest raczej ostatnich dziesięć lat w piłce młodzieżowej, a ta ma, jak wiadomo, przełożenie na piłkę seniorską.
Polska wystąpiła ledwie w pięciu turniejach rangi mistrzowskiej w kategoriach do lat 17, 19, 21 w mistrzostwach Europy oraz do lat 17 i 20 w mistrzostwach świata.
Zrobiłem małą symulację (którą przedstawię w jednym z kolejnych wpisów) według której wyszło, że Polska zajmuje w młodzieżowej klasyfikacji 20. miejsce w Europie, co jest wynikiem katastrofalnym. Pod tym względem czas Bońka (również Listkiewicza, Antkowiaka i Kolatora) w PZPN był czasem całkowicie straconym.
Również za to, że postępował wielki kryzys polskiej piłki klubowej, ale tu już trudno go winić, więc obędzie się bez propozycji dodatkowej kary.
– Boniek w końcu dokonał „przestępstwa” podwójnego za jednym ruchem.
Wybrał samego siebie na selekcjonera reprezentacji Polski (oczywiście oficjalnie wybrał Listkiewicz). A jest to chyba gorsze niże kolesiostwo czy nepotyzm.
I wybrał na selekcjonera najgorszego trenera w historii polskiej piłki. Tego, który spieprzył niemal wszystko, do czego się dotknął, spadał z Serie A – dwukrotnie, i z Serie B – raz. Raz też awansował, ale zaraz po awansie do Serie B klub Avellino spisywał się na tyle słabo, że ów trener pożegnał się z posadą. We Włoszech jego warsztat i znajomość futbolu wzbudza uśmiech politowania. To „Bello di Note” – na trenerce najlepiej zna się w nocy, zwłaszcza kiedy śpi i ma piękne sny o sukcesach. Wiceprezesowi PZPN nie przeszkodziło to jednak w tym, by przyklepać wybór tego kogoś na selekcjonera.
W końcu jako trener zawalił eliminacje do 2004 roku i zwolnił się faksem. ŻE-NA-DA

– Poważnym przewinieniem był brak zaangażowania w EURO 2012.
Cytat z Piłki Nożnej:
Nie wierzę, bo na zdrowy rozum powinni ten turniej dostać Włosi, którzy mają wszystko do przeprowadzenia tak wielkiej imprezy. (…) To prawda, że w Italii też zdarzają się afery futbolowe, ale reakcja władz i sądów jest natychmiastowa. Czy ktoś w Polsce jest w stanie sobie wyobrazić, że wielki klub przyłapany na przestępstwie jest degradowany do drugiej ligi?
i reakcja Michała Nykowskiego (cytat z Faktu), który z ramienia rządu walczył o EURO 2012:
Pan Boniek już dawno zadeklarował, że… nie poprze naszej kandydatury. Odmówił jako jedyna z polskich gwiazd” – zdradza Michał Nykowski, szef sztabu projektu Euro 2012. – „Nie wiem, co nim kierowało. Kiedy zgłosiliśmy się do niego, odpowiedział, że nie mamy szans na Euro i dlatego jest za Włochami.
Sam Boniek tłumaczył wszystko dość pokrętnie. Najpierw powiedział, że zgłoszono się do niego „za pięć dwunasta”, a po wyborze naszej kandydatury, że nie chciał wchodzić w ostatniej chwili i spijać śmietanki, bo inni pracowali ciężko od miesięcy.
Szkoda, bo był potrzebny, ale to po prostu zignorował. Potem oczywiście ambasadorem EURO 2012 został i ciągnął kasę z reklam podczas turnieju, ale nie mam mu tego za złe. Każdy ma prawo zarabiać.
Występował też jako niezależny ekspert w portalu interia (jest jego felietonistą) w obronie firm bukmacherskich i jednocześnie występował w reklamach tych firm. Nie mam nic przeciwko bukmacherom, tak jak i narkotykom miękkim, sam mógłbym wystąpić w obronie bukmacherki. Ale ja nie dostaję od nich kasy. .To tylko kwestia moralności.

Te wszystkie zarzuty będą podnoszone w związku z kandydatura Bońka niezależnie od tego czy on tego chce, czy nie, przez jego kontrkandydatów i zwykłych przeciwników. Może sobie gadać, że ludzi ujadają, ale mnie to nie przekonuje. Uważam, że przy okazji wyborów do PZPN mamy prawo znać wszelkie za i przeciw.
Czy to znaczy, że wolę Antkowiaka, Potoka, Kręcinę czy Koseckiego? Nie. Żadnego z nich nie uważam za dobrego kandydata. Trzej pierwsi są kandydatami żenującymi. Kosecki jest leniem i co ważne sposób w jaki PO obsadza głosy jest żałosny. Przykład Bełchatowa. Jakiś posioł będzie głosował z ramienia klubu, a klub dostał jednak dotacje od państwa. Niesmaczne i prymitywne. Sprzeciwiam się jednak robieniu z Zibiego jakiegoś zbawcy polskiego futbolu, bo nim nie jest. Jest byłym fantastycznym piłkarzem, który po zakończeniu kariery piłkarskiej nie wykazał się niczym pozytywnym i ważnym. Jest taki sam jak Lato, tyle że bardziej inteligentny, bo to akurat nie problem.

Gdyby więc PZPN był instytucją państwową, Zibi pewnie do tej pory odsiadywałby wieloletni wyrok za różne wykroczenia i działania niemoralne. Ale PZPN jest instytucją niezależną od państwa, więc nawet za wzięcie w łapę jesteś tu bezkarny. Dlatego proponuję umowne kary – za konkretne wykroczenie liczbę kilometrów z dala od polskiej piłki.

Za nieetyczny kontrakt stulecia – 400 kilometrów. Napisałbym 800, bo jest to wyjątkowo poważna sprawa, która powinna go ostatecznie zdyskredytować, ale jednak scentralizowanie praw telewizyjnych jest warte odjęcia mu połowy kary.
Za stworzenie konfliktu interesów, czyli sytuacji niemoralnych – 50 kilometrów
Za brak zaangażowania czy markowanie walki z korupcją (nie tylko jego, ale całej ekipy Listkiewicza) – 100 kilometrów.
Za cofnięcie się w rozwoju polskiej piłki młodzieżowej – 150 kilometrów.
to najważniejsze moim zdaniem zadanie człowieka PZPN, ale Zibi nie musiał brać za to pełnej odpowiedzialności, a dążę do tego, żeby wyrok był sprawiedliwy i aby nie było to polowanie na czarownice
Za wybranie samego siebie na selekcjonera – 450 kilometrów
Za wybór największego patałacha wśród trenerów na selekcjonera – 350 kilometrów.
Za zwolnienie się faksem w trudnym momencie – 150 kilometrów.
Tę kompromitację traktuję ulgowo, bo przecież Zibi pozbył się dzięki temu selekcjonera- nieudacznika, którego zatrudnił i który zawalił nam eliminacje EURO 2004. warto uwzględnić tę okoliczność łagodzącą, choć nie ukrywam, że właśnie epizod Bońka jako selekcjonera w moich oczach kompromituje go najbardziej i obawiam się, że mógłby się powtórzyć.
Za jego rolę przy naszych staraniach o EURO 2012 – 100 kilometrów.
Tylko, bo przecież nie miał obowiązku tego robić, większym problemem są jego pokrętne tłumaczenia.
Za grzeszki z kariery piłkarskiej – 5 kilometrów
bo chyba bliskie przedawnienia.
Za rolę ślepca w aferze korupcyjnej z udziałem Widzewa – 50 kilometrów.
Za obronę lobby bukmacherskiego w roli niezależnego eksperta i jednoczesne pobieranie za to opłaty, co jest niemoralne – 40 kilometrów.
Niewiele, wiem, ale też dlatego, że w jednym z felietonów na kilka które napisał na ten temat, zaznaczył, że jest tzw. ambasadorem firmy bukmacherskiej, co jest dla niego okolicznością łagodzącą.

Razem daje to 1795 kilometrów. A więc zupełnie przypadkiem odległość samochodem z Warszawy do Rzymu. Może więc Zibi powinien siedzieć w Rzymie i dalej wymądrzać się na temat polskiej piłki. Ma do tego absolutne prawo, jako wybitny piłkarz znacznie większe niż inni. Jeśli jednak sądzicie, że wspaniała kariera piłkarska neutralizuje wszystkie błędy, to jest to wasza sprawa. Jakoś strasznie mi to nie przeszkadza. Dla mnie te wybory i tak nie mają żadnego znaczenia. Nie wierzę w żadnego z pięciu kandydatów.

14 komentarzy

Wszołek bez logo

Znajomy znajomego znajomego mojego kuzyna jest krawcem. Szyje garnitury dla bardzo znanej firmy. Takiej z pierwszego światowego szeregu. Oni sprzedają je za około 2000 od sztuki. On, znajomym sprzedaje bez logo za 400-500 złotych. I jest usatysfakcjonowany.
Za logo płacimy kilkaset procent.
Przeglądając prasę dowiedziałem się, że Paweł Wszołek jest za młody, niedoświadczony, był stremowany, w ogóle nie trafiał w piłkę, ale faktycznie coś tam celnie podał.
Wszołek nie ma logo, dopiero na nie pracuje.
Nie będę zaprzeczał, debiutem tego zawodnika byłem zachwycony, tak zresztą jak całym sezonem w jego wykonaniu. Nie sądzę, żebym był tu wyjątkiem.
Uczciwie – czy taka sama byłaby ocena Jakuba Błaszczykowskiego, gdyby w 30 minut stworzył trzy stuprocentowe sytuacje dla swojej drużyny? Stawiam, że byłoby coś w stylu „Fantastyczny powrót kapitana”, „Kuba w fenomenalnej formie”, choć to oczywiście jedynie domniemania.
Jak wczoraj sprawdziła się teoria o rozłożeniu odpowiedzialności? W gazetach czytam, że nie znaleziono zastępcy na miejsce Błaszczykowskiego, że nie wyszło, a nawet, jak mówią chłopaki z Gazety Wyborczej: „Może umówić się z Anglią, że gramy bez skrzydłowych”, itd. A może umówmy się, że z Anglią w ogóle nie gramy?”. Ta ocena jest nie fair.
Bo przepraszam, co właściwie nie wyszło? Paweł Wszołek, jak już wspomniałem, w 30 minut stworzył 3 stuprocentowe sytuacje swoim kolegom, dwa razy idealnie wyłożył piłkę Arturowi Sobiechowi, raz fantastycznie zagrał do Piecha za plecy obrońców. Jest to 20-letni debiutant. A ile stworzył Kuba w meczu z Estonią i Czarnogórą? Tak dobrych jak te Wszołka? ZERO. Zrehabilitował się w meczu z Mołdawią, gdzie asystował i generalnie dobrze zagrał.
Wczoraj na 45 minut wszedł Kamil Grosicki i również asystował, co więcej stworzył doskonałą okazję Waldkowi Sobocie.
Czyli w sumie dwaj potencjalni kandydaci do zastąpienia Błaszczykowskiego stworzyli 5 idealnych okazji, po jednej z nich padła bramka. Czy to mało? Wedle uznania.
Nie jestem szaleńcem, żeby stwierdzić, że Paweł Wszołek czy Kamil Grosicki to piłkarze pokroju Błaszczykowskiego. Grosicki nigdy nie będzie, bo nie ma takiego potencjału, a Wszołek jeszcze nie jest, choć absolutnie ma szansę być. W mojej gazecie autor (jeden z moich najbliższych kumpli) zarzuca mu, że wybierał najprostsze rozwiązanie. Ale dlaczego czyni z tego zarzut? Przecież właśnie to jest siła Wszołka. Przyjmuje piłkę i szybko wybiera rozwiązanie. Często najprostsze, bo jest najlepsze. Myśli błyskawicznie. Taki model futbolu propaguje Piotr Stokowiec, trener warszawskiej Polonii i taki model się sprawdza. Wszołek zagrał po prostu tak jak gra w klubie.
Czy zagra przeciw Anglii i wygra nam mecz? Pewnie nie, nie łudźmy się, jak mawiał Leo Beenhakker, „w futbolu nie ma gwarancji”.
Wiadomo, że mecz z Anglią będzie znacznie szybszy, nie będzie tyle przestrzeni.
Ale nie sądzę też, żeby wygrał go Błaszczykowski.
Przed meczem spotkałem moich starych druhów z różnych mediów, którzy przekonywali mnie, że piszę straszliwe głupoty – że bez Kuby Błaszczykowskiego odpowiedzialność rozłoży się na większą ilość zawodników. I mnie już nudzi ten temat, piszę o tym stanowczo zbyt często, ale napiszę raz jeszcze, bo kilka osób wyraźnie się tym zainteresowało. Czytelnicy Przeglądu Sportowego w głosowaniach internetowych są w większości tego zdania co ja. To już coś. Zresztą, jeśli ktoś takie głupoty pisze, to Phil Jackson, na którego teorię się powołuję. To on mówi o potrzebie rozłożenia ciężaru rozgrywania na kilku zawodników. To on twierdzi, że jeśli drużyna gra jednym zawodnikiem, to może ograć słabeuszy, ale nigdy nie poradzi sobie ze średniakami. Jeden z najlepszych trenerów w historii sportu byłby raczej po mojej stronie, po drugiej jest Zbigniew Boniek, który oburzył się na moją teorię i pyta w swoim felietonie na interii (Szef sportu w interii i jeden ze starych wspomnianych druhów, poinformował mnie, że obudziłem Zibiego, to zaszczyt, w końcu mój znajomy Anglik mawia, że Zibi był warty pięciu Gerrardów):

To tak samo, jakbyśmy powiedzieli, że na Wembley z Anglią lepiej byłoby, gdyby nie wystąpił Tomaszewski, bo przy słabszym bramkarzu gralibyśmy bardziej ofensywnie i nie byli tak zamknięci we własnym polu karnym. Równie kupy by się trzymało stwierdzenie, że w finale igrzysk z 1972 r. z Węgrami bez Deyny byłoby też łatwiej, bo siły by się bardziej rozkładały na wszystkich piłkarzy – mówi Zibi.

Może nie, ale tak samo jakby Widzew osiągnął swój największy sukces w historii już po odejściu Bońka. Dokładnie to co mówił trener Władysław Żmuda, który prowadził drużynę: „Odpowiedzialność rozłożyła się na większą ilość graczy”.
W tej teorii nie chodzi o to, żeby zdjąć z boiska najlepszego zawodnika, ale żeby umiejętnie go wykorzystać. Niestety Boniek nie jest w stanie zrozumieć tak prostej rzeczy, pewnie dlatego ten fantastyczny piłkarz był tak wyjątkowo marnym szkoleniowcem, specjalistą od spuszczania klubów do niższych lig (raz też awansował, rozszerzę to w jednym z kolejnych wpisów, gdy będę analizował kandydaturę Bońka na szefa PZPN).
W każdym razie w piątek zagraliśmy najlepszy mecz od kiedy selekcjonerem jest Waldemar Fornalik. Nie twierdzę, że dobry, bo był dość chaotyczny, ale postęp był widoczny. Udało się choćby stworzyć 6 bardzo dobrych, nawet stuprocentowych sytuacji. I kilka dobrych. To już coś, więcej niż w którymkolwiek z dotychczasowych spotkań. Może miała na to wpływ forma rywali, może nie. Nie wiem na ile byli zmęczeni lotem do Polski. Na pewno był to zespół wyższej klasy niż Estonia i chyba też Mołdawia.
Myślę, że Wszołek i Grosicki zagrali na tyle dobrze, że obaj wyjdą na Anglię. Jeden po prawej, drugi po lewej stronie. Nie żeby zastępować kogokolwiek, tylko żeby zagrać swoją piłkę. Dziś są to najlepsi piłkarze, spośród tych, którymi dysponujemy. Znowu niewyczerpane źródło cytatów, czyli Leo Beenhakker: „Nie zajmuję się tymi których nie mam, muszę mieć czas dla których którzy są na zgrupowaniu”. Gra Waldemara Soboty nie podobała mi się za bardzo, zbyt spowalniał sytuację, powinien grać szybciej i bardziej bezpośrednio. Właśnie wybierać najprostsze rozwiązanie. Choć i tak zagrał lepiej niż się spodziewałem, miał dobrą sytuacje i dobre zagrania (świetne do Grosickiego, jednak sędzia odgwizdał temu drugiemu spalonego, niesłusznie), ale w mix zonie sam wypowiadał się, jakby czuł, że swoją szansę przegrał.
Przypuszczalny skład na Anglię, choć to tylko na podstawie moich obserwacji. Nie taki jaki bym chciał, ale taki jaki moim zdaniem zagra:
Tytoń (chyba już nie ma wątpliwości) – Piszczek, Wasilewski, Glik (choć Perquis oprócz błędów miał też kilka dobrych interwencji, a Glik nie jest zbyt szybki, co może być problemem w starciu z Jermainem Defoe), Wawrzyniak – Krychowiak, Borysiuk (bo takie są możliwości) – Grosicki (nie jestem przekonany co do niego, ale mam wrażenie, że swoją szansę wygrał), Obraniak, Wszołek Lewandowski.

2 komentarze

Piszczek nie jest pomocnikiem, za Kubę Wszołek

Pomysł wystawienia Piszczka na prawej pomocy wydaje się nielogiczny i podyktowany emocjami.
Część dziennikarzy i byłych piłkarzy widzi go jako zawodnika, który wychodzi do przodu i dośrodkowuje do Lewandowskiego. Tyle, że ta wizja nijak się ma do współczesnego futbolu. Czasy gdy prawy pomocnik biegł w okolice pola karnego rywala, gdzieś do narożnika i dośrodkowywał skończyły się mniej więcej 20 lat temu. Czasem jeszcze możemy zobaczyć to w niższych ligach. Dziś prawo pomocnik może dośrodkowywać, ale przede wszystkim musi rozgrywać i strzelać, tak jak robi to w Borussii Błaszczykowski.
Dlatego Piszczka jako zawodnika grającego obiema nogami, ale lepiej prawą, testowano na lewej pomocy w Hercie. Lewej, nie prawej, bo prawa noga jest jego naturalnym i pierwszym wyborem (choć oczywiście strzelał bramki z lewej, nawet ładne, np. z Schalke).
Ale ten wybór nie okazał się trafny. Zresztą nie ma przypadku, że zasłynął on przede wszystkim jako obrońca, nie jako pomocnik. Nie jest też przypadkiem, że jako obrońca asystuje zdecydowanie więcej. Jako pomocnik był bardzo przeciętny, aż trener Herthy Lucien Favre (obecnie jest w Borussii Moenchengladbach) uznał, że Piszczek może być doskonałym prawym obrońcą, który idealnie pasuje do nowoczesnej wizji futbolu.
Funkcje ludzi, którzy wchodzą w „korytarz powietrzny” i dośrodkowują, przejęli dziś boczni obrońcy. Dlatego właśnie taką pozycję w europejskim futbolu osiągnął Łukasz Piszczek. To zawodnik, który fantastycznie broni, a jednocześnie ma niezwykłe przyspieszenie na 30 metrach, dlatego potrafi błyskawicznie wyjść i dośrodkować, o ile oczywiście prawy pomocnik dobrze z nim współpracuje, tak jak robi to Błaszczykowski, ale tylko w Borussii.
Piszczek nie jest za to błyskotliwym dryblerem, a takim powinien dziś być boczny pomocnik.
Zresztą wizja ta ma to do siebie, że lekceważy obronę, a akurat z zespołem pokroju Anglii, czyli aspirującym do europejskiego topu, grającym szybką fizyczną piłkę, musimy obronę zabezpieczyć wyjątkowo. Nie stać nas na to, żeby pozbywać się światowej klasy zawodnika z defensywy a zyskiwać przeciętnego pomocnika. Albo przynajmniej pomocnika o niewiadomej klasie, może wybitnego, może przeciętnego, może nawet słabego. W tej chwili tego nie wiemy.
Kto miałby zastąpić Kubę?
Moim zdaniem najlepszym kandydatem jest Paweł Wszołek. To zawodnik, który ma drybling, gra wyjątkowo jak na polskie warunki inteligentnie i przede wszystkim gra błyskawicznie, z pierwszej piłki, ryzykuje, przyspiesza akcję.
Jego kontrkandydaci są mocni, ale nie mocniejsi. To Waldemar Sobota, który jednak przewagę robi głównie swoją koordynacją w meczach ligowych z prymitywnymi technicznie rywalami. W starciu z wykształconymi Anglikami w znacznej mierze traci swój atut. Kamil Grosicki jest zawodnikiem, który dobrze czuje się głównie w jednej taktyce – gdy jego zespół jest głęboko cofnięty, a on ma dużo przestrzeni, żeby się rozpędzić i wyprowadzić kontrę. W meczu z Anglią nie ma na to gwarancji. W końcu Kuba Kosecki, który robi bardzo dobrze wrażenie, ale różnica jest taka, że zagrał jedno świetne spotkanie, a Wszołek wszystkie miał bardzo dobre.
Czy to ryzyko wpuszczać młodego na Anglię? Oczywiście, że tak, ale przecież ryzykował też Piotr Stokowiec, wystawiając i jego w pomocy i Teodorczyka w ataku. Dziś Polonia jest obok Górnika najefektowniej grającym zespołem w lidze, 9. miejsce nie powinno być mylące, za chwilę zespół wróci do czołówki, jestem o tym przekonany (w ostatnim meczu ligowym do momentu czerwonej kartki dla Adama Kokoszki, Śląsk Wrocław na własnym boisku miał przede wszystkim Kelemena i furę szczęścia).
Wiadomo, że Anglia to inny ciężar gatunkowy, ale też jesteśmy postawieni pod ścianą. nie ma nie tylko Błaszczykowskiego, ale też numeru 2 i 3 czyli Peszki Rybusa, którzy mogliby Kubę zastąpić. Fornalik musi na kogoś postawić.
Zresztą wyłamię się z ogólnonarodowego dramatu pod tytułem „kontuzja Kuby spowoduje wielką tragedię polskiej piłki”. Dziś w PS zamieściłem opinię, którą prezentuję poniżej:

Największym problem z kontuzją Błaszczykowskiego jest w głowach piłkarzy. Jeśli chodzi o stronę czysto piłkarską, to paradoksalnie widzę więcej pożytku niż strat. Kuba w ostatnim czasie zdominował grę drużyny do tego stopnia, że nasza taktyka była prymitywna i łatwa do rozgryzienia – wystarczy zablokować prawą stronę i zespół przestaje istnieć.
Brak Błaszczykowskiego z Borussii, podporządkowanego interesowi drużyny, byłby stratą ogromną. Tyle, że ten sam zawodnik w kadrze widzi czubek własnego nosa i najbliższego kolegę, który jest potrzebny tylko do tego, żeby mógł oddać mu piłkę. Kuba najpewniej byłby szczęśliwy, gdyby mógł zagrać na skrzydło, przyjąć, dośrodkować i jeszcze strzelić bramkę. Gdy dochodzi do piłki, większość piłkarzy kadry zostaje zdegradowanych do roli widza. Wygląda to efektownie, gdy Kuba mija trzech rywali, ale dobre jest na zespoły z IV ligi europejskiej, jak Mołdawia.
Jeśli chodzi o czołówkę, to wystarczy wybiegany obrońca. Przypomnę mecz z Niemcami. Do momentu zejścia z boiska Philippa Lahma, Kuba nie istniał. Anglicy mają Ashley’a Cole’a.
Teraz odpowiedzialność się rozłoży. Każdy poczuje się właścicielem drużyny, będzie miał świadomość, że nie jest statystą, ale równoprawnym członkiem zespołu.

Mój kolega z redakcji szydzi w tym samym wpisie, że tak samo Portugalia powinna grać bez Cristiano Ronaldo. Różnica jest taka, że Ronaldo najwyraźniej rozumie, że piłka nożna jest grą zespołową, stąd Portugalia jest w światowej czołówce, a my bronimy się przed spadkiem do trzeciej ligi i grywamy mecze takie jak z Estonią oraz Mołdawią. Ronaldo też, w przeciwieństwie do Błaszczykowskiego jest jednym z najwybitniejszych piłkarzy wszech czasów. Gdyby Kuba zechciał zrozumieć, że jedynym kluczem do sukcesu jest gra całego zespołu, byłby zawodnikiem znakomitym. Jestem jak najbardziej za przywoływaniem statystyk, bo one ograniczają przypadek, ale proponuję ograniczyć statystyki do meczów wygranych. Piłka to gra drużynowa. Wiedział o tym Luis Aragones odstawiając od składu Raula Gonzaleza. Po prostu nie pasował do koncepcji. Kuba w kadrze od lat zagrał dwa znakomite mecze, z Koreą Południową i Rosją.
Więcej na ten temat pisałem we wpisach:

Po meczu z Czarnogórą
oraz wcześniejszym
O przyczynach klęski na EURO 2012

PS. Zgadzam się z Dariuszem Tuzimkiem, że kolejnym kandydatem do kadry powinien być Artur Jędrzejczyk. Jest przede wszystkim szybki, co dziś jest nie do przecenienia, ale też bardzo dobry w defensywie, przydaje się też w grze głową. W Polsce chyba wciąż pokutuje myślenie, że środkowy obrońca dobrze się ustawia. Przypominam też, że kandydatem wciąż jest Piotr Celeban, choć ostatnio stracił miejsce w składzie.

Moja jedenastka na Anglię na dziś (będę ją modyfikował)

Kuszczak – Piszczek, Wasilewski, Glik (ewentualnie Komorowski), Wawrzyniak – Krychowiak, Polanski – Wszołek, Obraniak, Mierzejewski – Lewandowski.

3 komentarze