Lisy farbowane na zielono

Dziś kawałek historyczny o naszych przeciwnikach grupowych, Irlandczykach. O wielkiej rewolucji w irlandzkiej piłce. Napisałem go na EURO 2012, ale w większości pozostaje aktualny.

Giovanni Trapattoni był początkowo krytykowany za styl. Tak jak Jack Charlton ćwierć wieku przed nim. Dla Włocha najważniejsze jest nie stracić bramki. Taki sam był priorytet Anglika. Po raz pierwszy zaskoczył Europę w 1988 roku, gdy jego drużynę zaledwie kilka minut dzieliło od półfinału mistrzostw Europy.
– Cześć John, słyszałem że twoja babcia była z Irlandii. Może chciałbyś zagrać dla Republiki – rzucił dość bezpośrednio Jack Charlton, nowy selekcjoner kadry.
– W sumie niezły pomysł – odpowiedział John Aldridge. Było to w szatni, chwilę po meczu Oxfordu.
– Ale zaraz, zdaje się że mama Raya pochodzi z Dublina – przypomniał sobie Aldridge. – Ray, chodź tu na chwilę! Czy to prawda, że twoja matka jest z Dublina? – zapytał szkockiego pomocnika Charlton.
– Ojciec z Donegal – odparł Houghton.
– To może chciałbyś zagrać w reprezentacji Irlandii – zagadnął selekcjoner, który był zachwycony tym pomysłem, bo Houghton właśnie rozegrał znakomite spotkanie i asystował przy bramce Aldridge’a.
– Pewnie, z wielką przyjemnością – odpowiedział pomocnik Oxfordu.
W ten sposób reprezentacja Irlandii zyskała jednego dnia dwie wielkie gwiazdy.

Kompromis

20 tysięcy fanów z Irlandii jechało ze swojego kraju, głównie kamperami, aż do Stuttgartu, żeby przeżywać z drużyną historyczne dla nich mistrzostwa Europy. Irlandia po raz pierwszy w historii zakwalifikowała się do dużego turnieju.
Wielka rewolucja zaczęła się w 1986 roku. Władze federacji zwolniły Eoina Handa i ogłosiły konkurs na jego miejsce. Faworytem był Bob Paisley, który nieco ponad dwa lata wcześniej został emerytem. Rozstał się z Liverpoolem, z którym trzykrotnie sięgnął po tytuł najlepszej klubowej drużyny Europy. W pierwszej rundzie zdobył 9 z 18 głosów. Po trzy mieli Johnny Giles, Charlton i trener młodzieżówki Liam Tuohy.
Paisley wzbudzał jednak sporo kontrowersji. W drugiej turze jeden z delegatów wycofał swoje poparcie dla niego, pozostali głosowali na Charltona.
– Wzięli faceta, którego nikt nie chciał. Był to kompromis między działaczami. A więc w pierwszej rundzie Paisley dostał 9 głosów a Charlton 3, a mimo to wybrali Jacka. To się nazywa irlandzka logika – śmieje się Eamon Dunphy, dziennikarz, były reprezentant Irlandii, a w późniejszych latach wielki krytyk Charltona.
– Oczywiście dobrze byłoby grać u Paisley’a. Znałem go z Liverpoolu, pasował mi jego futbol, ale czas pokazał, że był to dobry wybór, bo Charlton odniósł wielki sukces – mówi „PS” Ronnie Whelan, pomocnik tamtej drużyny, który teraz przyjechał do Polski jako ekspert telewizji RTE.
Irlandia nigdy wcześniej nie zdołała zakwalifikować się do dużego turnieju. Najbliżej była w eliminacjach do mistrzostw świata w 1982 roku. Przegrała różnicą bramek z Francją. Nastąpił wielki kryzys. Eliminacje do kolejnego mundialu były już katastrofą. Ludzie powoli odwracali się od kadry, na jej mecze przychodziło ledwie po kilkanaście tysięcy osób.

Szkocki akcent

Nowy selekcjoner, mistrz świata z 1966 roku, uznał, że samymi Irlandczykami świata nie zawojuje, dlatego zdecydował się powołać pierwszą w historii drużynę „farbowanych lisów”.
Oczywiście już wcześniej byli zawodnicy mający jedynie korzenie irlandzkie – Steve Heighway, Mark Lawrenson czy Tony Cascarino, którego matka specjalnie zmieniła obywatelstwo, żeby syn mógł zagrać w kadrze. Ale to Charlton i jego asystent Maurice Setters zaczęli działać na masową skalę. Jeździli do kolejnych zawodników, w których żyłach płynęła choć odrobina irlandzkiej krwi i zadawali to samo pytanie: „Czy chcesz grać dla Republiki?”
Dla Irlandczyków sprawa była zupełnie naturalna. W latach powojennych wciąż był to kraj rolniczy, do Anglii emigrowały w celach zarobkowych tłumy ludzi z Zielonej Wyspy, w tym dziadkowie i rodzice późniejszych reprezentantów.
– Oczywiście, że była grupa niezadowolonych w prasie i wśród kibiców na temat „Plastic Paddys” (tak nazywa się ironicznie członków diaspory irlandzkiej niezwiązanych z Irlandią), ale spodziewaliśmy się tego. Niektórzy mówili, żebym poczekał z decyzją, ale chciałem grać dla Irlandii. Większość mojej drużyny pochodziła z tego kraju. Gdy tylko włożyłem zieloną koszulkę, poczułem się jakbym był u siebie – mówi „PS” Tony Galvin, lewoskrzydłowy „Armii Jacka”.
– Może gdyby byli to słabi zawodnicy, byłby problem. Ale przyszli do nas piłkarze takiego kalibru, jak choćby Aldridge, Houghton czy w późniejszym okresie Andy Townsend, więc nikt nie widział w tym problemu – uważa Whelan.
Eliminacje zaczęli źle, ale z czasem się rozkręcili. Tyle, że było już za późno. Choć wygrali trzy ostatnie spotkania, ich awans zależał od grających w Sofii Szkotów, którzy w tym czasie nie walczyli już o nic. Bułgarom wystarczał remis i taki wynik utrzymywał się do 86. minuty. Wtedy bramkę strzelił debiutant, Gary Mackay. – Dla nas był to mecz o nic, ale nie chcieliśmy narobić wstydu. Mi nie była potrzebna żadna specjalna motywacja. To był mój debiut, w dodatku wszedłem na zmianę, więc nie miałem nic do stracenia – mówi nam Mackay. – Na Bułgarach ciążyła straszna presja. Stadion w Sofii milczał przez całe spotkanie. To było niesamowicie dziwne. Po meczu rywale nie podziękowali nam, po prostu zeszli. Ja udzielałem wywiadu w telewizji, ale gdy bułgarska stacja przestała nadawać, po prostu odłączyli nam prąd.
Mackay w reprezentacji Szkocji wystąpił zaledwie cztery razy, jednak na zawsze pozostał bohaterem Irlandii.
– Na lotnisku w Glasgow czekał już na mnie bramkarz Irlandii Packie Bonner z butelką szampana. Dostałem mnóstwo kartek z życzeniami i podziękowaniami od irlandzkich fanów. Do dziś mnie rozpoznają. Trzy lata później na mojej uroczystej kolacji przemawiał Jackie Charlton – mówi szkocki pomocnik.
– Grałem ze Szkotami i znałem ich. Tak naprawdę wiedziałem, że nie odpuszczą, ale mimo to wątpiliśmy w ich wygraną. Komentowałem ten mecz dla telewizji i nie dowierzałem w to co się stało – mówi „PS” Kevin Moran, środkowy obrońca irlandzkiej drużyny.

Najważniejszy mecz w życiu
Irlandia na turniej jechała w roli chłopca do bicia. Choć nie przegrała dziesięciu meczów przed EURO ’88, w Dublinie pokonała prowadzoną przez Wojciecha Łazarka Polskę 3:1. – Czuliśmy, że możemy coś zwojować, ale większość ludzi w Irlandii myślała inaczej – uważa Whelan.
Pierwszy mecz w grupie był niezwykły nie tylko dlatego, że Irlandczycy debiutowali w rozgrywkach. Musieli zmierzyć się z „The auld enemy” (Odwieczny wróg), Anglią. Po raz ostatni Irlandczycy odnieśli zwycięstwo w tej konfrontacji w 1949 roku na Goodison Park.
– Anglicy mieli fantastyczną drużynę. Beardsley, Barnes… Wiedzieliśmy przeciwko komu gramy – dodaje pomocnik Liverpoolu. Na stadionie w Stuttgarcie bramkę na 1:0 zdobył Houghton, a potem Irlandczycy fantastycznie się bronili. Mecz życia rozegrał Pat „Packie” Bonner, bramkarz Celticu Glasgow. Dzięki niemu piłkarze Charltona dowieźli wygraną do końca.
– Anglia miała znakomity skład. Byliśmy bardzo podekscytowani. Ja grałem na Johna Barnesa, który był wielką gwiazdą, był w fantastycznej formie. I wygraliśmy! Zaraz po meczu do szatni wpadła cała grupa irlandzkich polityków, ważnych osobistości. Wszyscy płakali – opowiada „PS” Chris Morris, lewy obrońca ekipy.
– To było niewiarygodne. Najlepsze uczucie, jakiego doświadczyłem w futbolu. Było to trudne do uwierzenia, że zrobiliśmy coś historycznego. Nigdy też nie czułem się tak zmęczony – wspomina Galvin.
– Dwa lata później dotarliśmy do ćwierćfinału mistrzostw świata, ale wygrana z Anglią zawsze będzie dla mnie najważniejszym osiągnięciem w karierze – zapewnia nas Aldridge, napastnik drużyny Charltona.
Reprezentacja stała się kultową, pisano na jej temat poematy i piosenki. Najbardziej znaną stała się „Joxer goes to Stuttgart” Christy Moore’a o kibicu, który jedzie kamperem do Stuttgartu.

Anglicy w swoich Union Jackach nastawili się na wygraną
Aż do momentu, gdy Ray Houghton dostał piłkę i umieścił w siatce ją
Co stało się dalej to historia, która przyniosła szczęścia łzy
Dla wielu ludzi ten dzień będzie najważniejszym w życiu ich

Witał ich milion ludzi

Potem był remis ze Związkiem Radzieckim. Do dziś starsi fani uważają, że to najlepszy mecz w historii Irlandii, zapamiętany również ze względu na cudowną bramkę z woleja Whelana. – Mieliśmy niedosyt, większość meczu byliśmy lepsi. To na pewno był jeden a najlepszych meczów Irlandii, w których grałem – stwierdza Moran.
Było to zupełnie inne spotkanie niż dotychczasowe. Irlandczycy grali piłką, stwarzali sporo sytuacji. – Jack od początku chciał grać długą piłką. Bardzo bał się straty w środku pola. Zwłaszcza, że drużyny z Europy Wschodniej miały zazwyczaj bardzo kreatywnych zawodników w środku. Wiedział, że musi ich ominąć. Jako obrońcy mieliśmy przykaz: zero ryzyka – mówi Chris Morris.
Taktykę Charltona nazwano „Put’em on the pressure”, czyli „Poddajcie ich presji”. To powiedzenie zrobiło taką furorę, że tak zatytułowano nagraną przez U2 oficjalną piosenkę Irlandii na mundial we Włoszech.
– Eoin Hand, poprzednik Charltona, lubił grę po ziemi. Jack miał inny pomysł na wygrywanie. Długie piłki za bocznych obrońców. Ważne było, żeby gdy tylko rywal ma piłkę, naciskać go i szybko ją odzyskiwać. Wygrać piłkę bliżej ich terenu i robić wrzutki w pole karne z bliższej odległości – mówi Whelan. – To był prymitywny futbol, takie Division 2 – uważa Dunphy.
Taka gra oznaczała, że z drużyną narodową musiał się rozstać Liam Brady, być może najlepszy piłkarz w historii Irlandii, mający na koncie występy w Juventusie, Sampdorii i Interze. Brady pod koniec eliminacji i tak dostał czerwoną kartkę, więc w dwóch pierwszych meczach by nie zagrał, ale jak się okazało potem, nie pojechał też na mundial do Włoch. – To była wielka strata. Liam i Jack mieli inne podejście do futbolu. Myślę, że Jack go szanował, ale chciał grać po swojemu – mówi Galvin.
– Jack nie chciał Liama, bo uważał że ten grał zbyt ryzykownie. To było szaleństwo, bo Brady był wtedy jednym z najlepszych piłkarzy Europy – uważa Dunphy.
W tym szaleństwie była jednak metoda, bo Irlandczycy nie tylko weszli do mistrzostw, ale też zaprezentowali się naprawdę dobrze i zdobyli sympatię całego świata.
Ze Związkiem Radzieckim nie zdołali wygrać, stracili bramkę 15 minut przed końcem.
Potem, w meczu z Holandią, Irlandczycy znowu grali dobrze, choć głównie w defensywie, ale w 82. minucie wyeliminował ich Wim Kieft. – Byliśmy przekonani, że będziemy musieli co najmniej zremisować. Anglia oczywiście rozczarowała, gdyby wygrała z ZSRR, mogliśmy awansować nawet przegrywając z Holandią. To było największe rozczarowanie w mojej karierze. Broniliśmy się znakomicie, ale tak naprawdę Holandia miała najlepszą drużynę na świecie. Prawda jest taka, że powinniśmy wygrać ze Związkiem Radzieckim – mówi Galvin.
– Bramka Kiefta była dziwna, w dodatku strzelona ze spalonego. Wtedy to było spore rozczarowanie. Przyjechaliśmy do Niemiec jako zupełnie niedoceniona drużyna, a niewiele zabrakło, żebyśmy weszli do półfinału. Wynagrodziło nam to niewiarygodne przyjęcie w Dublinie – mówi Aldridge.
– Właśnie wtedy, kiedy wróciliśmy do Dublina po turnieju, zorientowaliśmy się jak wielki sukces odnieśliśmy. Na ulicach witało nas milion Irlandczyków – wspomina Whelan.

Dziedzictwo
To był dobry czas dla irlandzkiego sportu. Zaczęło się od kolarzy. W 1987 roku Stephen Roche wygrał Tour de France, rok później Sean Kelly zajął pierwsze miejsce w Vuelta Espana. Najważniejszy był jednak sukces piłkarzy. Najpierw wygrana z Anglią, dwa lata później awans do ćwierćfinału mistrzostw świata i w 1994 roku awans do drugiej rundy. W Irlandii do dziś te sukcesy wiąże się ze wzrostem gospodarczym z lat 90-tych i narodzinami celtyckiego Tygrysa. Cathal Dervan, znany irlandzki dziennikarz sportowy, napisał że „sukces drużyny piłkarskiej dał nam poczucie dumy narodowej i pomógł zasiać ziarno ekonomicznego odrodzenia”.
Co do wpływu Charltona na futbol w Irlandii nie ma wątpliwości nawet jego wielki przeciwnik, Eamon Dunphy: – Dziedzictwo Charltona jest ogromne. Dziś na ulicach jest znacznie więcej dzieci grających w piłkę. Wcześniej tak nie było. Dzięki drużynie Charltona piłka stała się naszym sportem.

Advertisements

1 komentarz »

  1. Zbigniew Foltyniak said

    Świetny tekst!!!

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: