Technologia nie zdoła zabić futbolu

Czy technologia zdominuje futbol? Czy właściwie już go nie zdominowała? Czy oglądanie piłki nożnej stanie się równie nudne jak oglądanie Formuły 1, w której zwycięzca jest właściwie z góry znany, bo jeździ lepszym samochodem? Czy o punktach będą decydowali naukowcy w swoich laboratoriach, komputerowe programy do dokładnego wrzucania piłek w pole karne, maszyny za miliony euro typu „footballnaut”, które uczą piłkarzy zachowań automatycznych?
Krótka odpowiedź: NIE.
Zachęcam do lektury wywiadu z Edwardem Kowalczukiem, jednym z ludzi odpowiedzialnych za przygotowanie fizyczne w zespole Hannover 96.
Nie będę robił tu wyciągu, polecam całość, warto bo to jeden z lepszych wywiadów w tym roku w prasie sportowej.
Dowiemy się jaki dzieli nas dystans od pierwszej ligi. Kowalczuk przedstawia pewne zasady, które we współczesnym futbolu są normą, zaś dla nas brzmią jakby były z innego świata. I faktycznie jest to inny świat, gdyż Polska znajduje się wciąż po tej gorszej stronie futbolu. Wynika to z tego, że naszymi klubami i naszym futbolem wciąż zarządzają dziwni ludzie, a stanowisk, umówmy się, nie rozdaje się według konkursu świadectw.
I z powodu tej mentalności przez lata nic się nie zmieni.
Odejdźmy jednak od formułowania prokuratorskich przemówień, oskarżeń ludzi futbolu i wróćmy do konkretu.
Wywiadu z Kowalczukiem nie zrozumiałem jako przesłania: „Technologia zabije geniusz”, ale wręcz jako do pewnego apelu do ludzi polskiego futbolu.
Mówił to Leszek Dyja, odpowiedzialny do niedawna w Ruchu Chorzów, a obecnie też w kadrze, za przygotowanie fizyczne, uczeń Jerzego Wielkoszyńskiego. Ruch, według niego, miał w poprzednim sezonie drużynę najszybszą, co było podstawą sukcesu. A przecież można przypuszczać, że pod względem motorycznym udało im się co najwyżej osiągnąć poziom porównywalny ze słabszymi zespołami Europy zachodniej, bo na więcej nie było ich stać.
Dlatego drodzy ludzie futbolu – zacznijcie patrzeć na świat, iść w odpowiednim kierunku. Przecież nikt nie wymaga od szefów polskich klubów zakupienia maszyny za milion euro. Wymaga raczej innego podejścia do szkolenia.
A czy technologia zabija geniusz w futbolu? Jeszcze raz zdecydowanie nie. Geniusz musi przystosować się do technologii.
Świat idzie naprzód od kilkudziesięciu lat, ale ludzie z szóstym zmysłem wciąż są w cenie. Moim ulubionym przykładem jest Andrea Pirlo, zresztą jeden z moich ulubionych piłkarzy. Pozornie zbyt wolny dla współczesnego futbolu a jednak wprowadził Włochy do finału EURO 2012, pokonując po drodze również niemiecką technologię. Jego podania były dziełem geniuszu i praktyki, a nie nauki.
Popatrzcie na ten filmik poniżej, jak gra z głową do góry, jak opanowuje piłkę, jak zagrywa tam gdzie chce, jak oszukuje jednym ruchem ciała kilku rywali, jak przewiduje wydarzenia na boisku.

Pirlo podczas EURO 2012

Umówmy się, tysiąc „fooballnautów” nie nauczy ani Reusa, ani Błaszczykowskiego, ani Bendera takiego myślenia. Działanie maszyny polega na tym, że piłkarz stoi wewnątrz, z otworów wyrzucona zostaje piłka a zawodnik ma uderzyć ją w miejsce wskazane przez maszynę, w ten sposób uczy się szybkiej, automatycznej reakcji.

działanie Footballnaut

Mogą co najwyżej opanować podstawy i doszlifować je do maksimum. A i tak będą daleko w tyle.
Ciekawie wyglądało to podczas ostatniego meczu ligowego Borussii z Fortuną, gdy piłkarze podawali automatycznie, byli wystarczająco szybcy, wytrenowani do granic możliwości, ale w końcówce zabrakło tego jednego genialnego podania. Walili głową w mur. Może dlatego, że zabrakło indywidualności Mario Goetze, jedynego w zespole, którego stać na jakieś zupełnie nieprzewidywalne zagranie, nie wynikające jedynie z ekstremalnego wytrenowania.
Wracając do Pirlo, to przecież nie unika on technologii, w końcu część swojego życia spędził w Milan Lab, laboratorium ośrodka Milanello i pewnie tam też skorzystał z różnych wynalazków ludzkości. Technologia sprawiła, że nie został w blokach, ale jego laboratorium wciąż jest boisko.

Tu artykuł o Pirlo, który napisałem przed meczem z Niemcami w trakcie EURO 2012

Fenomen musi dostosować się do postępu ale jednocześnie nie jest powiedziane, że musi w związku z tym stracić swój urok, kolejne przykłady to Xavi czy Sneijder, którzy jednym zagraniem mogą zadecydować o losach meczu albo Messi, który przecież nie jest żadnym urodzonym atletą, ale poza tym że fenomenem motorycznym to też największym współczesnym geniuszem piłki.
Nikt nie odrzuci w procesie rekrutacji geniusza, po prostu zostanie dostosowany do nowoczesnego futbolu.
No prawie nikt, wśród trenerów też zdarzają się durnie.
A skoro jesteśmy przy geniuszach, Messim, Sneijderze i Pirlo, to dorzucę swoją opinię w sprawie Złotej Piłki. W ogóle te wybory mnie nie interesują, a przekonały mnie o tym po raz kolejny nominacje do najlepszej trójki.
Ronaldo, Messi i Iniesta? A gdzie Pirlo właśnie, gdzie Casillas?
W 2010 roku Wesley Sneijder zdobył wszystkie trofea z Interem Mediolan i był najważniejszym zawodnikiem zwycięskiej kampanii ekipy Jose Mourinho w Lidze Mistrzów, a jednocześnie liderem reprezentacji Holandii, która awansowała do finału Mistrzostw Świata w RPA.
W plebiscycie zajął zaledwie czwarte miejsce. Wygrał Leo Messi, który odpadł w półfinale Ligi Mistrzów i w dość brutalnych okolicznościach w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
Bert Van Marwijk skomentował wybór Messiego (i niewybór Sneijdera) słowami: „Przyznajmy mu tę nagrodę na dziesięć lat z góry”.
Wybór najlepszego zawodnika w sporcie drużynowym powinien polegać na porównaniu zdobytych trofeów i indywidualnej opinii.
W takim układzie oczywiste jest, ze Alvaro Arbeloa nie może być wyżej w hierarchii niż Messi tylko dlatego, że zdobywał trofea z Realem i reprezentacją. Ale nie jest powiedziane, że nie może być wyżej Iker Casillas, który nie tylko fantastycznie gra w Realu, ale też podczas zwycięskiego EURO puścił zaledwie jednego gola z gry, oprócz tego dwa z karnych z Portugalią.
Nie jest powiedziane, że nie może być to Pirlo, który przywrócił Juventus dla wielkiego futbolu, był fenomenem podczas EURO 2012, przywrócił urok włoskiej piłce. I mnie, zagorzałego wroga calcio, przekonał.
Moja trójka to: Iker Casillas, Andrea Pirlo, Andres Iniesta. W tej właśnie kolejności.
Czwarty Leo Messi za fenomenalny indywidualny rekord. Messi jest piłkarzem naszych czasów, wyrasta ponad wszystkich, ponad dzisiejszy futbol, ponad dziesięciu Cristiano Ronaldo. Średnio taki piłkarz pojawia się właśnie raz w dekadzie. Pele, Cruyff, Maradona, Zidane, teraz Messi. I do tego wielu innych genialnych graczy, Garrichów, Di Stefano, Beckenbauerów, Charltonów, Platinich, różnych odmian Ronaldo. Z najwyższej półki, być może niektórych z nich chciałbym zrównać z tymi z piątki, nie wiem.
Wiem natomiast, że rację miał Van Marwijk. Można przyznać Messiemu nagrodę do 2020 roku, bo nie pojawi się w tym czasie nikt z nim porównywalny. Nic na to nie wskazuje.
Ilość jego bramek i asyst jest zabójcza. Tak, tak, ilość, nie liczba. Pewnie jest jednym z pięciu najlepszych w historii piłki. Statystyki porównywalne z nim miał jedynie Wayne Gretzky w Edmonton Oilers, co zresztą już tu kiedyś chyba pisałem.
Tyle, że inni osiągnęli w tym roku więcej. Messi z zespołem zdobył jedynie Puchar Hiszpanii. Robert de Niro nawet odgrywając najlepszą rolę w życiu nie podniesie bardzo dobrego filmu do rangi kultowego (oczywiście można go co roku nominować do Oscara, jeśli ktoś ma ochotę).
Konkurs Messi kontra Ronaldo dowodzi raczej oczywistości, że znaleźliśmy się w czasach popkultury, gdzie tak zwani elektorzy wychowują się na kolorowych pismach z plakatami, gdzie może nie decydująca ale istotna jest liczba lajków na fejsbuku. Tak przy okazji: Messi ma około 39,5 miliona a Cristiano Ronaldo – 51,5 miiona. Iker Casillas – 8,5 miliona, Iniesta – -11,3, Zlatan – 4,6, a Pirlo – 300 tysięcy (Lewandowski 197 tysięcy, Kuba 175 tysięcy, Piszczek, który żadnemu z nich nie ustępuje niecałe nieco ponad 31 tysięcy, a Wojciech Szczęsny ponad ćwierć miliona co wciąż nie oznacza, że jest najlepszym polskim piłkarzem).
Głosowanie to jest trochę infantylne.

Na koniec kilka słów o Śląsku Wrocław.
W prawdziwej drużynie nie doszłoby do tego. Po pierwsze napastnik Gikiewicz załatwiłby sprawę w szatni. Nie wiem jak, może po męsku, może rozmową. A skoro doniósł to jest w języku piłkarzy konfidentem. Pewnie słusznie. A skoro jego brat bramkarz się za nim wstawił, co jest zresztą zrozumiałe, to musi trzymać wspólny front. Nie można pochwalać pijaństwa, ale też donos niszczy drużynę, dlatego dla napastnika Gikiewicza nie ma obecnie miejsca w Śląsku, jego karierę w tej drużynie powinni się uznać za skończoną lub zawieszoną. Zresztą i tak był słabym piłkarzem, nikt nie będzie po nim płakał. Być może ta sprawa z Mrazem i Gikiewiczem oczyści atmosferę, wczoraj gra wyglądała naprawdę imponująco. Szkoda tylko, że w pomeczowym studiu Piotr „Pleple” Ćwielong nie miał odwagi odpowiedzieć na pytanie prowadzącego studio. Cezary Olbrycht (gratuluję świetnych rebusów, dwa ostatnie nawet odgadłem). Było zapytał o to czy słowa „Pleple” Ćwielonga nie oznaczają braku szacunku dla Oresta Lenczyka, który wywalczył ze Śląskiem wicemistrzostwo i mistrzostwo kraju. Ćwielong nie musi odpowiadać, bo wszyscy znamy odpowiedź. Oczywiście, że oznaczają.

Advertisements

4 komentarzy »

  1. Piotrek said

    …..ehhh, od razu widać, że nie oglądałeś tegorocznego sezonu F1, w którym kierowca typowany na faworyta na początku sezonu wygrał dopiero w ostatnim wyścigu (z przewagą 3 punktów), i to tylko dlatego, że jego konkurent, w słabszym, jak to mówisz, samochodzie został wyeliminowany w dwóch wcześniejszych wyścigach, a więc w wyniku zdarzeń w zasadzie losowych.
    Zmiany, jakie zachodzą w bolidach w trakcie całego sezonu są tak duże, że mówienie o posiadaniu lepszego samochodu, nie wskazując momentu tego sezonu, zdaje się dowodzić … no już dobrze, rozumiem, że ktoś może woleć piłkę nożną, ale po co zaraz zapuszczać się w nieznane rewiry.

    • Piotrek said

      przepraszam za brak przecinka po słowie „sezonu” w pierwszym zdaniu – wyszedł przez to mały bełkocik – w każdym bądź razie, powinien tam być.

    • vegetable78 said

      jeden zryw nie zmieni niczego, wygrywają z reguły ci, którzy mają lepsze silniki. Zazwyczaj wyniki są zgodne z przewidywaniami bukmacherów, czy może nie?

      • Piotrek said

        To takie gadanie, jak u Linekera z tymi Niemcami. Niektóre sezony faktycznie są takie, że ktoś totalnie dominuje – w piłce z reszta tez bywało, że Barcelona zdobywała wszystko i nikt nie mógł jej podskoczyć. Gdyby to było takie przewidywalne, to nikt by się tym nie fascynował. Jednych rajcuje oczekiwanie na takie gole, jakie strzela Zlatan, a innych przejazd z prędkością 200 km/h w odległości kilku cm od betonowej bandy
        … a jeszcze innych gra w chodzonego lub podbieganego, w której mistrzami są piłkarze w polskiej lidze (raz tylko oglądałem i od razu przyznałem im dożywotni tytuł MŚ w tej dyscyplinie).

        BTW, od silników o wiele ważniejsza jest aerodynamika, bo poza drobnymi modyfikacjami, to te same silniki jeżdżą w wielu samochodach z różnych zespołów … ale nikt nie zabrania im tych modyfikacji wprowadzać, tak samo, jak nikt nie zabrania innym, żeby zostawali po godzinach, jak robi to Ronaldo.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: