Zakładnicy wizerunku

korespondencja z Jonestown

Ci wszyscy, którzy mówią, że z polską piłką jest źle, są w błędzie. Jest bardzo dobrze. W rzeczywistości nasze kluby od lat grają w Lidze Mistrzów i regularnie dochodzą do ćwierćfinałów Ligi Europy, polska reprezentacja awansowała do półfinału EURO 2012, zaś w szkoleniu młodzieży jesteśmy w światowej czołówce. Szkodzi nam jednak wizerunek – największy problem polskiej piłki, który teraz się zmieni.
Tak właśnie pomyślałbym, gdybym wyszedł właśnie z lasu, gdzie przez ostatnie dziesięć lat nie miałem dostępu do środków masowego przekazu i przeczytał jedynie gazety i strony internetowe z ostatnich kilku dni.
Wszyscy powtarzają jak mantrę – najważniejsza jest zmiana wizerunku.
Dziennikarze analizują, który kandydat jest w stanie zmienić wizerunek.
Daj więc głupiemu garnitur, a zostanie szanowanym obywatelem.
Zawsze sądziłem, że tzw. wizerunek buduje się dobrą, skuteczną pracą (i chwaląc się nią poprawia się wizerunek), ale chyba jestem w tym wszystkim niemal osamotniony.
Podam prosty przykład. Dwóch trenerów – jeden miał dobry wizerunek i tzw. charyzmę, drugi miał średni wizerunek i zarzucano mu brak charyzmy. Nie ma wątpliwości że tzw. charyzma ma bezpośrednie przełożenie na wizerunek. Jeden nazywa się Michał Probierz, drugi Waldemar Fornalik.
Ci, którzy wierzyli w magię Probierza, dziś są w odwrocie (choć życzę mu, żeby wrócił, bo to solidny ligowy trener). Czy ktoś wierzył w umiejętności Fornalika? Kilku chłopaków ze Śląska i ci, którzy czytają dokładnie naszą gazetę.
Obecny selekcjoner jest dziś takim samym trenerem jak był kilka miesięcy temu. Tyle, że na swój obecny wizerunek (a więc prawie noszenie na rękach), zasłużył dobrą pracą.
Czy gdyby nie miał wyników, ale z okienka reklamował go dobry spec od wizerunku, to patrzylibyśmy na niego przychylniej? To kompletnie niepoważne.
Jesteśmy krajem, gdzie ważniejszy od dobrego pracownika jest sprawny specjalista od public relations. A przynajmniej tak wydaje się niektórym ludziom, którzy zajmują ważne stanowiska.
Dziś w mediach trwa festiwal klepania po plecach Zibiego. Życzę mu wszystkiego dobrego, bo chciałbym, żeby ktoś zmienił podstawy w naszym futbolu, stworzył SYSTEM. Naprawa wizerunku to nie jest wieli problem. Zibi samym wyborem już go naprawił. Poza kilkoma Zibisceptykami, czyli takimi jak ja, generalnie z mediów przebija hurraoptymizm pod hasłem „Idzie nowe”. Ok, niech sobie idzie. Wolę, żeby nasze drużyny dochodziły w pucharach do ćwierćfinałów, a kadra wychodziła z grupy na turniejach, zaś drużyny młodzieżowe grały w imprezach w miarę regularnie.

W piątkowym PS czytałem wywiad z szefem Ekstraklasy SA, Bogusławem Biszofem i gdy doszło do kwestii wizerunku, byłem lekko zażenowany.

Biszof: W pierwszej kolejności oczekujemy poprawy wizerunku polskiej piłki.
Każdy się z tym zgodzi. Mówmy jednak o konkretnych oczekiwaniach.
Biszof: Ale zmiana wizerunku to nie jest dla nas tylko hasło, bo dla takiej organizacji, jak nasza ta kwestia może mieć wymiar finansowy. Naszym celem jest budowa marki Ekstraklasa, zwiększanie przychodów z tytułu praw TV i praw marketingowych. Jeżeli ogólny wizerunek polskiej piłki jest słaby, przekłada się to na zainteresowanie sponsorów i partnerów medialnych. A jeżeli pyta pan o nasze szczegółowe oczekiwania, to przedstawiliśmy pakiet propozycji, który nazwaliśmy „Wyjściową jedenastką Ekstraklasy”. Poznali ją wszyscy kandydaci na prezesa.

Prezesi polskich klubów od lat nie są w stanie stworzyć sensownego produktu, zapełnić własnych stadionów, stworzyć systemu szkolenia młodzieży. Każdy gdzieś tam przepłaca zawodników, zawiera chore umowy z menedżerami, buduje twory tymczasowe nastawione na utrzymanie w lidze, przetrwanie. Przedstawiciel tych gości mówi nam o tym, że najważniejszy jest wizerunek, bo da sponsorów. Czy pan panie Biszof myśli, że sponsorzy są tak głupi?
Że przykładowo jeśli jedna stacja telewizyjna ma oglądalność na poziomie 3 milionów widzów, a druga na poziomie miliona, to sponsor wykupi droższą reklamę w tej słabszej, bo ma ona lepszy wizerunek?
On mówi, że będą pieniądze. Czy jeśli ktoś nie potrafi gospodarować małymi środkami, to będzie potrafił dużymi. Zgadza się, że zrobi więcej, trochę więcej, ale więcej też zmarnotrawi.
Przecież o wizerunek dziennikarze mogli dbać sami. Wystarczyło dobrze pisać o Grzesiu Lacie.

Bądźmy poważni. Najlepszym klubem w historii polskiej piłki (niech niektórym będzie, że jednym z trzech) był łódzki Widzew z czasów Zibiego (niedługo wyjdzie o nim książka, będę ją reklamował). To był zespół wplątany w kilka pokaźnych afer, chłopcy lubili się zabawić, byli krnąbrni i ostrzy, czasami prali się po gębach. Ale wiedzieli jak się gra i rządził nimi największy wizjoner w historii polskiej piłki. Nazywał się Ludwik Sobolewski. Ten zespół wszedł do historii, choć wiele miało znacznie lepszy wizerunek, ale dziś nikt o nich nie pamięta. Dlatego wizerunek to tylko i wyłącznie sprawa drugoplanowa.
PS. Od dziś przez jakiś czas nie piszę o PZPN i o Zibim (jako o prezesie), jeśli sytuacja nie będzie tego wymagała. Żeby nikt nie zarzucił, że się uwziąłem. Uznaję, że dziennikarski obowiązek spełniłem nie ulegając zbiorowej halucynacji i wsadzając jakiś tam kij w jakieś tam mrowisko. Tak jak mówię – życzę mu powodzenia, tak jak życzyłbym Potokowi czy Koseckiemu, gdyby któryś z nich wygrał. Za wspomniany „jakiś czas” dokonamy analizy.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: