Piłkarz, który ograł już niejeden zespół w dresach

dziś Łukasz Teodorczyk strzela bramki dla Dynama Kijów. To historia Łukasza, którą publikowałem w Przeglądzie Sportowym zanim jeszcze zadebiutował w kadrze narodowej. On sam nie był z niej zadowolony i chyba długo przez ten tekst nie pogadamy, to jednak chciałem pokazać niezwykłą drogę zawodnika z dołów społecznych na wysoki europejski poziom.

W gimnazjum numer 1 w Żurominie na tablicach ściennych wiszą zdjęcia Łukasza Teodorczyka. Nauczyciele lubią podawać jego przykład – tego, któremu się udało. Dowód na to, że nikt z góry nie jest skazany na parszywy los, jeśli potrafi wykorzystać talent, który posiada. Teodorczyk dzięki piłce wyrwał się do lepszego świata. Teresa Teodorczyk, matka piłkarza, mówi, że gdyby mu się nie udało, nie wytrzymałaby tego psychicznie.

Skromną salową z miejscowego szpitala życie już wcześniej potraktowało brutalnie – mąż, Tadeusz, pił. Przez wódkę stracił pracę sprzątacza na dworcu PKS. Z jednej pensji wyżyć było ciężko. W ciasnym dwupokojowym mieszkaniu w tzw. bloku pielęgniarskim w centrum Żuromina, atmosfera zaczęła gęstnieć. Bezrobotny mąż znęcał się nad dziećmi i żoną, przez co został stałym bywalcem aresztu. W końcu starsi synowie Tomasz i Łukasz (trzeci, Czarek był za młody, miał ledwie 7 lat) powiedzieli: „Wyrzuć go, bo my to zrobimy”. Posłuchała, jest osiem lat po rozwodzie. Łukasz od tamtej pory nie widywał już ojca.
Kolejny cios przyszedł, gdy problemy z prawem zaczął mieć starszy z synów – Tomek. Wpadł w złe towarzystwo, zaczęły się kradzieże, narkotyki. Matka wierzy, że to dobry chłopak i wyjdzie na prostą. Łukasz jest jego przeciwieństwem. W Żurominie mówią, że zawsze szedł w drugą stronę, nie chciał przegrać życia.

Najlepszy na Mazowszu
– Zero alkoholu czy papierosów. Początkowo był luzakiem, ale w drugiej klasie gimnazjum nastąpił przełom, gdy zrozumiał, co jest ważne w życiu. Znacznie się poprawił w nauce. To jest naprawdę inteligentny chłopak, zaczął wykorzystywać swój potencjał. Dzięki temu i talentowi do sportu szybko stał się jedną z ważnych postaci w klasie, kimś w rodzaju lidera – uważa Zbigniew Gralewski, wychowawca Teodorczyka z gimnazjum.
Ale wszystko było i tak na drugim planie. Interesowała go właściwie tylko piłka. – Albo grał w piłkę albo stał z piłką, albo szedł z piłką. Widziałem go tylko z piłką. – mówi Tadeusz Szulborski, który był drugim trenerem piłkarza (pierwszy to Andrzej Murawski).

Właśnie Szulborski, który od lat nie ma kontaktu z piłkarzem, woził go na zgrupowania kadry młodzieżowej Mazowsza. Teodorczyk wpadł w oko Zygmuntowi Ocimkowi, który sprawował nadzór nad szkoleniem młodzieży w województwie. Było to podczas turniejów reprezentacji okręgów. W Radomiu grali najlepsi młodzieżowcy z Siedlec, południa Warszawy i miejscowi, a w Raciążu chłopcy z północy Warszawy, Płocka oraz Ostrołęki i Ciechanowa.
– W sumie ponad setka najlepszych chłopaków w województwie i Łukasz się spośród nich wyróżniał – mówi Ocimek, który wkrótce zaproponował Teodorczykowi przeprowadzkę do Piaseczna, do tworzonej tam Szkoły Mistrzostwa Sportowego.

– Wszystko było dogadane. W Piasecznie trzeba było płacić czesne, ale Łukasz miał tam chodzić za darmo. Nagle jednak kontakt się zerwał, nie wiem dlaczego, sprawa upadła – wspomina Szulborski.
Marcin Sasal, który wtedy kierował szkołą, przypomina sobie, że Teodorczyk z dnia na dzień zrezygnował. Nie ma pojęcia dlaczego. Potem różne kluby próbowały namówić go na transfer. Nie udało się też bezpośredniej konkurencji Piaseczna, czyli SMS–owi Łódź. Przedstawiciele szkoły Janusza Matusiaka odwiedzili nawet mamę Łukasza, ale zostali odesłani z kwitkiem.

– Łukasz był tak dobry, że na meczach naszej drużyny 12-latków powtarzał się pewien rytuał. Po każdym spotkaniu trener przeciwników chciał zobaczyć jego legitymację, czy czasem nie jest starszy. Potem przepraszali, bo przecież Łukasz był młodszy od kolegów o rok. Już wtedy mówiłem, że to błąd, że nie chce odejść, bo każdy sezon w Żurominie jest dla niego stracony. Myślę, że zasiedział się u nas o dwa, trzy lata za długo. Co najmniej – mówi Szulborski.

To matka nie chciała puścić syna samego do Warszawy, bała się, chciała mieć go przy sobie. Teodorczyk obiecał, że do 18 roku życia nie ruszy się z Żuromina, ale później wyjedzie. Sasal pamięta, że w pewnym momencie przestał zjawiać się na kadrze Mazowsza. Nie odbierał telefonów, jakby zapadł się pod ziemię.
– Wiedziałem, że dostał kiedyś ofertę z jednego z klubów, ale nie chciał jechać. Miałem wrażenie, że trochę wstydził się tego, że w domu było biednie, że nie ma się w co ubrać – zastanawia się Gralewski.

Piłkarze w dresach
Gdy chłopcy pojechali na mecz z Unią Janikowo, z nowiuteńkiego klubowego autokaru rywali wyszła ekipa postawnych chłopców, w eleganckich dresach, z firmowymi torbami.

– Część chłopaków wystraszyła się, że to taki świetny zespół. Łukasz podszedł do mnie: „Spokojnie trenerze, już nie jeden zespół w dresach ograłem”. Wygraliśmy 6:2, Łukasz zdobył 4 bramki – mówi Robert Piotrowski, były zawodnik Wkry, który przez kilka lat prowadził Teodorczyka w drużynach młodzieżowych. Przypomina sobie debiut zawodnika.
– Było to w meczu z Iskrą Krasne. Wygraliśmy 5:1, a Łukasz strzelił wszystkie gole. Każdy w ten sam sposób. Brał piłkę od środka boiska, kiwał wszystkich na swojej drodze, a na końcu bramkarza – mówi Piotrowski. – Najwięcej goli strzelił w meczu z Wieczfnianką. Jedenaście.

Łukasz strzelał, a trener śpiewał mu przebój grupy „Big Cyc”: „Shazza, kto mi ciebie kochać kazał”. W Żurominie nikt nie może sobie przypomnieć dlaczego właśnie Shazza, ale wszyscy tak o Łukaszu mówią. Może jakiś związek z tym pseudonimem ma fakt, że wydawca piosenkarki również pochodzi z Żuromina. Zbigniew Retkowski, właściciel firmy Omega Music to dalsza rodzina prezesa Wkry. Sam zawodnik z disco polo nie ma nic wspólnego. Lubi polski hip hop. Teksty, nawet te bardzo wulgarne, cytuje na swoim profilu na portalu społecznościowym facebook.
Poza Żurominem nikt nie musiał znać jego pseudonimu, ale wszyscy wiedzieli, że jest tam napastnik, na którego trzeba przynajmniej dwóch obrońców.

Gdy Wkra zajęła drugie miejsce w mistrzostwach Mazowsza gimnazjów, zaraz za Polonią, Paweł Olczak, obecny dyrektor Polonii próbował ściągnąć go do Warszawy. Dostał odpowiedź odmowną. Podobnie jak Lechia Gdańsk.

Zanim będzie kolejka
Jako szesnastolatek Teodorczyk wszedł do drużyny seniorów, a rok później jego bramki dały drużynie awans do IV ligi. Wkra Żuromin w sezonie 2008/09 wygrała swoją okręgówkę, a siedemnastoletni napastnik strzelił 36 goli.
Pojechał na testy do Arki Gdynia. W sumie przez przypadek, bo w odwiedziny do rodziny do Żuromina przyjechał znany trener młodzieży z trójmiasta Jerzy Brzyski, i jak to mają w zwyczaju ludzie futbolu, poszedł na mecz miejscowej drużyny. A po meczu zadzwonił do szefów klubu z Gdyni.

Teodorczyk pojechał na testy. Trochę nielegalnie, ale choć w Żurominie wszyscy o nich wiedzieli, nikt nie robił problemów. Chodziło o to, żeby się przebił.

– Gdy widziałem tego chłopaka od razu wiedziałem, że to materiał na zawodnika wysokiej klasy. Gdy dostawał piłkę i miał trzech rywali, potrafił wyjść z sytuacji. Szukał dobrych rozwiązań. Pojechał z Arką na obóz, strzelił kilka bramek w sparingach seniorów, ale trenerzy długo się wahali. Gdy pytali mnie o zdanie, mówiłem: „Bierzcie go w ciemno. Teraz jest prawie za darmo, a za chwilę ustawi się kolejka” – wspomina Brzyski.

Arka Teodorczyka nie wzięła, ale transfer do poważnego klubu był kwestią czasu.
Łukasz pograł jeszcze rundę w IV lidze, strzelił 10 bramek, zaliczył kilka asyst i został zawodnikiem Polonii. Do walki włączyła się jeszcze Wisła Płock, której wbił dwa gole w barażu o awans do najwyższej ligi juniorskiej.
– W Płocku mieliśmy bardzo dobry rocznik, zdobyliśmy mistrzostwo Polski. A mimo to, na tle moich chłopców Łukasz zdecydowanie się wyróżniał, ale miał wtedy już ofertę z warszawskiej Polonii. Oni dawali mu lepsze warunki, więc wiedzieliśmy, że jesteśmy bez szans – uważa Zbigniew Mierzyński, wówczas trener młodzieży w Płocku.

Andrzejowi Retkowskiemu, prezesowi klubu z Żuromina i właścicielowi miejscowemu zakładu kamieniarskiego, niektórzy do dziś zarzucają, że sprzedał go zbyt tanio, że nie podpisał korzystnej umowy, że klub nie zarobił na nim tyle ile mógł. Wkra dostała za piłkarza 25 tysięcy złotych.

– Sprzedaliśmy go zgodnie z przepisami, dostaliśmy tyle, ile mogliśmy dostać za wyszkolenie. Oczywiście, że mogliśmy puścić go do jakiegoś zespołu za lepsze pieniądze, ale dla nas najważniejsze było, żeby się rozwijał. A Polonia dawała największe szanse. Po to między innymi są kluby czwartoligowe, aby starać się wyhodować jakiś talent dla futbolu. Naszym był Łukasz. Ludzie mówili, że powinniśmy dostać 50 tysięcy, ale takiej oferty nie było. Poza tym, co z tego, że sprzedałbym go o kilka tysięcy drożej, gdyby gdzieś wsiąkł jak wielu innych utalentowanych chłopców? – przedstawia swoją filozofię Retkowski.

Zgadza się z nim były trener Teodorczyka, Robert Piotrowski. – Nie mieliśmy prawa go trzymać. Pamiętam jak pojechaliśmy gdzieś na mecz, trenerzy mówili: „Tego zawodnika długo nie utrzymacie”. Paweł Miąszkiewicz, który był trenerem Victorii Sulejówek mówił: „On nie może tracić u was nawet miesiąca” – wspomina szkoleniowiec.

Testy Pali
Paweł Olczak obecny dyrektor sportowy, a wtedy asystent Pali i kierownik drużyny grającej w Młodej Ekstraklasie, cały czas obserwował Teodorczyka i zaprosił go na testy. – Za pierwszym razem nie byliśmy w stanie zapewnić mu odpowiednich warunków. Potem już tak – mówi Paweł Olczak.

O słynnym naborze Pali było głośno w mediach. – Ludzie śmiali się ze mnie, że szukam napastników o określonym wzroście. Ale trudno, przecież z takiego naboru właśnie był Łukasz. Graliśmy mecz z reprezentacją afrykańskich zawodników szukających angażu w Polsce. Łukasz strzelił trzy bramki. Ale nie tylko tym zrobił wrażenie, bardzo szybko wychodził do prostopadłych piłek, był dynamiczny. Paweł Olczak powiedział wtedy, że już raz chciał go do Polonii, ale nie udało się dogadać. Powiedziałem, że tym razem musimy się porozumieć, bo ten zawodnik wkrótce będzie grał poważną piłkę – mówi czeski trener.

Początkowo zarząd się wahał, czy wydać 25 tysięcy. Olczak ryzykował głową, bo choć Józef Wojciechowski trwonił setki tysięcy na kontrakty przereklamowanych gwiazd, to jednak takich pieniędzy za zawodnika Młodej Ekstraklasy wcześniej nie wydał. Ostatecznie Olczak zdołał przekonać zarząd na wypożyczenie z opcją transferu definitywnego. W trakcie przygotowań zimowych Teodorczyk strzelił 17 bramek w sparingach i Olczak dostał informację od zarządu: „Zapomnij o wypożyczeniu. Bierzemy go na stałe”.

Faul Vrdoljaka
23 kwietnia 2011 roku po raz trzeci wyszedł na boisko ekstraklasy. Napisaliśmy wtedy.
„Na ostatnie 20 minut wszedł Łukasz Teodorczyk, najlepszy strzelec Młodej Ekstraklasy (13 goli w 18 meczach). Miał trzy świetne szanse, ale na drodze za każdym razem stawał Marcelo Moretto. – Na różne sposoby próbowałem: po ziemi, w powietrzu… Ale niestety – rozłożył ręce młody napastnik. Piłka sama go szuka. W przyszłości powinien błyszczeć w tej lidze”.

Nie było to jakieś specjalne osiągnięcie w dziedzinie przewidywania przyszłości. Teodorczyk od razu rzuca się w oczy jako agresywny, silny i ostro grający napastnik, który fantastycznie znajduje się w sytuacji, szybkim ruchem mija obrońcę i nagle znajduje się przed bramkarzem.

Szansę dał mu Jacek Zieliński, który dziś jest trenerem Ruchu, rywala Polonii. Teodorczyk zdołał nawet przebić się do wyjściowej jedenastki, ale w meczu z warszawską Legią Ivica Vrdoljak załatwił mu brutalnym atakiem przymusowy kilkumiesięczny odpoczynek.

Teraz na pewno dobrze dla niego się stało, że trenerem Polonii został Piotr Stokowiec. On wymaga od zawodników gry odważnej i bezkompromisowej. Ale czy uwierzyliby mu, gdyby sam bał się stawiać na młodych i bezkompromisowych graczy? Czy miałby prawo wymagać od zawodników aby nie kalkulowali, gdyby sam to robił?
Oczywiście Teodorczyk sam wygrał swoją szansę, która nadarzyła się w tym sezonie. W Polonii nie chciał grać Edgar Cani a nieprzygotowany był Wladimer Dwaliszwili.

Stokowiec rzucił wszystko na jedną szalę. Losy ataku powierzył duetowi Paweł Wszołek – Łukasz Teodorczyk. Obaj piłkarze przyszli do Polonii w tym samym roku. Wszołek latem, a Teodorczyk kilka miesięcy później – w grudniu. Od razu przypadli sobie do gustu. Do tego stopnia, że wspólnie zamieszkali.

– Gra nam się idealnie. Zagrywam w ciemno, bo wiem, że Paweł tam będzie – mówił „PS” Teodorczyk.
Objazd po Polsce robili niedawno przedstawiciele zachodniego klubu, grającego na co dzień w Lidze Mistrzów. Z zawodników, których widzieli w naszej ekstraklasie, wynotowali jedynie nazwisko: Teodorczyka, choć w rubryce minusów wpisali słabe wyszkolenie techniczne.

Wszołek trafił już do kadry narodowej i ma szanse zostać tam na dłużej. Teodorczyk ponoć jest gdzieś w kręgu osób, którymi zainteresowany jest selekcjoner Waldemar Fornalik.
– Pamiętam że wtedy w Żurominie zobaczyłem talent, jaki rzadko się spotyka. Jestem pewien, że gdyby nie ta kontuzja w meczu z Legią, już dziś byłby po debiucie w reprezentacji – mówi Jerzy Brzyski.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: