Polski czy zagraniczny? International level

Selekcjonerem będzie Polak, to już niemal pewne. Taki wniosek można wysnuć po lekturze tekstów dziennikarzy PZPN-friendly. To niestety błąd, który zaprzecza wizerunkowi Zbigniewa Bońka światowca, którym miał być.
Nie wiem co kieruje prezesem i nie mam zamiaru zgadywać ani insynuować. Wiem tyle, że myśli tak samo jak Antoni Piechniczek i Grzegorz Lato. Może co najwyżej dobierać lepsze albo gorsze argumenty.
Nie chodzi bowiem o to, żeby selekcjonerem był pierwszy lepszy obcokrajowiec z brzegu. W ogóle nie chodzi o to by był to obcokrajowiec. Ma być to fachowiec najwyższej możliwej klasy – taki na zatrudnienie jakiego pozwalają możliwości finansowe. Mógłby być to również Polak, czemu nie. Tyle, że dziś w Polsce nie ma fachowców klasy europejskiej.
Ludzie mówią – Niemców prowadzi Niemiec, Holendrów – Holender, Hiszpanów – Hiszpan, Anglików – Anglik a Włochów – Włoch. Tyle, że to są wszystko ludzie, którzy mają od lat styczność z wielkim futbolem. Z kolei selekcjoner Ukrainy dowodzi zaciągiem występującym niemal wyłącznie w lidze ukraińskiej. Poza tym też nie róbmy z tej Ukrainy takiej światowej drużyny tylko dlatego, że dwukrotnie zagraliśmy z nimi poniżej oczekiwań. To nie są dobre argumenty. Bo jeszcze raz – nie chodzi o to czy krajowy czy zagraniczny.
U nas są dobrzy ligowi trenerzy, nie mam wątpliwości. Niektórzy są nawet znacznie lepsi od innych. Lubię oglądać Górnik Zabrze Adama Nawałki czy Pogoń Szczecin Dariusza Wdowczyka. Na pewno grają nowoczesną jak na nasze standardy piłkę. Podoba mi się koncepcja Piotrka Stokowca, którego uważam za najzdolniejszego polskiego trenera, nie jestem fanem Jana Urbana, choć to świetny facet i też mógłby znaleźć wspólny język z piłkarzami, zrobić atmosferę. A może Leszek Ojrzyński, który jak nikt inny potrafił zjednoczyć grupę wokół wspólnego celu? Kto wie… możemy sobie wymieniać. Michała Probierza nie wymieniam, bo to facet, który nie potrafił z wynikami nadążyć za swoim wizerunkiem, ale może kiedyś, kto wie, jest inteligentny…
Tyle, że nam dziś potrzebny jest ktoś na poziomie międzynarodowym, ktoś obyty w świecie futbolu, kto był trochę w europejskich pucharach, najlepiej na dużych turniejach albo przynajmniej prowadził zespół z sukcesami w poważnej lidze. Ktoś kto czuje „international level”, ktoś kto odróżni chłopców od mężczyzn, wynajdzie talenty, dostrzeże coś, czego nie dostrzegają inni.
Ma umieć wykorzystać naprawdę duży potencjał (na pewno na to by spokojnie awansować z tej grupy, w której graliśmy), który ma ta drużyna, zjednoczyć piłkarzy wokół wspólnego celu.
W końcu wyjść mentalnie z ligowej młócki. A więc zawodowiec, dla którego prowadzenie drużyn narodowej to będzie chleb powszedni a nie poligon doświadczalny. Kiedyś już pisałem – potrzebujemy profesora a nie doktoranta a tym bardziej studenta. Choćby utalentowanego.
To był jeden z największych problemów Waldemara Fornalika. Myślę, że on cały czas gdzieś w głębi prowadził lepszy Ruch Chorzów.
Weźmy przykład stoperów. Jaki szkoleniowiec na świecie wystawia dziś dwóch wolnych zawodników na środku obrony? A Fornalik robił to regularnie. Nie wyciągał wniosków, nie szukał, jeśli nie zmuszały go kontuzje.
Dlaczego któryś z trenerów ligowych miałby być lepszy od Fornalika, skoro żaden nie był od lepszy w lidze?
Zresztą w lidze, która nie jest wielkim wyznacznikiem, tu wystarczy czasem mieć lepiej przygotowany zespół pod względem kondycyjnym. To coś co nie dotyczy drużyn narodowych, zawodnicy przyjeżdżają tu na kilka dni. Spójrzmy na europejskie puchary. Tu jedynym polskim trenerem w ostatnich latach, który spełnia jakieś kryteria przyzwoitości jest Maciej Skorża. Gdzieś tam doszedł, ale też wielokrotnie się kompromitował. Wiadomo, nikt nie jest doskonały.
Oczywiście ta dyskusja nie może dotyczyć Wdowczyka – w jego przypadku zwykła przyzwoitość nakazuje wstrzymać się z rozważaniem kandydatury. Odczekajmy 2-4 lata, niech osiągnie wynik większy od swoich win. A nie będzie to proste.
Wiadomo, trochę tęsknię za czasami Leo Beenhakkera (za tym pierwszym okresem, bo potem było nieznośnie i męcząco), ale w sensie trenera ze światowego poziomu, który widział więcej. O tym mówi nawet dziś w wywiadzie dla „PS” sam Adam Nawałka, numer 1 na liście Bońka.

Ostatnio wrzuciłem na twitterze informację, że wolny jest Dick Advocaat, ale nie po to, żeby namawiać do zatrudnienia Holendra, a by pokazać, że są na rynku możliwości. Cały czas następują roszady. Ktoś gdzieś zostaje zwolniony, ktoś inny zatrudniony. Za najlepszą nieprzebitą dotychczas propozycję uznaję tę, którą rzucił kiedyś Rafał Stec (widział więcej niż inni), który pisał o możliwości zatrudnienia Larsa Lagerbacka. (Tu się do tego odniosłem), ale oczywiście dopóki Islandia ma szansę na grę w mundialu nie ma o czym mówić. Choć warto na wyniki baraży poczekać.
Wiadomo, nikt nie daje gwarancji wygranej, awansu, tak jak posiadanie Leo Messiego nie gwarantuje wygranej w Lidze Mistrzów. Ale zwiększa prawdopodobieństwo, prawda?

PS. A co do Adama Nawałki – boję się, że stanie się to co w Chorzowie. W Ruchu cała filozofia klubu opierała się na osobie Fornalika. Gdy odszedł wszystko padło. To samo może stać się w Górniku, bo dziś Górnik to Nawałka.

możecie też śledzić moje wpisy na TWITTERZE

Advertisements

4 komentarze »

  1. Łukasz O. said

    Zgadzam się z Tobą w 100%!

  2. vegetable78 said

    ja też 🙂

  3. Piotrek said

    Gdyby kadra miała jednak trenera, a nie selekcjonera, coś mogłoby z tego wyjść. Od wielu lat nie mieliśmy w reprezentacji tylu piłkarzy na światowym poziomie, tylko że w ostatnich 8-10 ważnych meczach pokazali, że zupełnie nie potrafią razem w reprezentacji grać.
    Od razu mówię, nie chodzi o to, żeby taki trener nauczył chłopaków kopać piłkę, bo oni to już świetnie potrafią, ale żeby wypracował razem z nimi przynajmniej kilka (na początek) zagrań, dzięki którym polska drużyna mogłaby zdobyć ze dwie bramki w meczu. Przy umiejętnościach naszych zawodników pierwsze informacje na temat tych zagrań nie wymagałyby nawet wspólnej obecności na boisku. Każdy mógłby sobie sam przećwiczyć swoją rolę, a potem na zgrupowaniu pokazałby czego się nauczył i wspólnie mogliby to przećwiczyć. Patrząc na dotychczasową grę Polaków, odnoszę jednak wrażenie, że wszystko dzieje się na boisku przypadkowo, a już na pewno żadna akcja nie siedziała w głowie drużyny przed meczem. Jeśli zadaniem selekcjonera jest wyłącznie wybór zawodników, obecność na rozgrzewce (bo to raczej nie jest trening) i występ w reklamach, ewentualnie zrobienie dobrej miny i przekonanie dziennikarza, że to wcale nie była taka porażka, bo choć wynik jest do doopy, to jednak coś tam pokazaliśmy, to nawet ja (a przecież kompletnie nie znam się na piłce) mógłbym spokojowo poprowadzić naszą kadrę do porażki … i wziąłbym za to o wiele mniej niż Smuda, czy Fornalik.
    W meczu z Anglią widac było, że angielska obrona ustawia się w sposób przemyślany, czy oni tego nei ćwiczą?

  4. Stasiek said

    Marcelo Bielsa chyba jest bez pracy, wydaje mi się że to ciekawa kandydatura.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: