Malinowski i pensja dla Bońka

Korespondencja z Jonestown

Napisałem, że PZPN zajmę się tylko wtedy gdy będzie taka konieczność i okazuje się, że już jest. Szybko wróciłem więc do futbolowego Jonestown, miasta zbiorowej halucynacji, gdzie odbywa się debata w sprawie czy Zibi Boniek jako prezes ma dostawać pensję czy nie. Postanowienie ma zapaść w pierwszej połowie grudnia. Właściwie nie wiem dlaczego

Boniek do wyborów szedł z zapewnieniem, że zrezygnuje z pensji, jeśli zostanie prezesem. Nikt od niego tego nie wymagał, tym bardziej że jest to wyjątkowo tanie i populistyczne. Spodziewałbym się tego po osobie pokroju świętej pamięci Andrzeja Leppera, ale nie poważnego kandydata na prezesa jakiejkolwiek instytucji.
Ale skoro obiecał, to obiecał. Moim zdaniem zrobił to niepotrzebnie, bo to pusty gest, który nie mógł mieć wpływu na wyniki wyborów. Ale to jego sprawa, chciał to zrezygnował. Przynajmniej tak myślałem aż do teraz (wczoraj głosowanie nad tą sprawą przeniesiono na 12 grudnia).
Przypomniał mi się od razu początek kadencji selekcjonera Franciszka Smudy.
Franz zaczynał mówiąc, że „nie będzie taki jak Leo Beenhakker”. Kiedyś będąc na zgrupowaniu kadry w Brukseli zapytałem Beenhakkera czy odwiedzi go rodzina, bo razem z partnerką mieszkali wtedy pod Antwerpią. Holender odpowiedział: „A czy pana żona przychodzi do pana do biura w czasie pracy?”. Franz Smuda nie był jak Leo, na wyjazd do Tajlandii zabrał żonę, ale że było to początek kadencji a Franz działał jeszcze na fali społecznego poparcia, jakoś to umknęło. Ok, nadużycie, ale co tam.
Dziś mamy podobne standardy. Sam fakt, że Boniek nie mówi wprost: „Dotrzymam słowa”, ale zaczyna się zastanawiać czy go nie złamać, oznacza że od początku kadencji nie możemy mówić o standardach.
Ludzie przekonują mnie, że jeżeli zrezygnuję z pensji, będzie to źle wyglądało. Bo u nas pokutuje stereotyp, że jeżeli ktoś nie chce wynagrodzenia, to źle pracuje – mówi Zibi.
albo
O tym, czy będę miał stałą pensję, zadecyduje zarząd. Ja oczywiście się dostosuję. Mogę formalnie zarabiać, ale równie dobrze mogę też pracować za darmo. To jest dla mnie absolutnie drugorzędna sprawa – mówi nowy prezes.
A dla mnie nie jest drugorzędną sprawą, jeśli nowy prezes na dzień dobry robi sobie z gęby cholewę, bo zastanawiam się jakie zasady złamie za chwilę – Zrezygnujemy z przejrzystości w podejmowaniu decyzji? Szkolenie młodzieży stanie się sprawą drugorzędną?
Raczej nie dowiemy się czy jest to zaplanowana akcja…
– Tera rozumisz zrezygnujesz, a my to potem przepchniemy Zbychu.
– Świetny plan Kaziu, masz tu na flaszkę.
– A potem zajmiemy się odnową
– Dobra, ale to potem

A może zwykła chęć podlizania się członków zarządu.
Przykładowo Kazimierz Greń, który mówił we wczorajszym Przeglądzie Sportowym (miałem tekst wrzucić wczoraj, ale byłem w drodze)
– Zakładam, że Zbigniew Boniek gruntownie zreformuje polski futbol, wykona kawał dobrej roboty. Dlatego powinien dostawać godziwe wynagrodzenie, choć w tej chwili nie mam pojęcia, jak wysokie.
I niestety takich jak Krzysztof Malinowski, który dodaje:
– Dzięki temu struktura wynagrodzeń będzie przejrzysta. Regularna pensja to zdecydowanie lepszy pomysł niż wypłacanie jakichś wielkich nagród co pół roku czy rok, a pewnie tym mogłoby się to skończyć. Poza tym wyznaję zasadę, że w pierwszej kolejności wymagać można od kogoś, komu się za to płaci. A przed Bońkiem przecież wielkie wyzwania, wymagania będą więc bardzo duże.

Aha, czyli to nie miało być tak, że Boniek zrezygnuje z pensji tylko będzie ją pobierał w postaci premii od zarządu. Cytując samego Zibiego: „Brawo, brawo”

Jestem zażenowany słowami Malinowskiego. Spodziewałbym się tego po Greniu, bo to facet, który wprowadził Latę do związku. Ale Mailnowski – prawnik? Umówmy się, ten facet nie zasługuje na to, by go tak nazywać, bo prawnik to powinien być nie tylko ten, który skończy studia prawnicze, ale ten, dla którego prawo i moralność są punktami odniesienia. Na tym głównie polega wyższość kultury anglosaskiej nad naszą nepotyczną, łapówkarską i malinowską. Moralność powinna być niepisanym elementem prawa, ludzie o wątpliwych moralnych standardach nie mają prawa pełnić służby publicznej. Oczywiście zdarzają się tacy, ale opinia publiczna szybko naciska na to, by się ich pozbyto z działalności w instytucjach nieprywatnych. W prywatnych róbcie sobie co chcecie.
Niestety wiele osób wciąż uważa, że PZPN jako że nie jest na garnuszku państwa, powinien być traktowany jako instytucja prywatna. Zapominają, że jest odpowiedzialny za piłkę nożną, która jest własnością społeczeństwa, rzeczą pospolitą. Dlatego ja nie chcę moralnych odpadów PZPN-ie, czy to prawników, filozofów, księgowych czy ekonomistów, tych wszystkich którzy w swoich środowiskach nie są poważani, dlatego idą do piłki nożnej, uchodzącej od lat za rodzaj przytułka dla cwaniaczków. Niestety u nas każdy Malinowski czy Menelowski może tytułować się tytułem prawnika, wystarczy że skończy studia, albo kupi dyplom na bazarze od Ruskich. Jak widać w wielu przypadkach nie ma to żadnego znaczenia, bo sposób nabycia nie gwarantuje przestrzegania zasad etyki.
TU przypominam tekst Darka Łuszczyny o Malinowskim i jego standardach

Dla mnie nie ulega dziś wątpliwości, że Malinowski jest moralnie spaczony, skoro namawia nowego prezesa do złamania jednego z niewielu głoszonego publicznie haseł wyborczych. Pokazuje to jak bardzo w poważaniu ma opinię publiczną i najbardziej podstawowe standardy etyczne. Przez takich ludzi jak on zebranie zarządu jest warte tyle co zebranie pijaczków pod budką z piwem. Dane słowo jest fajne, dopóki nie pochlejemy. A dziś nie ma wątpliwości, że wielu wciąż jest upojonych wygraną nowego prezesa.
Kim jest Malinowski i jemu podobni? Niech odpowie Leszek Miller.
Co powinno zrobić się z Malinowskim i jemu podobnymi? Zapytajcie Janka Tomaszewskiego, on ma na to dobre określenie.

PS. Umknęła mi nieco uwaga nowego wiceprezesa Koźmińskiego, że zamierza wybrać się na wycieczkę w poszukiwaniu talentów po Ameryce Południowej.
Moja propozycja wycieczki:

– Sprawdzić, czy jakiś talent nie ukrył się pomiędzy żółwiami na Galapagos.
– Zobaczyć, że jakiś Polak nie gra z Indianami na Machu Picchu
– Obserwować z samolotu, czy Polacy nie grają pomiędzy rysunkami z Nazca
– Znaleźć Polaków w drużynach z dżungli amazońskiej
– Zobaczyć, czy jakiś nie ukrył się w mieście Ushuaia na przylądku Horn. A stamtąd blisko na Antarktydę, czy Koźmiński może przegapić taką okazję? To w końcu gigantyczny kontynent, który jeszcze nie został spenetrowany, warto odwiedzić stację badawczą, na pewno Polacy zostawili tu jakieś piłkarskie potomstwo.
– Przetestować, czy nie ma uzdolnionego Polaka na promie z Montevideo do Buenos Aires, z estuarium la Plata musi być zdolny Polak
– Poleżeć na plażach Rio z drinkiem z palemką i nasłuchiwać czy któryś z miejscowych talentów nie posługuje się językiem polskim.
Nie rozumiem też dlaczego Koźmiński nie zaproponował wycieczki w Himalaje. Co roku na Mount Everest wchodzą tysiące turystów, musi być wśród nich jakiś piłkarz polskiego pochodzenia albo ktoś z jego rodziny, po prostu musi.
Koźmińskiemu proponuję też poszukiwanie talentów na koszt związku w okolicach Taj Mahal, egipskich piramid, chińskiego muru (a w drodze powrotnej Shaolin i Tybetu), Alhambry (przy okazji Mezquity), wodospadów Wiktorii, w parku Yosemitee (wielu Polaków emigrowało do USA,z pewnością urządzają pikniki rodzinne w parkach narodowych, nie wierzę, że nie ma żadnego u podnóża El Capitan, po prostu nie wierzę), a na koniec przepytanie surferów na Hawajach, czy któryś z nich nie ma przypadkiem polskich korzeni. Ktoś przecież musi mieć.
Wyprawy na Madagaskar nie wspominam, bo to jest dla mnie oczywiste. No tak, zapomniałem o Nowej Zelandii, mam nadzieję że jeszcze nic straconego.
Podsumowując, uważam pomysł Koźmińskiego za pożądany i słuszny. Wy, cholerni sceptycy, możecie się śmiać, ale jeśli mamy znaleźć nowego Messiego-Kowalskiego, to warto zaryzykować. Ten kto nie próbuje, ten nie ma efektów, nie robi błędów ten, który nic nie robi.

Advertisements

1 komentarz »

  1. […] koniec jeszcze dwa wpisy Marka Wawrzynowskiego. Pierwszy o PZPN-ie – dziennikarz Przeglądu Sportowego jest zdecydowanym przeciwnikiem Zbigniewa Bońka i wcale się […]

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: