Racja Mili

Są tacy, którzy twierdzą, iż Łukasz Gikiewicz postąpił dobrze donosząc na Patrika Mraza. Zazwyczaj to dziennikarze. A to dlatego, że Mraz zachował się nieprofesjonalnie, bo przyszedł na trening w stanie wskazującym bądź na potężnym kacu. Widzę to zupełnie inaczej. Oczywiście, że zachował się nieprofesjonalnie i nikt nie robi z niego żadnego bohatera. To nieporozumienie. Mraz jest słabym piłkarzem, który dodatkowo nadużywa alkoholu i klub już dawno powinien go wywalić (za umiejętności a nie za picie). Są jednak prawa zwyczajowe, niepisane reguły i są istotniejsze niż spisany regulamin zachowań. Powinien wiedzieć to Marek Citko, menedżer braci Gikiewiczów.

W wywiadzie dla Gazety Wyborczej mówi:

„drużyna broni gracza, który podobno prowadził się nieprofesjonalnie, a krytykuje chłopaków, którzy są zawodowcami. Odwróćmy sytuację, interesujące, jak zareagowaliby piłkarze w lidze zagranicznej, gdyby taka historia jak Mraza przytrafiła się jakiemuś polskiemu piłkarzowi. Myśli pan, że w normalnym zawodowym klubie stanęliby w takiej sytuacji za obcokrajowcem?”

Myślę, że drużyna nie broni Polaka bądź obcokrajowca. Broni swojej jedności.

Zresztą podział jest tu dość wyraźny – ci, którzy grali w piłkę, choćby na poziomie juniorskim lub klasy C, przyznają w większości rację Sebastianowi Mili. Ci, którzy nie grali, są po drugiej stronie. Oprócz Marka Citki, który jest związany z drugą stroną biznesowo.

Szatnia w piłce nożnej to rzecz święta. Jej reguły często są niezrozumiałe, a bywają i błędne i głupie. Choćby decyzja o tym, że wszyscy odmawiają udzielania wywiadów to rzecz głupia wręcz beznadziejnie, zwłaszcza po wygranym meczu, działanie na szkodę pracodawcy. To również robili piłkarze Śląska. TU o tym pisałem.

Gdy pisałem o Polonii dla Faktu, mieliśmy przypadek, że w gazecie pokazano zdjęcie piłkarza częściowo roznegliżowanego. Na Konwiktorskiej powiedzieli, że nie gadają ze mną. Wszyscy. Oczywiście byłem zły, bo przecież nie był to mój tekst ani pomysł. Ale też gdyby zawodnicy nie zademonstrowali solidarności, okazaliby słabość drużyny. Muszą stanowić jedność. Po dwóch tygodniach znowu rozmawiali, a najlepszy kontakt mam dziś z tym, który był wtedy „ofiarą”. Pozostajemy w bardzo koleżeńskich stosunkach.

Byłem, według szatni, wrogiem zewnętrznym. Może takim trochę umownym, bo jak mówił mi jeden zawodnik: „Jeszcze tylko tydzień, zrozum, nie mamy wyjścia, musimy się trzymać”.
Rozumiem.

Szatnia musi być jednością. A donos na kolegę z drużyny, choćby najbardziej nielubianego, to już przestępstwo, którego się nie wybacza. Czy Gikiewicz postąpił więc profesjonalnie? Nie rozpatruję tego w tych kategoriach.

Drużyna piłkarska to nie fabryka gwoździ, tu oprócz treningu musi być atmosfera, wzajemne zaufanie.

Bo przecież nie mówimy o tym, że ktoś wyniósł jakąś informację, coś powiedział zaprzyjaźnionemu dziennikarzowi, o transferze albo sposobie motywacji. To są normalne rzeczy, czasem ktoś się wygada i nie ma sensu robić z tego zagadnienia. Chodzi o donos do sztabu szkoleniowego, który podważa dobry klimat, psuje powietrze, wprowadza złą atmosferę.

Nie znam bardzo dokładnie kulisów sprawy, być może Gikiewicz palnął głupstwo i źle to się skończyło. Wygląda jednak na to, że nie, bo w innym przypadku konflikt zostałby zażegnany.

Istotne jest też to, że Patrick Mraz, który był jednym z elementów układanki pod tytułem „Dobry klimat”, musiał pożegnać się z klubem. Szefowie Śląska wykorzystali sytuację i pozbyli się niechcianego piłkarza.

Piłkarza przeciętnego, w dodatku człowieka Lenczyka, a więc tego beznadziejnego trenera, który zdobył dla Śląska wicemistrzostwo i mistrzostwo kraju a nie dostał za to nawet podziękowań.
Mówimy o zawodniku niechcianym przez zarząd, bo szefowie liczą rachunki, a te płacone na rzecz Słowaka nic nie wnosiły. Tyle, że chcianego przez zespół, bo członka jakiejś społeczności. Może dobrze grał na gitarze, może tylko śpiewał, a może był po prostu jednym z nich. I teraz musiał spakować rzeczy i wyjechać.

Jeden z trenerów łódzkiego Widzewa opowiadał mi o tym, że miał dwóch równorzędnych bramkarzy. Czasem rezerwowy bywał lepszy i korciło, żeby wstawić go do bramki. Ale nie mógł sobie na to pozwolić, bo ten pierwszy był częścią grupy tak zwanej bankietowej, ważnym członkiem społeczności, zaś drugi samotnikiem. Więcej szczegółów nie zdradzam, będą w książce o Wielkim Widzewie, która ukaże się niedługo.

Tam również znajdziecie historię piłkarza, którego na pijaństwie złapał trener. Drużyna wstawiła się za nim, ale żeby uratować jego premię musiała zdobyć co najmniej 4 punkty w trzech kolejnych meczach. Oczywiście zdobyła komplet, a zawodnik był najlepszy na boisku.

Oczywiście rolą Sebastiana Mili jako kapitana i lidera jest pilnowanie aby zawodnicy pod wpływem alkoholu na trening nie przychodzili. On lub ktoś z rady drużyny może z tym iść do trenera, jeśli taka będzie wspólna decyzja. Nie Gikiewicz, bo w tym momencie wyłamuje się z ekipy, podważa sens istnienia grupy, wpuszcza brzydki zapach donosu.

Trenerzy często starają się budować atmosferę w szatni zabierając przykładowo zawodników na gokarty czy paintball. Gdy jednak atmosfera jest o prostu dobra, bo zbierze się grupa która się rozumie, to jest to skarb. To jest ten Team Spirit, o którym tak wszyscy ochoczo mówią.

A sukcesy osiągają tylko zespoły, w których jest dobra atmosfera. Zespół skłócony może wygrać jeden turniej, ale prędzej czy później jest skazany na śmierć. Dlatego trenerzy sami wyławiają tego, który sączy jad i się go pozbywają.
I nie ma to nic wspólnego z profesjonalizmem bądź jego brakiem.
Szkoleniowiec może wydawać różne polecenia, ale nie: „Macie się lubić”.

Ostatnie wydarzenia we Wrocławiu, reakcja zawodników, którzy po golach pokazywali szóstkę, czyli numer Mraza, albo reakcja Diaza, który miał koszulkę z napisem „Mraz dziękujemy”, to dowód na to, że atmosfera w szatni Śląska jest bardzo dobra, wszyscy są razem.

Co więc powinien zrobić Gikiewicz? Moim zdaniem to proste – jeśli miał pretensje, powinien podczas spotkania przy kawie czy piwie powiedzieć kolegom, że Mraz zachował się niepoważnie i daje zły przykład, że zniszczy zespół. I że on sobie tego nie życzy jako piłkarz. Oczywiście gdyby sytuacja się powtarzała, mógłby ostrzec kolegów, że szkoleniowiec się dowie. Mógłby też puścić kontrolowany przeciek do prasy, ale do tego potrzeba już intelektu, którego piłkarzowi zabrakło. Wybrał drogę na skróty i sam próbował, może nieświadomie, zespół zniszczyć.

Te wszystkie zdarzenia mogą wbrew pozorom bardzo pozytywnie wpłynąć na Śląsk przed meczem z Legią Warszawa. Sebastian Mila, który w tej rundzie gra znakomicie, przedstawił swoje stanowisko i został w nim nieugięty. To jeszcze bardziej scementuje drużynę. Bo drużyna musi mieć wspólny cel, wspólnego wroga. Czasem jest to dziennikarz (ten ch… znowu o nas źle napisał), czasem inny zespół (zazwyczaj „Legia, ta głupia…”), czasem działacz własnego klubu (ta menda nic nie umie a się wpier…). Trenerzy stosują od dawna metodę szukania wspólnego wroga. Dziennikarze to najłatwiejszy cel, ale też najgłupszy, bo kilka tekstów może zniszczyć klimat nie wewnątrz, ale dookoła drużyny. Tu wróg który skoncentrował zespół trafił się sam. Nazywa się Gikiewicz. Nawet dla jego własnego zdrowia psychicznego lepiej byłoby, gdyby poszukał nowej drużyny. Najlepiej zagranicą.

PS. Gdyby Gikiewicz był dobrym i wartościowym zawodnikiem, nie byłoby tematu. Szatnia ugięłaby się przed jego klasą. Ktoś powie, że to nielogiczne i pełne hipokryzji. Dlaczego słaby nie może zachować się źle, a dobry może? Z prostego względu. Już tu o tym pisałem. Bo to drużyna, a nie fabryka gwoździ.

Reklamy

1 komentarz »

  1. eryk said

    http://www.chamsko.pl/page/2

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: