Kazek Moskal – człowiek Wisły

Wywiad z Kazkiem Moskalem, robiliśmy razem z Przemkiem Zychem dla PS. Potem każdy poszedł w swoją stronę, ale była to dobra współpraca

Czy gdyby wiedział pan, że mecz z Koroną jest meczem o wszystko, inaczej by się on potoczył?

Kazimierz Moskal: Na pewno nie byłem świadomy, że mecz toczy się o moją posadę.
Prezes Bogdan Basałaj mówił, że do czerwca nie będzie żadnej zmiany, że będzie pan Guardiolą.
Kazimierz Moskal: Stało się inaczej, nie mam nic do powiedzenia w tym temacie.

Wypowiedź prezesa uśpiła pana czujność?
Nie. Oczywiście była to dla mnie przykra niespodzianka, ale pomijając fakt, że kontrolowaliśmy grę, to jednak wynik jest najważniejszy. Zgodzę się, że nie stwarzaliśmy zbyt wielu sytuacji, ale irytuje mnie wyliczanie, że do którejś minuty nie oddaliśmy celnego strzału. Bo jeśli oddajemy 10 niecelnych strzałów, to jest źle, a jak piłka doturla się do bramkarza, to jest celny strzał? Wszystko mogłoby się potoczyć inaczej, gdyby na początku Biton z wrzutki Meliksona strzelił gola. Mieliśmy ponad 70 procent posiadania, odbieraliśmy piłkę na połowie rywala. A potem słyszę oceny, że Wiśle zabrakło recepty. Zawsze ocenia się na podstawie wyniku.

To drugi mecz z rzędu, w którym nie stwarzaliście sytuacji. Pierwszym był ze Standardem. Musieliście wygrać, ale tego nie było widać z waszej gry.
Mnie to drażni. Każdy jest mądry po meczu. A co by było, gdybyśmy w Liege zagrali superofensywnie i szybko dostali kontrę?

Nam płacą za to, żebyśmy byli mądrzy po meczu, a panu za to, żeby był pan mądry przed meczem.
Ale ja zdawałem sobie sprawę z siły zespołu. Wiedziałem, że stać nas na stworzenie sytuacji podbramkowej w każdej chwili. To jednak nie znaczy, że mieliśmy rzucić wszystko do przodu i zostawić jednego obrońcę. Plan był taki, żeby grać swoją piłkę i stwarzać sytuacje, tak jak w pierwszym meczu ze Standardem i Zagłębiem, gdzie mimo remisów oceny były pozytywne. A gdyby nie udało się nic stworzyć, to mieliśmy różne plany – grać dwójką napastników, wprowadzić skrzydłowych i tak dalej. Przede wszystkim chcieliśmy dominować, bo to zwiększało naszą szansę.

Ale z posiadania muszą wynikać akcje, nie można wymieniać piłki w środku boiska i tłumaczyć się jej posiadaniem.
Znowu sprowadzacie wszystko do meczów z Koroną i Standardem.

Bo one zadecydowały o tym, że nie jest pan trenerem Wisły.
Po prostu nie w każdym meczu udaje się stworzyć ileś sytuacji. Nie zgadzam się z takim podejściem. Można gdybać, że mógłbym zrobić zmiany wcześniej, ale nie ma pewności, co by się stało. Co by było gdyby… A co by było, gdyby Kirm strzelił gola ze Standardem? Inna byłaby ocena?

Tak, na pewno.
No właśnie.

Ale to samo można powiedzieć o pana największym sukcesie. Awansie w Lidze Europy dzięki bramce piłkarza Odense w 93. minucie. Ludzie docenili styl, bo szczęśliwie awansowaliście.
I wtedy zakładamy, że nie byłbym trenerem na wiosnę?

Można tak przyjąć.
A tak nie powinno być. Przykładowo – jest wizja i progres w grze, ale nie awansowaliśmy, bo takie były okoliczności. Albo skoro awansowaliśmy, to znaczy, że jest wizja. To chyba nie tak powinno się odbywać. Wierzę, że nie chodziło o awans.

Ile czasu potrzebowałby pan na to, żeby ta Wisła grała dobrze?

Kilka razy już grała. Dziwi mnie fakt, że oceniając Wisłę, koncentrujemy się na ostatnich dwóch meczach. Wcześniej były opinie, że graliśmy bardzo dobrze ze Standardem i Zagłębiem, a nagle na konferencji prasowej słyszę pytania, że nie widać pasji, walki, chęci. Nie mówiono już o dwóch ostatnich meczach, tylko… o całym sezonie. Znowu ktoś popadł ze skrajności w skrajność. Poza tym teraz czytam, że Wisła walczyła z Lechią, bo trzej piłkarze dostali żółte kartki. To bzdura, jeśli ktoś mówi, że nie walczyła w poprzednich meczach.

Z Lechią by pan wygrał?
Uważam, że tak. Jestem pewien, że mecz z Koroną to była sytuacja chwilowa. Z Lechią i w kolejnych spotkaniach nasz styl przełożyłby się na wynik.

Żeby realizować taką wizję, jaką pan chciał, trzeba jednak trochę czasu.
Wiadomo, nie od razu Kraków zbudowano. Nie wystarczy miesiąc. Ale co mogę powiedzieć?

Jakie błędy pan popełnił?
Wiem, co zrobiłem źle, zostawiam to dla siebie. Ale nie mam sobie nic do zarzucenia. Oczywiście można było inaczej przeprowadzić zmiany. W meczu ze Standardem zdjąć Nuneza dwie minuty wcześniej.

Pan nie ma sobie nic do zarzucenia, a więc co zarzucili panu szefowie?

Kazimierz Moskal: Brak wyników.

To chyba wystarczający powód. W okresie, w którym prowadził pan Wisłę, zajęliście 11. miejsce w lidze, podobnie jak Cracovia. Może ta koncepcja nie jest słuszna?
To jest moja wizja i nie będę jej zmieniał. Nie cierpię gry długą piłką i jej wybijania. Uważam, że jedenastu zawodników powinno brać udział w konstruowaniu akcji i wszyscy powinni brać udział w grze defensywnej.

Inteligentny futbol?
Tak. Ale najważniejsze jest strzelanie i od początku to mówiłem piłkarzom. Jako piłkarz zawsze lubiłem taką grę, podaniami w hali, gdzie na małej przestrzeni jest dużo kontaktu z piłką. Przecież żeby coś robić z przekonaniem i pasją, to musi to sprawiać przyjemność. Czekam na mecz Barcelony inaczej niż na inny. To jak wyjście do teatru, bo muszę się przygotować. Mówi się, że dla piłkarza i trenera mecz ma być jak święto, ale każdy mecz Barcelony to coś więcej, jak Boże Narodzenie.

Piłkarzom to się podobało.
Tak sądzę, każdy czerpał z tego dużo satysfakcji. Ktoś może lubi grać długą piłkę, ale w tym przypadku mało ludzi bierze udział w akcji. A ja wychodzę z założenia, że po to człowiek wychodzi na boisko, żeby mieć przyjemność z gry, żeby coś wnieść.

Sprawa Małeckego pana dobiła?
To było trudne, choć zdawałem sobie sprawę z tego, jaki jest.
Czy to nie był cios, jakieś przełomowe wydarzenie? Małecki to… Mały Brutus?
Kazimierz Moskal: Ja tego nie powiedziałem, ale chyba wszystko zostało powiedziane w tej sprawie.

Jak wyglądał poprzedni czwartek? Dzień zwolnienia?
Miałem wszystko przygotowane, ściągnąłem nawet zawodników z Młodej Ekstraklasy, bo nie mieliśmy wystarczającej liczby piłkarzy, żeby poprowadzić taki trening, jaki chciałem. Ale poprowadził go już Michał Probierz. Byłem zaskoczony i tyle. Przyjechałem do klubu, przedstawiono mi decyzję, poszedłem do szatni, pożegnałem się z zespołem, spakowałem się i pojechałem do domu. Trudno mi się z tym pogodzić, bo uważałem, że jest jeszcze sporo do zrobienia. Nie powiem, że o tym zapomniałem i życie toczy się dalej, bo wciąż mnie to boli i szybko boleć nie przestanie. Czasem trzeba żyć z bólem. Tym bardziej że dotyczy to mnie i Wisły, a nie jakiegoś innego klubu.

Czy teraz zostanie pan wiecznym asystentem?
Nie wysyłam do klubów CV. Jeśli trafi się propozycja, to ją rozważę, ale z wielką przyjemnością pracowałem i pracowałbym w Wiśle.

A jeśli w małżeństwie jedna strona zdradza drugą, to ile ta druga wytrzyma? Jeden skok w bok, dwa? Gdzie jest granica?
Nie chodzi o zdradę, dla mnie ten klub jest wyjątkowy. Powiedziałem, że jeśli zostanę wyrzucony, to będę się zastanawiał…

Klub to słowo alibi, ale za nim kryją się konkretni ludzie.
Właśnie, dlatego zdaję sobie sprawę, że mnie może nie być, piłkarza, prezesa, dyrektora sportowego, ale klub będzie trwał. I ja w tym klubie zawsze chciałem być. Od najmłodszych lat oglądałem w telewizji Wisłę. Moim bohaterem był wtedy Andrzej Iwan i od tego się zaczęło.

Przez kilka miesięcy przeszedł pan przyspieszony kurs trenerski. Plaga kontuzji, kartek, bunt piłkarza.
Faktycznie splot dziwnych sytuacji, zwariowany czas. Dobra szkoła.

W szkole człowiek się uczy po to, żeby potem iść do pracy. Jeśli ktoś uważa się za dobrego aktora, to nie zadowoli się graniem kolejnej roli barmana w filmie o gangsterach.
Chcecie, żebym zadeklarował, że chcę być trenerem kadry?

Nie oczekujemy tego.

To dobrze, bo ja po prostu chcę pracować, z pierwszą drużyną, z młodzieżą czy z rezerwami. Robić to jak najlepiej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: