Martin i jego coś

Miałem nadzieję, że będzie on kandydatem na selekcjonera reprezentacji Polski. Że choć podejmą z nim rozmowy. Ale oczywiście było to jedynie myślenie życzeniowe. Martin O’Neill, uczeń Briana Clougha, poprowadzi Irlandię w meczu z Polską. Sięgam więc po archiwalny tekst, który pisałem, gdy trener obejmował Sunderland. Właściwie był już po 8 meczach, zespół miał 16 punktów i był, znowu, objawieniem Premier League. Wybrano go najlepszym trenerem ligi w grudniu 2011.

Martin i jego coś

Przed laty mówiono, że jest naturalnym następcą Alex Fergusona w Manchesterze United. Tyle tylko, że lata mijają, Sir Alex nie chce przejść na emeryturę. Na horyzoncie pojawiają się jego kolejni następcy, a Martin O’Neill, być może najlepszy menedżer na Wyspach, czyni właśnie cuda w prowincjonalnym Sunderlandzie i czeka na swoją wielką szansę.

Są trenerzy, którym nie jest dane pracować w najbardziej medialnych klubach świata, choć tych ze szczytu często przewyższają wiedzą, intelektem i przede wszystkim skutecznością. Dlatego tworzą swój własny szczyt. Gdy Martin O’Neill obejmował drużynę Sunderlandu w grudniu, wyglądało na to, że będzie broniła się przed spadkiem. Dziś zespół zajmuje 10. miejsce w tabeli Premier League, co całkowicie spełnia oczekiwania zarządu i lokalnej społeczności. Co odważniejsi zaczynają snuć mocarstwowe plany.

Zabójcza pasja
O’Neill lubi siadać na salach sądowych i słuchać. Najbardziej fascynują go seryjni zabójcy. Stara się zrozumieć psychikę człowieka. Chce by inni podzielali tę pasję. Zawodników Leicester zabrał na wycieczkę do domu Petera Sutcliffe’a, „Rozpruwacza z Yorkshire”, którego proces śledził na żywo w 1981 roku. Uznał wycieczkę na tyle interesującą, że następnym razem wybrał się tam ze swoją ciężarną żoną.
– Byłam już w tylu miejscach zbrodni z Martinem, że mam wrażenie iż któregoś dnia sama zostanę zamordowana w jednym z tych miejsc – zażartowała Geraldine O’Neill. Jej mąż jest ponoć fanem zespołu Kasabian, ale podobno tylko dlatego, że wzięli nazwę od nazwiska Lindy, członkini „Rodziny Charlesa Mansona”.
Nadmierna inteligencja jest błogosławieństwem trenera, ale bywała też przekleństwem piłkarza. Biograf znanego piłkarza, a później trenera Briana Clougha, Duncan Hamilton, przyznał że jego bohater był wręcz przerażony niezwykłą inteligencją
swojego podopiecznego z Nottingham Forest. Czasem zadawał mu pytanie i nie nadążał za odpowiedzią. Była zbyt złożona, „jakby słowa wypowiadał James Joyce”. Clough w końcu powiedział mu: „Jesteś zbyt inteligentny na piłkarza” i zesłał do rezerw, używając przy tym mało wyszukanych zwrotów. Cztery miesiące później wpadł na trening rezerw i zdziwił się gdy zobaczył piłkarza. – Jeszcze tu jesteś? OK, wracaj do pierwszego zespołu – powiedział.
Stosunki O’Neilla z Cloughem były trudne. Wzajemne uwielbienie szybko przeradzało się w zadawanie trudnych do zrozumienia dla drugiej strony ciosów.

Mistrz i Martin
O’Neill pytany czy jest podobny do Clougha, odpowiedział: „Gdy ja myślałem, że miałem znakomity dzień, on myślał odwrotnie”. Podawał przykład meczu Forest z Ipswich, gdy zagrał fantastyczne, zdobył dwie bramki i gdy spodziewał się pochwały, został zmieniony i brutalnie potraktowany słowami: „Byłeś nachalny!”. Potem O’Neill nie wystąpił w finale Pucharu Europy w 1979 roku, mimo że wrócił po kontuzji do zdrowia. Długo nie mógł tego zrozumieć. Na szczęście dla niego Forest wygrali też tytuł najlepszej drużyny Europy rok później. Wtedy był już podstawowym zawodnikiem. Mówiono wówczas, że myśli w imieniu zespołu. Cloughowi przeszkadzało wybujałe ego O’Neilla, który według niego „nie mógł przyjąć do wiadomości, że nie jest połączeniem Stanleya Matthewsa i Toma Finneya”. Słynny menedżer tłumaczył w swojej autobiografii, że trzymał O’Neilla na dystans z dwóch powodów: „Po pierwsze nie byłem na jego poziomie, a po drugie nie chciałem czuć, że ściska mnie za gardło za każdym razem gdy nie znajdował się w składzie. Musiał zrozumieć, że to ja jestem panem przedstawienia. Dopiero w menedżerce znalazł ujście dla swojej inteligencji”. O’Neill choć przyjął od Clougha kilka brutalnych uderzeń przyznał z kolei, że „każdy dzień spędzony z nim był fantastyczną lekcją trenerki”.

Cud na prowincji
Faktycznie Clough docenił O’Neilla, gdy ten stworzył w Leicester przyzwoity zespół. Przyznał wówczas w wywiadzie, że „trzeba być geniuszem, żeby dokonać takich rzeczy”. O’Neill i jego asystent John Robertson najpierw awansowali do Premier League, bez trudu przez kilka lat utrzymywał się w niej. Dwukrotnie wywalczył Puchar Ligi, raz był w finale, dwukrotnie awansował do Pucharu UEFA. Sukcesy często porównywano do wyników Nottingham Forest, zaś parę trenerów do legendarnego duetu Clough – Taylor. Był to najlepszy okres w historii prowincjonalnego klubu. Gdy dyrektor sportowy Chelsea Ken Bates stwierdził, że styl Leicester to „kopnij i biegnij”, O’Neill nazwał go „piłkarskim kretynem”.
Clough napisał: „O’Neill i Robertson zdziałali cuda na Filbert Street, dzięki temu że kupowali za małe pieniądze niezłych graczy, gdy inni wydawali fortuny na przeciętniaków, i świetnej motywacji. Chodzą słuchy, że nauczyli się tego ode mnie, ale ja nic o tym nie wiem”
O’Neill po awansie z Leicester wyciągnął stertę listów. Na bok odłożył te od klubów, które nie chciały go zatrudnić – Bradford, Stockport, Chesterfield oraz York. Zostawił te, które otrzymał na początku swojej pracy od fanów. Wyniki nie wyglądały dobrze, więc listy zawierały głównie przekleństwa i groźby. Złapał za telefon i zaczął dzwonić, do każdego po kolei. Z tym samym pytaniem: „I co teraz pan o mnie myśli?”
Z Leicester O’Neill poszedł do zdruzgotanego Celticu. „The Bhoys” byli właśnie po sezonie w którym przegrali mistrzostwo Szkocji z Rangersami różnicą 21 punktów. W pierwszym sezonie pod wodzą O’Neilla wyprzedzili na mecie swoich odwiecznych rywali o 15 punktów, a w kolejnym o 18. Doprowadził on drużynę do finału pucharu UEFA, gdzie przegrała dopiero z FC Porto prowadzonym przez Jose Mourinho. Aston Villę przejął gdy była na 16. miejscu. W kolejnych sezonach zajmował 11. i dwukrotnie 6. lokatę.
Zrezygnował po konflikcie z właścicielem klubu, który wybrał wariant oszczędnościowy i nie podzielał entuzjazmu menedżera z Irlandii Północnej na temat możliwości drużyny.

Przeznaczenie
Teraz, po szesnastomiesięcznej przerwie wrócił do zawodu. Znowu został menedżerem prowincjonalnego klubu, tym razem Sunderlandu. Zarząd zaproponował mu tę pracę wiedząc, że O’Neill jako młody chłopak kibicował „Czarnym Kotom”, więc nie odmówi. On sam przyznał, że w końcu musiało to nastąpić, że ten klub był jego przeznaczeniem.
To był strzał w dziesiątkę. Właściwie nie zmienił wiele. Zachował nawet system 4–4–1–1, który stosował też jego poprzednik Steve Bruce. Irlandczyk zaczął od wizyty w zespole rezerw. Tam znalazł lewoskrzydłowego Jamesa McCleana. Potem cofnął nieco obronę i nastawił zespół bardziej na kontratak w myśl zasady – najpierw wynik, potem piękna gra. O’Neill wiedział, że od porażek do zwycięstw, w tym wypadku, droga nie jest daleka. Pod wodzą Bruce’a Sunderland przegrał 7 z 14 meczów, wszystkie różnicą jednej bramki. Do kilku zmian zmusiły go kontuzje podstawowych graczy. Najważniejsze jednak były indywidualne rozmowy z piłkarzami, które sprawiły że podrzędni kopacze uwierzyli w siebie i stali się lokalnymi bohaterami. Jeden z zawodników stwierdził anonimowo w rozmowie z „Guardianem”, że „O’Neill ma w sobie coś specjalnego. Nie wiadomo co to jest, ale on to ma”.
To coś to połączenie osobowości, inteligencji i znajomości tematu. Irlandczyk znowu udowodnił, że futbol to prosta gra.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: