Archive for Piotr Stokowiec

Człowiek, który kazał wyjaśnić zagadkę UFO

Artykuł o Piotrku Stokowcu, opublikowany w „Przeglądzie Sportowym” 2.11.2012 (przed ligowym meczem Polonii z Koroną. Polonia była wtedy rewelacją rozgrywek, ale za chwilę się rozpadła i do tej pory nie może podnieść). Piotrka zawsze bardzo lubiłem, co zresztą w tekście widać. Myślę też, że ma szansę zostać naprawdę dobrym trenerem. Mimo to są tam fragmenty, na które się obraził i przez rok nie odbierał telefonów.

Na studiach mówili na niego Zibi. Po latach ten prawdziwy Boniek nie poznał się na trenerskim talencie Piotra Stokowca. Dziś prowadzona przez niego Polonia Warszawa zadziwia. Nie tylko wynikami, ale przede wszystkim stylem gry.

Dziennikarz: – Kibice dali ci popalić.
Piotr Stokowiec: – 10 tysięcy ludzi na Legii Warszawa krzyczało na mnie „Rudy ch…”, więc nie będę przejmował się jakimiś wieśniakami.

Sytuacja miała miejsce w sierpniu 2005 roku po meczu Korony Kielce z Polonią Warszawa. Piotr Stokowiec pochodzi z Kielc.
W ostatnią niedzielę w studiu Canal Plus Zbigniew Boniek, nowy prezes PZPN, wypowiedział się pozytywnie o pracy Piotra Stokowca w Polonii Warszawa. To już postęp. Pięć lat temu, gdy Sylwester Cacek zaproponował, by Stokowiec został asystentem Michała Probierza, Boniek, wówczas współudziałowiec klubu, zapytał: „A kto to w ogóle jest? Czy on grał gdzieś w piłkę?”. Cacek i Boniek poróżnili się. Wtedy wygrał Zibi. Dziś wychodzi na to, że rację miał biznesmen z Piaseczna.

Piotr Stokowiec ze swoją wizją rozjaśnił naszą ligę, dodał jej świeżości. Na każde spotkanie zespołu z Warszawy na stadion przy Konwiktorskiej przychodzi dziś ponad 5 tysięcy ludzi. W poprzednim sezonie tyle mogły przyciągnąć jedynie Legia Warszawa i Lech Poznań. Przez lata różni specjaliści od PR próbowali zachęcić fanów do Czarnych Koszul. Ci, którzy przychodzili jednorazowo, nie mieli powodów, by wracać. Józef Wojciechowski próbował metody „na aferę”. Również okazała się nieskuteczna. Efekt przyniosła dopiero praca debiutanta. Metoda Piotra Stokowca: „grajmy futbol szybki, ofensywny i bezkompromisowy” to nowy trend w polskiej piłce. Na razie nie wiadomo, czy trwały.

– W końcu da się patrzeć na Polonię Warszawa. Wcześniej nie byłem w stanie. To była taka prostacka gra. A dziś drużyna szokuje pozytywnie. Ta ekipa sklecona metodą chałupniczą gra totalnie. W końcu widać, że sprawia im to radość – ożywia się Rudolf Kapera, wykładowca Stokowca z warszawskiej AWF.

Pralka cały czas chodziła
Jakieś sto metrów za bramą główną Akademii Wychowania Fizycznego należy skręcić w prawo i za chwilę dojdziemy do akademika. Na jednym piętrze mieszkało kilku z nich. W jednym pokoju Leszek Ojrzyński, dziś pierwszy trener Korony, z Marcinem Gawronem, asystentem. Kilka pokojów dalej mieszkał Maciej Skorża, a po przeciwległej stronie kończący studia Mariusz Krzysztoszek ze Skarżyska-Kamiennej i młodszy od niego student drugiego roku Piotr Stokowiec, przez kolegów zwany Zibim albo po prostu Bońkiem.
– Lubił porządek. Pralka cały czas chodziła – mówi Krzysztoszek. – I jeszcze wałówka. Gdy Piotrek wracał z Kielc, nikt nie chodził głodny.

Zawsze był dobrze zaopatrzony. Świętej pamięci mama Danuta pracowała w kuchni w kieleckich zakładach wyrobów metalowych znanych z produkcji motocykla SHL. Ojciec Marian był kierowcą. Znajomi z Kielc zapamiętali, że w domu panował swojski klimat. Sto metrów od ulicy Witosa na kieleckiej Dąbrowie, gdzie mieszkali, znajduje się boisko Orląt. Grał tam również Atest, w którym Stokowiec zaczynał kopać piłkę. Potem kluby się połączyły.

Dziś asystentem trenera w Orlętach jest Marcin, młodszy brat. Starszy, Sławek, nie funkcjonuje w futbolu.
– Jako junior Piotrek był takim moim asystentem. Świetnie grał, ale też bardzo angażował się w życie drużyny. Siatki pomógł założyć, sprzęt rozstawić, a jak trochę zabalowałem, dawałem mu jeździć moim maluchem. A że był najmłodszy, to i po butelkę musiał czasem skoczyć. Złoty chłopak – mówi Bolek, czyli Jacek Zawierucha, w przeszłości zawodnik m.in. Jagiellonii Białystok, jeden z pierwszych trenerów Piotra Stokowca.

Przez drabinę do gabinetu
W dawnych czasach na stadion przy ulicy warszawskiej przychodziła ledwie garstka fanów. Rudowłosy pomocnik wyróżniał się pracowitością. W drużynie juniorów był napastnikiem, a w seniorach grał w obronie. W końcu trafił do Korony Kielce, gdzie zagrał jeden mecz. Z Błękitnymi Kielce Korona przegrała 1:2. Stokowiec miał przykryć miejscowego wyjadacza Wiesława Szwajewskiego. Nie wyszło. Napastnik rywali strzelił dwa gole. Potem przyszły wyniki egzaminów na AWF. Dostał się.

Rozpoczęcie dziennych studiów oznaczało porzucenie marzeń o karierze piłkarskiej, ale Piotr Stokowiec właściwie od lat wiedział, co jest jego przeznaczeniem. Przecież nawet w ósmej klasie w wypracowaniu szkolnym na temat: „Kim chcę zostać”, napisał, że trenerem piłkarskim.

Szefowie Korony Kielce wcale nie zamierzali jednak łatwo pozbywać się zawodnika. – Nie chcieli go puścić, ale wiedzieliśmy, gdzie trzymają karty zawodnicze, więc zrobiliśmy tak, że ja zagadałem prezesa Artura Jagodzińskiego na dole, a Piotrek wszedł po drabinie przez balkon do jego gabinetu, wziął kartę i postawił pieczątkę, że klub go zwalnia. Prezes był wściekły – śmieje się Jacek Zawierucha. Ostatecznie został do AZS AWF wypożyczony. Na zapłatę w postaci sprzętu piłkarskiego Korona musiała poczekać kilka lat.

W drużynie AWF szybko stał się jednym z najważniejszych piłkarzy. – Zazwyczaj przychodzili do nas studenci, którzy zaczynali dopiero wiek seniora, więc potrzebowali czasu, żeby się dostosować. Piotrek od razu wszedł do składu i szybko stał się pierwszoplanową postacią – mówi Tomasz Danielik, były trener drużyny, a dziś wykładowca na uczelni.

Przełomowy okazał się mecz z drużyną z Piaseczna.
– Obserwowaliśmy ich i wiedzieliśmy, że trzeba trzymać się z daleka od lewego obrońcy, bo jest bardzo dobry w odbiorze. Ale podczas meczu z nami grał cały czas do przodu, kilka razy naprawdę narobił nam problemów i podjęliśmy decyzję, że chcemy mieć tego zawodnika – mówi Grzegorz Bakalarczyk, ówczesny trener Piaseczna.

W tamtym spotkaniu Piotr Stokowiec toczył świetne pojedynki z Igorem Gołaszewskim, byłym średniodystansowcem, wtedy postrachem okolicy. W bramce AWF stał Leszek Ojrzyński, a w środku obrony wystąpował Marcin Gawron. To był jeden z ich ostatnich wspólnych występów.

Ofiara czystki
W podwarszawskim mieście tworzył się wtedy poważny klub. Właściciel Dominetu, wówczas sieci sklepów ze sprzętem RTV i AGD, wykupił kartę Piotra Stokowca z Kielc, a AWF-owi dorzucił się do obozu. Od tej pory drogi piłkarza i Sylwestra Cacka, biznesmena, który wkrótce stał się milionerem i ważnym graczem na polskiej arenie futbolowej, będą się krzyżować. Epizod w Piasecznie okaże się kluczowy dla jego kariery.
Stokowiec grał profesjonalnie w Piasecznie i jednocześnie studiował dziennie. – Nie pamiętam podobnego przypadku. Pogodzenie tego jest prawie niemożliwe. To też pokazuje, jak bardzo jest pracowity – mówi Danielik.

– To był piłkarz grający na 110 procent, niezwykle emocjonalny. Grał całym sobą. Miał to swoje poletko i to była dla niego świętość. Grał niezwykle agresywnie, ale trudno było go sprowokować – mówi Bakalarczyk, na którego treningach Stokowiec oparł później swoją pracę magisterską.

W sezonie 1995/96 trójka biznesmenów Marek Wielgus, Sylwester Cacek i Janusz Romanowski doprowadziła do fuzji Piaseczna z Polonią Warszawa i Piotr tokowiec po raz pierwszy został piłkarzem warszawskiego klubu. Starzy działacze, jak Jerzy Piekarzewski i Marek Ruszkiewicz, nie byli z tego zadowoleni. Chcieli, żeby grali wychowankowie, m.in. bracia Michał i Marcin Żewłakowowie. Grupa piaseczyńska stawiała na swoich. Gdy Cacek wycofał się z Polonii, miejsce w niej stracił też Piotr Stokowiec. – Można powiedzieć, że zaczęto robić czystkę i pozbywano się zawodników, którzy przyszli z nami z Piaseczna. Piotrek był ofiarą – wspomina Bakalarczyk, który stawiał na Stokowca, ale jego następca, Stefan Majewski, podziękował mu właściwie bez wyjaśnień.

Paweł Janas mentorem
Do Polonii trafił po raz drugi. Kibice zapamiętali go jako jednego z najostrzej grających piłkarzy. Sam określa siebie jako „zawodnik typu agresja 10″. Koledzy mówią, że był też pierwszym „jajcarzem” w zespole.
Dziennikarz „Faktu”: – Możemy porozmawiać?
Stokowiec: – Nie rozmawiam z wami.
Dziennikarz: – Ale dlaczego, coś się stało?
Stokowiec: – Tak. Nie rozmawiam, dopóki nie wyjaśnicie zagadki UFO ze strony ósmej.
Na koniec pograł jeszcze w norweskim Notodden. To był jego drugi wyjazd zagraniczny. Kariery na Zachodzie nie zrobił. Ani Akademisk Boldklub z Kopenhagi, ani tym bardziej ekipa z norweskiej prowincji nikogo nie rzuca na kolana. W tym drugim zresztą był jedynie rezerwowym. Przyjechał w momencie, gdy zespół walczył o awans, i trener uznał, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Pozostały mu wspomnienia niezwykłych widoków i przyjacielskie relacje z grupą Norwegów. W ubiegłym roku do Warszawy w odwiedziny przyjechała niemal cała drużyna.

To była końcówka kariery. Może niezbyt imponującej, gdyby patrzeć z zewnątrz, ale jak na człowieka, który porzucił ją i zaczynał od nowa na czwartym roku studiów, naprawdę robiącej wrażenie. Stokowiec w rozmowie z „PS” mówił, że jak na swoje możliwości zdobył mistrzostwo świata (ponad 100 meczów w lidze).
Kończył jako grający trener Wigier Suwałki. Stamtąd trafił do Widzewa.

– Piotrek to był nasz pierwszy wybór. Tworzył od podstaw grupy młodzieżowe, bo wcześniej w klubie nikogo to nie interesowało. Chcieliśmy, żeby był też asystentem Michała Probierza, ale ten nie chciał o tym słyszeć. Nie było jakiejś osobistej niechęci, po prostu Probierz nie chciał nikogo narzuconego z góry – mówi Bakalarczyk.

Stokowiec dostał szansę od jego następcy, a swojego kolegi jeszcze z czasów Piaseczna, Marka Zuba – trenera z „grupy Lenczyka”. Dzięki współpracy z nim, a także Waldemarem Fornalikiem lepiej poznał szkołę doktora Wielkoszyńskiego, która powoli opanowuje polski futbol. Ale sam przyznaje, że jego mentorem jest Paweł Janas, który z tej szkoły się nie wywodzi. To właśnie Paweł Janas zabrał go do Polonii Warszawa.

Pierwszy epizod szkoleniowy z seniorską drużyną Polonia Warszawa był kontrowersyjny. Piotr Stokowiec prowadził zespół tylko w jednym meczu, ale podjął kilka zaskakujących decyzji. Zabrał opaskę kapitańską Adrianowi Mierzejewskiemu i odsunął od drużyny Ebiego Smolarka. Za tę drugą mocno go krytykowano, zarzucano służalczość wobec prezesa. Stokowiec do dziś twierdzi, że była to jego suwerenna decyzja i ma w tej sprawie czyste sumienie.

– To zbiegło się w czasie, ale to nie była żadna służalczość, tylko pokaz odwagi. Piotrek pokazał, że nie interesują go zawodnicy, którzy na pierwszym miejscu stawiają pieniądze – broni swojego byłego podopiecznego Rudolf Kapera.

„Odwaga” to słowo klucz. Wymagało jej wstawienie na boisko debiutanta Pawła Wszołka. Piotr Stokowiec musiał się z tego tłumaczyć. Wyjaśnienie miał krótkie: „To przyszły reprezentant kraju”.

Śladami Marcelo Bielsy
Miał rację. Dziś Wszołek jest motorem napędowym nowej Polonii Warszawa. Tworzy znakomity ofensywny kwartet z Łukaszem Teodorczykiem, Wladimerem Dwaliszwilim i Tomaszem Brzyskim, który w wieku 30 lat przeżywa wiosnę swojej kariery. Ta grupa to dziś zabójcza broń ekstraklasy.

Bezpieczeństwo zapewnia grupa doświadczonych obrońców kierowana przez ligowego wyjadacza Marcina Baszczyńskiego, a wszystko łączą nieco niedoceniani defensywni pomocnicy Łukasz Piątek oraz Adam Pazio. Stokowiec nie bał się postawić na żółtodzioba kosztem starego wygi Dimitrije Injaca. Dzięki tym, czasem niezrozumiałym dla ludzi decyzjom, stał się synonimem odważnego szkoleniowca. Może zapracuje na miano polskiego Marcelo Bielsy? To właśnie ten szkoleniowiec jest jego trenerskim idolem. Swoje do edukacji dołożyły też wyjazdy do klubów z niższych lig angielskich – Yeovil Town, Derby czy Reading. To tam zobaczył, jak ostra może być rywalizacja na treningach.

Może ta ofensywna to tylko kolejny sezonowy zryw, a może jakiś trwały trend w polskim futbolu? Z punktu widzenia naszej piłki taki szkoleniowiec był potrzebny.
Jacek Zawierucha, były trener z Kielc: – Szkoda tylko, że nie pracuje u nas. Ale wierzę, że Piotrek kiedyś tu wróci i jeszcze poprowadzi Koronę.

Dodaj komentarz