Archive for Barry Douglas

Szkot, który naprawiał lodówki

To tekst, który pisałem do „PS” we wrześniu 2013roku, krótko po tym jak Barry Douglas, bardzo sympatyczny Szkot, przyjechał do Polski. Barry na pewno stał się jedną z charakterystycznych postaci ligi, a jego wolne to ozdoba ligi.

Barry Douglas odzyskał włosy. Jeszcze kilka miesięcy temu chodziło ogolony na łyso. To na znak solidarności z wujkiem Scottem. Rok temu u tego 52-latka zdiagnozowano nowotwór płuc.
– Było już za późno. Przerzuty były zbyt duże. Wiedzieliśmy, że choroba jest śmiertelna – mówi Barry. Założył stronę internetową, za pośrednictwem której zbiera pieniądze dla chorych. We wrześniu zeszłego roku wujek zmarł, co Barry bardzo przeżył. Dla niego był kimś wyjątkowym.
– Ojciec odszedł od nas, gdy miałem trzy lata. Od tego czasu wujek mi go zastępował. Chodził ze mną do parku, kopaliśmy piłkę. Chciał, żebym został piłkarzem. On sam mógł nim być. U nas, w Pollok, ludzie mówili, że miał talent, był dobrym środkowym pomocnikiem i miał możliwość, by zostać zawodowym piłkarzem. Tyle że za dużo czasu spędzał na zabawach z kolegami. Dlatego potem pilnował mnie. Zwracał uwagę, żebym odpowiednio spędzał czas – mówi lewy obrońca Lecha, który latem trafił do Poznania. Szybko złapał kontuzję, dopiero niedawno wrócił do pełni sił. Ma dużą szansę zadebiutować w sobotnim meczu ze Śląskiem, bo Luis Henriquez dopiero w przeddzień spotkania wraca ze zgrupowania kadry narodowej.

Z biednej dzielnicy
Marzenie wujka Scotta spełniło się. 20 czerwca 2010 roku 21-letni Barry podpisał zawodowy kontrakt z Dundee United. A jeszcze kilka lat wcześniej menedżerowie z klubu w Livingston powiedzieli, że się nie nadaje.

– Menedżer podszedł do nas. Pokazywał i mówił: „Tak, tak, tak, ty Barry nie, za mały jesteś. Ale będziemy cię obserwować”. Dla mnie w tym momencie stało się jasne, że to koniec marzeń o karierze piłkarza – mówi Douglas.

Dziś wiemy, że czarny scenariusz się nie spełnił. Barry nie będzie tak jak jego wujek niespełnionym piłkarzem. Gdy przeszedł do Lecha, wywołało to spore zdziwienie zarówno w Szkocji, jak i w Polsce. Na razie imponuje zdjęciami nowej dziewczyny Debbie Shaw, ale Szkoci zapewniają, że wkrótce zacznie imponować ciągiem na bramkę i świetnym dośrodkowaniem. Ma stworzyć konkurencję na lewej stronie, a w dalszej perspektywie zastąpić Henriqueza, który od lat jest etatowym lewym obrońcą, ale daleko mu do statusu gwiazdy w naszej niezbyt przecież wymagającej ekstraklasie. Jego szkocki rywal jest 8 lat młodszy i wciąż się rozwija. Na razie nie mógł podjąć rywalizacji, bo leczył kontuzję.

Zmagania z pogodą
Nowy piłkarz Lecha wychował się w Pollok. Kilkanaście lat temu była to biedna dzielnica Glasgow, gdzie żyło sporo patologicznych rodzin. Teraz sytuacja nieco się poprawiła.
– To taka okolica, gdzie są alkohol, narkotyki, no i piłka, która jest sposobem wyrwania się z biedy – opisuje. Jako mały chłopiec kibicował Rangersom, podobnie jak większość dzieciaków z dzielnicy, i wyobrażał sobie, że jest Paulem Gascoignem albo Brianem Laudrupem, którzy w połowie lat 90. byli największymi gwiazdami klubu z Ibrox. Czasem poszedł na mecz, raz był nawet na derbach z Celtikiem, ale wizyty na Ibrox były rzadkie. Barry w weekendy zazwyczaj sam grał w piłkę z kolegami z drużyny Renfrew Victoria.

– Przyprowadził go dziadek. Był 1996 roku i Barry chciał załapać się do gry ze starszymi o rok i dwa chłopcami w lidze siedmioosobowej dystryktu Johnstone – mówi prezes Renfrew Stuart Wild.
– Pamiętam, że to była zimna sobota i mały zmagał się z pogodą, ale po rozgrzewce, gdy zaczął indywidualne treningi z piłką i grę na wymianę podań, zorientowaliśmy się, że trafił nam się dużego kalibru talent. Barry świetnie czuł się z piłką przy nodze i po kilku treningach zapewnił sobie miejsce w zespole. Wyróżniał się na tyle, że do dziś pamiętam kilka jego świetnych bramek z dystansu – dodaje Wild.

Barry, jak sam mówi, szybko został dostrzeżony i wyciągnięty przez skautów Celticu Glasgow.
– Przez rok trenowałem dwa razy w tygodniu w Renfrew i raz lub dwa razy w Celticu. Potem zgłosili się Rangers i przeszedłem tam. To był oczywisty wybór – mówi.

Puste trybuny
Po jakimś czasie przeniósł się do Livingston. Codziennie po szkole wsiadał z mamą lub dziadkiem Jimmym w samochód i jechał na trening. Godzinę, nic specjalnego. Ale gdy skończył 16 lat, usłyszał, że w Szkocji z tym wzrostem kariery nie zrobi.

– Dałem sobie spokój. Grałem raz w tygodniu z kolegami na małym boisku. Ludzie przychodzili i mówili, że powinienem pójść do klubu. Korciło mnie, aż w końcu przyszło zaproszenie z Queens Park Glasgow. Przygotowywałem się z nimi do sezonu i zostałem w drużynie juniorów. Po dwóch latach zespół awansował do pierwszego zespołu. Queens Park to dość specyficzna drużyna. Za grę nie dostaje się pieniędzy, na trybuny w trzeciej lidze przychodzi po pół tysiąca osób. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że na stadion może wejść ponad 50 tysięcy fanów.

– Nasz obiekt to Hampden Park, czyli stadion narodowy. Można więc odnieść wrażenie, że gramy na pustym stadionie. Faktem jest, że mamy mało kibiców, ale są za to bardzo wierni – zapewnia Gardner Speirs, menedżer klubu. Zawodnicy przychodzą się tu raczej wypromować, bo klub słynie z dobrego szkolenia młodzieży, ma świetne zaplecze i pokrywa wszystkie wydatki. Douglas spędził tu dwa sezony w zespole seniorów. Już po pierwszym pojawiły się oferty, ale zdecydował, że zostanie.
– Najpierw robiłem praktykę w zawodzie technika lodówek. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, chciałem mieć dobry zawód – mówi. Codziennie wkładał kombinezon z charakterystycznym niebieskim logo firmy KB Refrigeration i ruszał na podbój marketów. Bo jego praca to było właśnie naprawianie zepsutych lodówek w sklepach.

– Myślałem wtedy: „Jeszcze będę grał w piłkę, wiem to”. To była trudna praca fizyczna, dlatego teraz tym bardziej doceniam to, co mam – opowiada Douglas.

Zmiennik gwiazdy
W końcu nie mógł czekać. Zagrał znakomity sezon, strzelił 8 goli, zaliczył pełno asyst.
– Był znakomity. Ma świetne uderzenie z wolnego z 20–25 metrów. Dobrze wykonuje też stałe fragmenty gry, a jeśli ktoś inny dośrodkowywał z rożnego, Barry miał znakomity wyskok. Poza tym doskonale podłączał się do akcji ofensywnych. Robił szybki postęp, z każdym sezonem był lepszy. Widać było, że jest bardzo zdeterminowany, żeby zrobić karierę. Wyróżniał się siłą, potrafił przestawiać znacznie większych przeciwników. Oczywiście, że trudno było pogodzić się nam z jego utratą, ale takie jest przeznaczenie naszego klubu: dawać szansę piłkarzom, promować ich. Spodziewaliśmy się, że odejdzie. Zgłosiły się trzy kluby: angielski Watford oraz szkockie Motherwell i Dundee. Peter Houston go przekonał – mówi Speirs.

Peter Houston, menedżer United, był uważany za jednego z najlepszych menedżerów w Szkocji, miłośnika ofensywnego stylu gry, do którego Barry idealnie pasował. Houston preferuje grę bardziej europejską niż szkocką: woli grać po ziemi, a kluczowymi postaciami u niego są właśnie boczni obrońcy, którzy mają wykorzystywać silnych środkowych napastników. W Dundee podstawowym zawodnikiem był wtedy Paul Dixon. Barry był jego zmiennikiem. W sezonie 2010/11 grał sporo, ale w kolejnym już znacznie rzadziej.

– Barry dobrze zastępował Paula, ale w jego drugim sezonie miał pecha. Nie był słabszy, po prostu Paul osiągnął doskonały poziom. Dopiero gdy odszedł do Huddersfield, Barry mógł się rozwinąć i szło mu naprawdę świetnie – mówi „PS” Houston, który w tym czasie był menedżerem Dundee United. Douglas w ostatnim sezonie zaliczył 6 asyst w sezonie.

– To zawodnik, który idealnie dośrodkowuje. Powiedziałbym, że ma „celność dośrodkowania 10”. Bardzo dużo dawał silnym środkowym napastnikom. Jeśli w Lechu są tacy, którzy potrafią wykorzystać jego podanie, wyjść do niego, będzie to duże wzmocnienie – dodaje Houston.

Oferta ze wschodu
Kariera profesjonalnego piłkarza oznaczała spełnienie marzeń Barry’ego. Rzucił pracę przy naprawianiu lodówek i zobaczył kawałek świata.

– Mój pierwszy duży mecz był na Ibrox Park z Rangersami. Przegraliśmy 0:4, ale gdy widziałem tych ludzi, którzy zapełnili trybuny, patrzyli na mnie, na to, co robię, wiedziałem, że to było właśnie to, czego szukałem – mówi Barry.

Ostatni sezon miał na tyle udany, że w pewnym momencie na stadion zaczęli przyjeżdżać obserwatorzy z Polski. Gdy wiadomość przebiła się do prasy, trener Kolejorza Mariusz Rumak udawał zaskoczonego. – Douglas? Chyba Kirk – odpowiadał. Był nawet przekonujący, ale wtajemniczeni wiedzieli, że blefuje, bo Szkota oglądał już od początku lutego.

Nieformalnym pośrednikiem w transferze został Radosław Cierzniak, bramkarz Dundee United. To jego Barry pytał o zdanie na temat Lecha i Poznania. Cierzniak pochodzi z Wielkopolski i jest zapalonym kibicem Lecha. – Myślę, że oni patrzą na nas z dystansem. To dlatego, że pełno Polaków przyjeżdża do Szkocji do pracy, więc miejscowi myślą, że Polska to jakiś podrzędny kraj, z którego ludzie uciekają. Ale gdy Barry zobaczył stadion, był oczarowany – mówi polski bramkarz Dundee.
– Dla ludzi ten transfer był zaskoczeniem, ale moim zdaniem to dobry wybór. W 2012 roku byłem na dwóch meczach w Poznaniu na mistrzostwach Europy. Oglądaliśmy Chorwatów dla federacji przed eliminacjami mistrzostw świata. Stadion zrobił znakomite wrażenie, miasto również. Od razu było wiadomo, że dla Barry’ego będzie to duży skok – mówi Houston.

Pytanie, co Szkot robi w Polsce, było o tyle naturalne, że żaden inny nie zdecydował się jeszcze na transfer do naszego kraju.

– Byłem w Polsce na meczach ze Śląskiem Wrocław, ale wiadomo, jak to jest – lotnisko, hotel, stadion, hotel, lotnisko. Tak samo wszędzie. Nie wiedziałem nic o Polsce, ale też nie myślałem o turystyce. Od początku do końca chodziło o piłkę. W Dundee zaproponowali mi nowy kontrakt, ale pojechałem do Poznania i się przekonałem, że warto spróbować. Zobaczyłem ten stadion i powiedziałem do siebie: „To jest to, marzenie”. Obejrzałem mecz i poziom był co najmniej tak dobry albo i lepszy niż w Szkocji, więc skorzystałem – mówi Douglas.

Rumak przekonał Szkota swoją wizją gry. Lech chce grać jeszcze bardziej ofensywnie, wykorzystywać do maksimum bocznych obrońców. To wizja, która idealnie pasuje szkockiemu piłkarzowi.

Cierzniak mówi: – Barry cały czas podłącza się do akcji ofensywnych. Czasem się zapędził i nie nadążał z powrotami, więc potrzebuje asekuracji. Ale dla drużyny, która chce dominować, to świetny piłkarz. Tworzy przewagę, ma to swoje doskonałe dośrodkowanie, więc któryś ze środkowych napastników może się dzięki temu wybić. Do tego jest naprawdę wzorem dla zawodników, bardzo ciężko pracuje. Nie wiem tylko, jak z mentalnością. W Dundee był kimś takim jak Artur Jędrzejczyk w Legii. Duszą towarzystwa, to jakiś kawał, tam coś powiedział. W Lechu jest bariera językowa, poza tym inny naród, inna mentalność. Jak się w tym odnajdzie? To jest zagadka.
Barry na razie nie przejmuje się barierą językową. Z tym nie powinno być problemu, bo dowcipów Szkota nie trzeba tłumaczyć. Pozowanie do zdjęć z damskimi ubraniami czy nago jedynie z kapeluszem zasłaniającym intymne części ciała to sposób na przełamanie lodów w tradycyjnej polskiej szatni.

Dodaj komentarz