Lech wygrywa, i co z tego?

Marco Van Basten po kilku miesiącach gry w Milanie powiedział do Arrigo Sacchiego: „Trenerze, wy tu we Włoszech nie gracie po to by wygrać, ale po to by przetrwać”. Lech znowu wygrał, ale zastanawiam się po co właściwie poznański zespół gra w piłkę.

tekst ten jest blogową, rozszerzoną wersją mojego komentarza w dzisiejszej gazecie.

Gratuluję Lechowi. Kolejna wygrana. Lokomotywa pełza, pełza i może gdzieś się dopełza. Wtedy będzie pełne szczęście.
Zobaczmy jak pełza i od czasu do czasu, tak jak na początku sezonu, wyskakuje

Ruch 4:0
Polonia 2:1
Górnik 0:0
Bełchatów 1:0
Pogoń 1:1
Lechia 0:2
Piast 4:0
Zagłębie 1:0
Jagiellonia 0:2
Wisła 1:0
Widzew 1:0
Dwie wysokie wygrane, dodatkowo jeden bardzo dobry mecz z Polonią i 8 na 11 spotkań, w których Lech nie potrafi strzelić więcej niż jednej bramki.

Dlatego też w komentarzu redakcyjnym pozwoliłem sobie napisać, że do biletów na mecze Lecha powinno dodawać się kupon do dentysty.
Mój redakcyjny kolega mawia: po każdym meczu reporter telewizyjny powinien pytać Mariusza Rumaka: „Ile zapłaciłby pan za dzisiejszy mecz”.
Za większość pewnie i sam Rumak nic by nie dał. Strata czasu.
Mam wątpliwości czy cokolwiek poza wciąż magiczną nazwą i przywiązaniem do barw przyciąga ludzi na mecze poznańskiego zespołu.
Drużyny takie jak Lech powinny grać widowiskowy i porywający futbol. Powinna być to dyrektywa odgórna, filozofia klubowa. Trener, który uważa, że najważniejszy jest wynik powinien wykazywać się gdzie indzie. Lech to powinna być marka, która kojarzy się z czymś pozytywnym a nie z gehenną widza.
Ktoś powie, że czepiam się, bo przecież wygrywają.
Zgadza się. Nie tylko wygrywają, ale gdyby policzyć statystykę ligową od momentu przyjścia do zespołu Mariusza Rumaka, to okaże się, że to najskuteczniejszy zespół w lidze.
Ale co z tego, skoro z taką grą nie mają czego szukać w Europie. A przecież zespół z taką marką nie powinien być budowany w celu walki o pierwszą trójkę, ale właśnie z myślą o europejskich pucharach w przyszłym sezonie. Czołówka ligowa może być szczytem marzeń dla Śląska czy Lechii, przynajmniej w tej chwili, ale nie dla Lecha, Wisły czy Legii. To są drużyny, których przeznaczeniem jest futbol międzynarodowy, liga jest tylko środkiem do celu.
Niestety wygląda na to, że od momentu meczów z AIK Solna, w których zespół prezentował się fatalnie, nie doszło do żadnej ewolucji.
Brak stylu, brak polotu, brak koncepcji. Rudolf Kapera, nauczyciel kilku naszych trenerów wywodzących się z warszawskiej AWF powiedziałby pewnie, że Lech „gra futbol prostacki”.
Drużyna poznańska wyszarpuje punkty, wymęcza je i nie da się na to patrzeć. O ile oglądanie Legii, Polonii czy Górnika sprawia autentyczną przyjemność i na mecze tych drużyn czekam cały tydzień, o tyle Lecha oglądam, bo jest to mój służbowy obowiązek.
Wiem, że Legia ma dziś po prostu najlepszy personalnie zespół w lidze, ale przecież Polonia i Górnik mają tylko to, co sobie wypracowały. Spokojnie i cierpliwie jak w przypadku Górnika czy też dzięki szaleńczej fantazji, dobrym choć źle wykorzystanym podstawom zbudowanym wcześniej i pozbyciu się kompleksów, jak w przypadku Polonii. I nie ma dla mnie znaczenia czy Lech będzie wyżej w tabeli niż Polonia i Górnik. Nie zmieniam zdania. Te dwie drużyny będę oglądał bo chcę, a Lecha dlatego, że taki mam zawód.
W przypadku Lecha zawód to dobre słowo.
Jestem zawiedziony tym, że ten zespół nie robi żadnego postępu.
Wiem, że nie da się znaleźć od ręki nowego Lewandowskiego, Peszki czy Stilicia. Złe ruchy kadrowe to jest coś co obciąża struktury klubowe nie Rumaka. Przecież to nie Rumak stwierdził, że Paweł Wszołek nie pasuje do filozofii klubowej, bo ma trudny charakter, zrobił to ktoś inny.
Dziwne to wszystko, bo przecież Lech miał swego czasu najlepszy skauting w kraju. Być może ktoś przysnął, być może przycięto środki na dział wyszukiwania talentów.
Można jednak budować zespół powoli, dodawać nowych piłkarzy, jednego po drugim. Ale takich, którzy coś wnoszą, a nie kolejnych przeszkadzaczy.
I trzeba budować styl. Mam tymczasem wrażenie, że Rumak jest człowiekiem bez żadnej jasnej wizji. Kolejnym trenerem, który poprowadzi treningi jak z książki, zna kilka schematów zachowań, ale nic więcej w piłce nie zdziała.
Dziś w Poznaniu mamy jedynie dobrą defensywę i tym Lech wygrywa mecze. Wracając do statystyki, w 7 meczach z 11 zespół nie stracił bramki.
Ktoś powie, że to taki styl, że wszyscy się bronią, ale jest to zwykły banał. We wszystkich dobrze zorganizowanych europejskich drużynach wszyscy się bronią, ale potrafią też atakować. Lech nie potrafi atakować, tylko pozorować atak i czekać na farta, albo zryw, któregoś z defensywnych pomocników.
W zespole ewidentnie brakuje kreatywnych piłkarzy.
Rolę rozgrywających przejęli dwaj defensywni pomocnicy. Z Widzewem nieźle radził sobie Murawski, który faktycznie był ponad meczem, spotkałem się nawet z opinią że zdominował mecz. Nie będę specjalnie protestował. Tak samo było tydzień temu w Krakowie, tyle, że wtedy zdecydowanie ponad obie drużyny wystawał Łukasz Trałka (nie liczę bramkarzy), który był świetny w odbiorze i wyprowadził kilka naprawdę dobrych ataków.
Powołanie do kadry jak najbardziej zasłużone, bo choć wiadomo, że drużyny narodowej nie zbawi, to jednak oczywiste jest, że Waldemar Fornalik musi szukać defensywnego pomocnika, który umie wyprowadzić piłkę. W meczu z Anglią Grzegorz Krychowiak miał z tym problem. Owszem, podawał celnie, ale na podjęcie właściwej decyzji potrzebował 3-4 sekund. O ponad 2 za dużo.
Trałka w Krakowie podejmował decyzje szybkie i trafne, choć to oczywiście była tylko ligowa młócka. Sprawdzić warto. Porównywanie go do Sebastiana Mili (pojawiały się nielogiczne głosy, dlaczego powołał Trałkę a nie Milę) nie ma sensu. To nie ta pozycja.
Swoją drogą chciałbym zobaczyć kogoś pokroju Mili w Poznaniu. W zespole brakuje dobrej dziesiątki albo choćby zawodnika, który ma dobre i regularne prostopadłe podanie i wysokiej klasy dośrodkowanie. To największy problem. Ale brakuje skrzydłowych, bo ci, którzy są miewają jedynie przebłyski.
Tonew i Lovrencsics nie wnoszą nic wielkiego do naszej ekstraklasy.
Tonewowi kiedyś w klubie powiedzieli: „Słuchaj, puścimy ci tu nagranie pewnego świetnego skrzydłowego, zobacz jak on gra i postaraj się skorzystać.”. Puścili mu kompilację jego własnych meczów jeszcze z czasów gry w CSKA Sofia. Zadziałało, ale tylko raz. Drugi raz taki numer nie przejdzie. Tonew i Lovrencsics mają jakiś talent (Lovrencsics to taki węgierski Tomasz Wróbel, ale nie wiem czy lepszy), ale albo go nie wykorzystują, albo ktoś nie wykorzystuje ich potencjału. Stawiam na to pierwsze.
I przede wszystkim brakuje strzelca. Na szczęście nie gra chwilowo Ślusarski, który jest parodią napastnika i wbrew swojej zasadzie, nie mam nawet specjalnie zamiaru tego uzasadniać, to po prostu widać z gry. To kolejny polski mistrz grania tyłem do bramki, rozpychacz, robiący miejsce innym, który jakoś się przez te wszystkie lata uchował w piłce nie strzelając zbyt wielu bramek.
Jego zastępca Bereszyński ze swoją techniką i skutecznością, powinien raczej ogrywać się w Turze Turek. A jak się ogra, to przejść gdzieś do I ligi. Nie odbieram chłopakom umiejętności gry, ale tylko na poziomie pierwszej ligi. Lech potrzebuje piłkarzy na miarę europejskich pucharów. Rudniewów, Lewandowskich, Peszków ale też Milików, Wszołków i Tedorczyków.
Pojawienie się kilku talentów w ostatnich latach w polskiej piłce, pokazuje że tacy zawodnicy są. Trzeba poszukać. Takich, którym futbol sprawia przyjemność. Którzy chcą dawać radość sobie i innym. Wczoraj miałem wrażenie, że zawodnicy Lecha przyjechali do Łodzi jak na robotę zleconą, sesję wyjazdową z fabryki tabliczek z napisem ‚Winda nieczynna. Awaria”. Przyjechali, wykonali, zanudzili, pojechali. I niech lepiej zbyt często nie wracają.

Advertisements

7 komentarzy »

  1. […] i wpis numer dwa – najpierw MW przejechał się po Bońku i Koźmińskim, a teraz po Rumaku i całym Lechu. Że Lech wygrywa, ale co z tego, skoro gra bez stylu. Że brak napastnika i rozgrywającego z […]

    • Kibic said

      Warszawiaku z Otwocka zajmij się swoim złodziejskim klubem i jego kur@wską historią a nie Lechem !

  2. Marek said

    Karol, nie znam żadnego złodziejskiego epizodu w historii OKS Otwock. Żmijewski przyszedł z Radzymina, bo przeprowadzili się do nas jego rodzice, a Gawroński zawsze był w Otwocku.

  3. Kibic said

    Ale złodziejskie epizody w Legii znasz hehe Zajmij się lepiej swoim klubikiem i jego historią. O Lechu prowokacyjne teksty sobie daruj przekaż również koledze redakcyjnemu Adamkowi Dawidziukowi żeby się z tego również wyleczył. Kompleksy macie ? Kolejny warszawski cwaniaczek. Cos wam słabiutko poszło i was Jaga na Łazienkowskiej powiozła PO CO GRACIE JAK I TAK WPIER.. L ZALICZACIE hehe

  4. żzny said

    @ Kibic
    Fajny, naprawdę fajny komentarz.
    Marucha – w sumie pogratulować. Znaczy, że twojego bloga nie czyta garstka ludzi, którzy coś o piłce wiedzą, chcą się dowiedzieć, albo podyskutować, ale że to twój blog trafił pd strzechy. Poznańskie strzechy.

  5. Marek said

    To odpad. Zdarza się.

  6. Kibic said

    Odpadem to są twoje prowokacyjne wypociny. Może coś naskrobiesz o złodziejskiej historii Legii hehe wtedy chętnie podyskutujemy i przypomnimy wam wasze złodziejskie praktyki hehe. A tymi dennymi kompleksiarskimi tekstami to karm Adamka Dawidziuka on jest podatny na to, Za mało testosteronu Bozia dała to trzeba się dowartościowach tekstami. Podrawiamy z Poznania warszawskie wieśniaki. Żebyście jeszcze na trybunach i w ich okolicach tacy bystrzy byli hehe

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: