Archive for Marzec, 2014

Dawaj tego Wieczorka!

Łatwo jest okładać Ryszarda Wieczorka. Tak łatwo, że robi to dziś każdy. Widzę faceta siedzącego na krześle ze związanymi rękami z tyłu i gości, którzy okładają go pięściami i krzyczą: „Patrzcie, jestem Jerzy Kulej, jestem Muhammad Ali”.
A sprawa nie jest tak prosta jak mogłaby się wydawać. Wieczorek popełnił błędy i tu nie ma wątpliwości. Choćby postawienie na Norberta Witowskiego kosztem Steinborsa jest błędem i to sporym. To tylko przykład. Być może, jak czasem da się słyszeć, postawienie samego siebie ponad wszystko. Taki charakter człowieka. Wieczorek popełnił jeszcze dużo innych błędów, na pewno. Można też się zastanawiać czy nie jest prawdą, że po prostu nie jest trenerem na miarę Ekstraklasy, jak uważa wielu moich kolegów po fachu. Nie będę się z tym kłócił i rozdzierał szat w obronie tego trenera, ale proszę o zdrowy rozsądek.
Zobaczcie jednak na skład Górnika. Wypadł Zachara, który jesienią strzelił 10 goli i zaliczył 6 asyst. Wypadł Olkowski, który miał 7 asyst w rundzie, wypadł Przybylski, ale też Mączyński, którego klub sprzedał do Chin, wypadł Gancarczyk, który był naprawdę przyzwoitym obrońcą. Zespół został pozbawiony środka obrony. Adam Danch odpadł jeszcze za Adama Nawałki, a też warto zauważyć, że z nim w składzie obrona Górnika grała po prostu lepiej. Zespół nie przegrywał (choć nie traktujmy tego jako jednoznacznej zależności).
Pamiętacie co się działo rok temu? Wypadł Milik i Magiera i nagle zespół przestał istnieć. W czterech pierwszych meczach Adam Nawałka, okrzyknięty niemalże polskim Trapattonim, zdobył trzy punkty. Ten sam Adam Nawałka, który potem został selekcjonerem. Nikt nie robił z niego nieudacznika.
Straty, które poniósł były wielokrotnie mniejsze niż te Wieczorka. A zdobył zaledwie dwa punkty więcej.
Wiadomo, że trzeba grać tymi, których się ma, nie ma tu dyskusji. Ale drużyna, która nagle traci 3-4 kluczowych graczy musi po prostu być gorsza, musi dojść do siebie, potrzebuje czasu.
Wieczorek miał utrudnione zadanie. Przypadek Górnika jest taki sam jak przypadek Ruchu po odejściu Fornalika. Mamy sytuację, gdzie jeden szkoleniowiec wyżyłował zespół do maksimum. Po jego odejściu spada powietrze. Tak było przecież tez w Manchesterze United. Oczywiście są specjaliści, którzy sobie z tym poradzą, albo jak Guardiola podkręcą tempo, narzucą swoje zasady. Albo jak Jan Kocian w Ruchu, który odmienił zdziesiątkowany i zdołowany zespół. Świetni szkoleniowcy sobie poradzą, w przypadku przeciętnych nie ma tu reguły. Nie ma też usprawiedliwienia. Wieczorek nie poradził sobie tak samo jak nie poradzili sobie Tomasz Fornalik i Jacek Zieliński w Ruchu czy David Moyes w United.
Wieczorek przyjął tę robotę, bo był zdesperowany, bo tak bardzo chciał wrócić do Ekstraklasy. Jak desperat, który skacze przez mur berliński, żeby dostać się do RFN, ale dosięga go kula wartownika.
Weźmy jednak pod uwagę okoliczności i nie róbmy z niego nieudacznika, bo nim nie jest. Konkurs „kto plunie na Wieczorka” nie jest konkursem w którym chciałbym wziąć udział.

PS. Najbardziej żenujące w tym wszystkim jest zachowanie Zbigniewa Bońka, prezesa PZPN, który w Canal Plus rzucił dowcipem spod budki z piwem: „Wieczorek nie powinien być zwolniony, on nigdy nie powinien zostać zatrudniony”.
Dwie rzeczy. Nie odmawiam nikomu prawa do wyrażania opinii, ale jednak prezes PZPN, nawet jeśli ma rację, powinien wstrzymać się przed krytykowaniem trenerów i to w sposób taki, żeby przypodobać się tłumowi. To domena publicystów. Od faceta, który grał zawodowo w piłkę można wymagać czegoś więcej. Poza tym ktoś kto chce by tytułowano go prezesem, powinien jednak wyrażać się na poziomie. To ma być Ktoś a nie jakiś Wesoły Zbysio.
Po drugie Boniek powinien w ogóle wstrzymać się z wyśmiewaniem trenerów, bo sam był największym trenerskim partaczem w historii dwóch krajów. Szkoleniowym Zerem. Dodatkowo sam mianował się na selekcjonera, spieprzył sprawę i uciekł jak tchórz. Nawet nie miał odwagi stanąć przed ludźmi i powiedzieć, że rezygnuje. Czy myśli, że ludzie już o tym zapomnieli czy po prostu jest takim arogantem?
Dlatego mam prośbę do Janusza Basałaja, który jest konstruktorem, zresztą znakomitym, bońkowego PR. Janusz, podejdź do niego i powiedz: „Zibi, zamknij się, po prostu się zamknij”.

Reklamy

13 Komentarzy

Nieciekawy przypadek Adama Nawałki

W filmie „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” bohater rodzi się jako 80-letni starzec, potem jest coraz młodszy i w końcu umiera jako niemowlę w ramionach ukochanej. Przepraszam, jeśli komuś zepsułem oglądanie filmu. Jako że jednak jesteśmy w kraju wiecznie niedofinansowanym mamy wersję niskobudżetową. Pomysł był nawet w miarę sensowny, szczególnie gdy o nim opowiadano. Potem jednak przyszło do realizacji. Na początku filmu reżyserowanego przez Adama Nawałkę widzimy bohatera, który żeby nie przedłużać naszych męczarni umiera w miarę szybko. Nie ma pieniędzy na efekty, więc odchodzi od nas od razu jako dziad. Nie ma tu żadnej miłości ani większych emocji. Nie zdążyliśmy przyzwyczaić się do bohatera.
Oczywiście mówią, że są jeszcze kolejne odcinki, ale komu będzie się chciało to oglądać? Wpadniemy jak coś się zacznie dziać (znaczy ja muszę, ale wy róbcie co chcecie).

Wniosek po meczu ze Szkocją jest taki, że ta drużyna nie robi postępów. Jest wręcz odwrotnie. Cofamy się w rozwoju, jak polska wersja Benjamina Buttona. Jeśli narzekaliśmy na ekipę Waldemara Fornalika, to przypomnę, że aż do czasu meczu z Anglią ta drużyna była lepsza. Zagrała fatalnie z Estonią, ale potem były coraz dłuższe okresy dobrej gry, coraz lepszy pomysł. Mecze z Czarnogórą i Mołdawią pokazywały, że robimy postęp. Lepiej to widać z dzisiejszej perspektywy. Szkoda, że potem wszystko zostało spartaczone.
Bożydar Iwanow z Polsatu Sport poszedł dalej i stwierdził, że tęskni za Franciszkiem Smudą. Herezja? Niekoniecznie. Nawałka prowadził drużynę już w trzech poważnych meczach (w terminach FIFA) i niestety były to trzy mecze zmarnowane. Tracimy czas. Selekcjoner nie ma pomysłu na zespół, nie wykorzystuje jego mocnych stron. Mam nadzieję, że to jakaś zasłona dymna i zaraz objawi się jego genialny plan.
Przed telewizorem zasiadłem z kartką w ręku i postanowieniem, że będę liczył składne akcje w okolicy pola karnego Szkocji. Kartka przez niemal cały mecz pozostawała pusta, a pod koniec zaznaczyłem jedną kreskę, gdy Sławek Peszko wpadł w pole karne i zagrał do Arka Milika. Zresztą było to przypadkowe, bo wiadomo nie od dziś, że w głowie Sławka plan pojawia się w czasie trwania akcji. Gdybym miał rozrysować akcje drużyny Nawałki byłyby to bazgroły dziecięce.
Pisałem niedawno, że nie chcę chamskiego futbolu TU. I że chciałbym się pomylić. Drużyna potwierdziła moje obawy, odpowiadając bezładną kopaniną. Szkoci wbrew powszechnej opinii grali po ziemi, a my „długa i zobaczymy co będzie”. Tak jak Szkoci w czasach gdy Nawałka grał w piłkę. Dopiero między 25 a 35 minutą było kilka minut lepsze gry. I jeszcze okresami w drugiej połowie.
Ale generalny wniosek jest taki, że ten zespół nie umie grać w piłkę. Nawet jeśli wypadli Błaszczykowski i Lewandowski, to wciąż mamy w kraju piłkarzy, którzy przecież wiedzą, w którą stronę kopnąć. Nawałka pewnie wie od Beenhakkera, że nie należy zajmować się piłkarzami, których nie ma, bo grają ci, którzy pozostali. A przecież w meczu eliminacji też może zdarzyć się sytuacja, gdy wypadnie Lewandowski czy Błaszczykowski. Zresztą od lat są do nich pretensje, że jeden nie jest w stanie sam wygrać meczu, a drugi niepotrzebnie próbuje. Więc o co chodzi?
Nagle okazuje się, że słaby jest Mateusz Klich. Czyżby? Moim zdaniem jest to znakomity piłkarz, którego trzeba umieć wykorzystać. W Holandii cały czas trzyma poziom, asystuje, strzela, bierze udział w akcjach. Może mieć oczywiście słabszą formę, ale wczoraj on praktycznie nie istniał. Oceniając mecz dla Polsatu Sport Tomasz Łapiński ograniczył się niemal do stwierdzenia, że przeszedł obok spotkania. W takich sytuacjach zastanawiam się zawsze czy normalnym jest, że dobry zawodnik przestaje być dobry z dnia na dzień? Nie sądzę, żeby Klich był już na tym etapie, że mu się nie chce. Oczywiście to wszystko tylko spekulacje, bo nigdy nie wiemy co siedzi w głowie piłkarza.
Z gry wyglądało to jednak tak, że to nie zawodnik przeszedł obok gry, ale gra obok zawodnika. Drużyna nie korzystała z Klicha. Graliśmy prostacką piłkę bez wykorzystania jednego z bardziej myślących piłkarzy jacy pojawili się w tej drużyny od lat.
Nawałka marnuje tego piłkarza. A w połączeniu z tym, że nie powołuje myślących i technicznych graczy jak Piotr Zieliński czy Rafał Wolski, zastanawiam się czy to trener, który lubi futbol czy po prostu jest zakładnikiem jakiś kilku utartych schematów.
Klichowi powierzano wcześniej odpowiedzialność i on robił to co lubi, wyprowadzał akcje z głębi pola, tworzył je od podstaw, potem grał z zawodnikami na wysokim poziomie, wytrenowanymi, inteligentnymi. Teraz tego nie było.
O tym, że Nawałka nie panuje nad sytuacją świadczy końcówka, gdy zaczął robić zmiany. Nagle wycofał dwóch piłkarzy tworzących jakieś zagrożenie, Obraniaka i Peszkę, a wstawił Robaka i Polanskiego. Potem weszli jeszcze Teodorczyk i Jodłowiec. Drużyna kończyła w ustawieniu z czterema obrońcami, dwoma defensywnymi pomocnikami, jednym ofensywnym i trzema bardzo klasycznymi środkowymi napastnikami. Ktoś widział kiedyś zespół grający trzema klasycznymi dziewiątkami?
Przypominało to jakąś hybrydę ustawienia Argentyny z Mistrzostw Świata w 2010 w RPA. Maradona został wtedy nieoficjalnie uznany za największego partacza wśród selekcjonerów.
No ale cóż, pozwolę sobie przytoczyć powiedzenie kolegi redakcyjnego Łukasz Olkowicza, prowadzenie kadry narodowej odbiera rozum. Wychodzi na to, że ciśnienie jest zbyt duże. Tak było w przypadku Franza Smudy czy Waldemara Fornalika. Dobrzy ligowi trenerzy w pewnym momencie nie mieli już rozwiązań. Są trenerze, którzy mają jeden sposób gry i będą go wałkować aż do skutku, a są tacy, którzy dostosują się do sytuacji. Ci pierwsi mają trudniej, gdy pojawia się ciśnienie. Nawałka tego ciśnienia nie jest w stanie póki co wytrzymać. Albo zmieni plan, albo po prostu tych eliminacji do EURO 2016 nie przejdziemy.
Zupełnie inna sprawa to gra obronna. Mamy kolejny raz inne ustawienie, nie mamy zawodników, którzy potrafią wyprowadzić piłkę, stawiamy na dwóch fizycznych wolnych obrońców. Więcej poczytacie w świetnej analizie a href=”http://ofensywni.przegladsportowy.pl/2014/03/06/nam-bronic-nie-kazano-czyli-polskie-ograniczenia-obronne/”>Ofensywnych czyli TU
Jacek Machciński, mój ulubiony trener i bohater książki Wielki Widzew mówi, że jest kilka pozytywów.
Po pierwsze sprawa psychologiczna. Jeśli wygrasz 3:0, masz przewagę nad przeciwnikiem (chyba, że to Ekwador). Jeśli przegrasz 0:1, masz dodatkową motywację. Oczywiście pod warunkiem, że trener dobrze to wykorzysta. Do tego dojdą zawodnicy, których teraz nie było, a więc Lewandowski i Błaszczykowski, zyskamy jakąś przewagę.
No to można spać spokojnie.

Takie przemyślenie. Zacząłem od kinematografii i na tym skończę – otóż Iwona Strzałka nigdy nie nakręci Taksówkarza, za to jestem pewien, że Scorsese zrobi z każdego scenariusza Ilony Łepkowskiej perełkę. Po prostu wyrzuci scenariusz do kosza.

11 Komentarzy