Legia – przepis na nieszczęście

Piłka nożna to przede wszystkim piłka nożna. Banał? Tak i nie. Protestuję przeciw popularnemu ostatnio powiedzeniu, że piłka nożna to biznes. Piłka to sport dla zwykłych ludzi, a nie dla dziennikarzy zajmujących się finansami. A zwykli ludzie nie rozliczają z efektywności w zakresie finansów, ale z wyników.
Kiedy kilka tygodni temu napisałem tu o porażce polityki Legii Warszawa Bogusława Leśnodorskiego, spotkało się to z głosami pełnymi oburzenia. Że jak to, że jest świetny marketing, że sprzedaje wejściówki na loże silver, gold, że tym przecież powinien zajmować się prezes.
W rzeczywistości w liczącej ponad 2,5 miliona mieszkańców aglomeracji pełnej największych firm jakie działają na terenie tego kraju, ściągnięcie kibiców biznesowych to chyba minimum przyzwoitości. Zresztą tym zajmuje się, lub powinien zajmować, jakiś konkretny dział. Na przykład „dział sprzedaży dla klienta strategicznego coś tam, coś tam”. A prezes jest od wszystkiego.
Jakże wygodne jest wyłączenie prezesa od odpowiedzialności za wyniki, za transfery. Wątpliwe, żeby w zachodnich mediach jakikolwiek poważny dziennikarz zaryzykował takie stwierdzenie. Przykładowo kandydaci na prezesów Realu idą do wyborów z obietnicami transferowymi. Nikt nie mówi: „Zarobimy miliony”. Bo po co komu miliony, co przyjdzie mi ze sprzedaży 10 dodatkowych miejsc w loży silver i 15 w loży gold, jeśli zespół przegrywa. W krajach piłkarskiego trzeciego świata można ludziom wciskać każdą ciemnotę. Zresztą używający takich argumentów nie biorą pod uwagę zależności między wynikami a sprzedażą karnetów i biletów. Poza tym dobry zespół i popyt na miejscówki na trybunach to też możliwość podnoszenia cen.
4 mecze, 0 punktów, 0 bramek strzelonych. Po żenujących meczach w eliminacjach Ligi Mistrzów zespół przegrywa wszystko jak leci w Lidze Europy. Oczywiście wiem, że kolejna porażka Legii to mieszanka pecha (nawet stanowi on znaczną część przepisu na nieszczęście), błędów personalnych, braków w umiejętnościach i tych większych – w zarządzaniu.
Niestety tak. Prezes jest od tego, żeby wyznaczać strategię, również w zakresie sportu. Nie od tego, żeby mówić który zawodnik się nadaje, od oceniania go pod względem techniki i innych umiejętności czysto piłkarskich, ale od tego, żeby zatrudnić pracowników, którym będzie mógł zaufać i z którymi będzie mógł opracować strategię rozwoju.
A tymczasem zespół jest po prostu słaby. Powiedzenie, że „stawiamy na akademię” jest zupełnie oczywiste. „Będziemy dalej głaskać kurę znoszącą złote jajka, tyle że mocniej”. Dlatego jestem przekonany, że Legia za kilka lat będzie europejskim graczem, ale właśnie dzięki tej akademii, a nie dzięki kierunkowi wyznaczonemu przez nowego prezesa.
Obrońcy tej polityki zapomnieli, co powtarzam, że tak naprawdę sukces finansowy w dalszej perspektywie uzależniony jest od sukcesu sportowego. Kto dziś chce przyjść na Legię?
14 tysięcy ludzi na meczu europejskiego pucharu to wynik znacznie poniżej granicy przyzwoitości. To znaczy, że najlepszy i być może najpopularniejszy klub w tym kraju nie potrafi zapełnić połowy trybun.
Na pewno jakiś mądrala zaraz znajdzie kilka innych powodów. Kiedyś pokłóciłem się podczas wywiadu z Robertem Maaskantem, ówczesnym trenerem Wisły.
Zapytałem:
Na 24-tysięcznym stadionie macie 16 tysięcy ludzi w meczu z Ruchem, nieco ponad 12 w Lidze Europy z Odense, tyle samo z Bełchatowem… Czyżby oczekiwania fanów co do spektaklu były odmienne w stosunku do tego, co im oferujecie?
Ależ to mało inteligentne pytanie!
Niby dlaczego?
Czy sądzi pan, że nie ma żadnych innych powodów?
Z chęcią je poznam.
Po pierwsze pieniądze. Kibice na pewno wydali spore sumy na nasze mecze w Lidze Mistrzów. Po drugie wakacje. Ludzie zabrali rodziny na urlopy, mają mniej pieniędzy do wydania. Po trzecie zaczęły się szkoły, a to znaczy, że dzieci i część młodzieży nie przyjdzie na nasz mecz w Lidze Europy, który gramy o 21.05, nie ma dobrego transportu publicznego, to też ma swoje znaczenie. Z Bełchatowem graliśmy w poniedziałek wieczorem, z Ruchem w niedzielę po południu…
No cóż…
To są moje odpowiedzi. Pańskie pytanie zawierało tezę, że ludzie są znudzeni naszą grą, a ja uważam, że powody są znacznie głębsze.

Dziś chciałbym zadać równie mało inteligentne pytanie, zmienić jedynie nazwę zespołu i uaktualnić liczby. Głównym składnikiem wspomnianego przepisu na nieszczęście jest zła polityka personalna. To pierwszy klocek, który uruchamia domino. Na końcu upada też klocek z napisem „marketing”.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: