Archive for Historie niezwykłe

Portet prawdziwy

z serii historie niezwykłe, czyli co archiwalnego polecam do poczytania… dzisiaj będzie coś zza oceanu

– Hej, ty, wciąż pracujesz dla tej szmaty? – zapytał DiMaggio
– Mas na myśli Esquire? – odparł Gay Talese
– Dokładnie.
– Już nie, odszedłem.

To była historia, która wstrząsnęła ponoć dziennikarskim światem w Stanach Zjednoczonych. Pisałem o niej przy okazji recenzji książki „Best American Sports Writing of the century, której wydawcy uznali opisywany tekst za najlepszy w historii dziennikarstwa sportowego w USA. Bardzo kontrowersyjne.
Gay Talese, młody dziennikarz z Nowego Jorku, wtedy mający już opinię wschodzącej gwiazdy, poleciał na drugi koniec Stanów Zjednoczonych, by przedstawić czytelnikom Esquire (taki luźny magazyn luźnych opinii dla facetów, poważniejszy niż Playboy, mniej poważny niż Polityka) sylwetkę Joe DiMaggio, największego baseballisty jaki chodził po tej ziemi. Metoda Talese jest uważana w USA za rewolucyjną. a nim poszli kolejni amerykańscy dziennikarze (Wolfe, Breslin, Mailer i przede wszystkim Truman Capote, którego znają wszyscy nawet nie będący fanami sportu), którzy doszli do wniosku, że tekst w gazecie powinni raczej czytać się jak opowiadanie, nie jako dokument. Zresztą, poczytajcie polskich klasyków, choćby Tochmana.
Osobiście wyrażam pogląd, że między tymi dwoma formami można lawirować.
Jaki naprawdę był Joe di Maggio, jeden z tych największych? Możecie poobserwować go zza kulis. To jest właśnie niezwykłe (dlatego wrzucam to do historii niezwykłych), Talese pokazuje jak się ubiera, co je, jak żyje, o czym rozmawia, jak upływa jego zwykły dzień. Pokazuje człowieka. A człowiek nie jest pomnikiem, co jak się później okazało, lekko pana DiMaggio zirytowało. Stąd „TA SZMATA”.

Spokojny sezon bohatera

Dla tych, którzy chcieliby poczytać inne rewolucyjne artykuły z TEJ SZMATY

przy okazji zamieszczę w dziale recenzje większy kawałek pracy pana dziennikarza. W książce „Gay Talese Reader – portraits & encounters” jest kilka świetnych (podobno) sylwetek sportowców…

PS. Chciałbym wrzucić jakieś polskie teksty ale niestety zasoby są ograniczone. Mam taki pomysł, żeby zrobić skany starych tekstów Olszańskiego, Tomaszewskiego, Biegi i innych starych wyjadaczy i wrzucić do poczytania, chociaż będzie to wyglądało totalnie amatorsko. Niestety, nasze gazety nie dbają o archiwa…

Reklamy

5 Komentarzy

Mr. Chablis

Historie niezwykłe

Przypomnę kilka niesamowitych lecz zapomnianych sportowych historii ze światowej prasy. Do poczytania na weekend. Niektóre są dość długie, więc nie będę ich tłumaczył. Nie od tego jest ten blog. Tu prezentuję swoje poglądy, czasem rozsądne, czasem ekstremalne, czasem nijakie. Ale i pokaże czym zajmuje się w wolnych chwilach. A zajmuję się właśnie wyszukiwaniem tekstów i czytaniem ich… tak wiem monotonne życie prowadzę. Przywykłem. Czasem te teksty mają wpływ na moje późniejsze artykuły, czasem nie. Ale nie ważne. Po prostu nie ma to jak przeczytać dobrą historię.

Zacznę od opowieści o piłkarzu, który kiedyś, kiedyś był gwiazdą futbolu, a dzisiaj mało kto go pamięta. A może nawet nie tak bardzo kiedyś, bo przecież historia będzie dotyczy piłkarza, który zakończył karierę 21 lat temu. To Kenny Sansom, legendarny obrońca Arsenalu i podpora reprezentacji Anglii, pijak jakich w piłce było niewielu.

Mr. Chablis

– Nazywam się Kenny i jestem alkoholikiem – przyznał Sansom, znany też jak Mr. Chablis. W latach 80-tych rozegrał 86 meczów  reprezentacji Anglii. Jego pseudonim wziął się od nazwy regionu, w którym produkowano jego ulubione wina. Potrafił wypić siedem butelek dziennie.

– Zniknąłem na cztery dni, moja rodzina się bała. Moje córki, Natalie i Katie, obeszły wszystkie miejscowe hotele aż w końcu mnie znalazły – opowiada w rozmowie z „Daily Mail” (gazeta atakująca Żydów przed drugą wojną światową a ostatnio publikującą antypolskie artykuły. Na pytanie czemu więc ją cytuję, odpowiadam: nie wiem, pewnie dlatego, że akurat tam znalazłem tę historię. Mam do siebie z tego powodu pretensje, więc za każdym razem gdy będę korzystał z DM przypomnę, że jest to nazistowska gazetka i nie należy czytać w niej działu „Opinie”). – Leżałem nagi w moim pokoju, butelki były rozrzucone dookoła łóżka, ale kiedy otworzyły drzwi, pierwszą rzeczą jaką zobaczyły było otwarte okno. Myślały, że wyskoczyłem.

Pewnie wtedy byłaby to ulga dla wielu osób. Wspaniały niegdyś obrońca, jest jednym z największych pijaków jakich kiedykolwiek widział świat. Większym nawet niż sam George Best, z którym czasem upijał się do nieprzytomności… chociaż akurat wiele osób lubi chwalić się piciem z Georgem Bestem.

Sansom jest Londyńczykiem, zaczynał karierę w  Crystal Palace. W drużynach młodzieżowych zasłynął ze świetnego ustawiania się i dużej, jak na współczesnego obrońcę, szybkości. Szybko przebił się do pierwszego zespołu. Zadebiutował w Crystal Palace w wieku lat 17, szybko stał się tam gwiazdą. Gdy w sezonie 1978/79 wywalczył ze swoim zespołem awans do First Division wiadomo było, że szybko trafi do któregoś z przyzwoitych klubów. Chociaż Crystal Palace nieźle radziło sobie w najwyższej klasie rozgrywkowej, w 1980 roku przeniósł się do Arsenalu, gdzie grał przez 9 lat. W międzyczasie wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce drużyny narodowej, na pozycji lewego obrońcy. Można go oglądać w skrótach z Mistrzostw Świata w 1982 roku. Jest też utrwalony na jednym z najsłynniejszych krótkich filmów w historii futbolu. Był jednym z tych piłkarzy bezskutecznie goniących Diego Armando Maradonę, gdy ten strzelał najpiękniejszą, być może, bramkę w historii futbolu.
Ostatnie mecze w drużynie narodowej rozgrywał w 1988 roku podczas Mistrzostw Europy. Znalazł godnego następce w osobie Stuarta „Psycho” Pearce’a.

Sansom przez całe lata 80-te był jednak w absolutnej czołówce angielskich piłkarzy. Grał znakomicie, często na kacu, a w wolnych chwilach pił. Właściwie picie alkoholu było jego jedynym hobby.

Sansom wspomina: – Przed tym jak graliśmy z Luton w finale Pucharu Ligi, drużyna jechała na wycieczkę integracyjną na Marbellę. Beze mnie. Ja w dniu wylotu wróciłem do domu o 3 po północy, absolutnie zarżnięty. Odmówiłem wyjazdu ale Grahama (George – MW) przekazał mi, że albo do nich dołączę albo nie zagram w finale. Wyleciałem więc tak wcześnie jak było to tylko możliwe i na miejscu chodziłem pijany po Puerto Banus starając się odkryć w którym hotelu stacjonuje Arsenal.

„Gunners” oczywiście przegrali mecz a Sansom wkrótce opuścił drużynę, ale o tym już w tekście, który polecam:
Kenny Sansom: Straciłem żonę, przepiłem pieniądze i prawie straciłem życie, jak mój stary druch George Best

Dodaj komentarz