Archive for Siergiej Kriwiec

Siergiej kolejarz

Strasznie miałem dużo roboty, dlatego przez jakiś czas mnie nie było. Dziś wrzucam większą sylwetkę Siergieja Kriwca, którą robiłem jakiś czas temu a która ukazała się wczoraj w „PS”. Zaczęliśmy taką serię przed ligą: „Oni wstrząsną ligą”. Miejmy nadzieję, że jeszcze tą ligą da się wstrząsnąć. Wierzę, że tak, że właśnie nadszedł nowy czas, będą super stadiony, będzie trzeba sprzedać bilety, będzie trzeba zatrudnić gwiazdy i tak dalej. Najpierw w tych największych klubach, później w mniejszych. Kriwiec, moim zdaniem, jest zwiastunem tej „nowej ligi”. Oby… Dzisiaj zapraszam też do historii Rafała Boguskiego, jest w „PS”.

Kolejarz z Grodna napędzi poznańską lokomotywę

W czerwcu 1986 roku Sława miał 23 lata, jego żona Nina 19. Dziecko miało się narodzić za kilka tygodni. Syn czy córka? Starsza kobieta w szpitalu podeszła do Niny, spojrzała na jej brzuch i stwierdziła z przekonaniem: – To będzie dziewczynka, ładna. Sława zaprotestował: – Nie zgadzam się. To będzie chłopiec i zostanie piłkarzem.

Tak też się stało.

Przejście Siergieja Kriwca do Lecha Poznań to na Białorusi wielka sensacja. W 2009 roku został on wybrany najlepszym piłkarzem tutejszej ligi, w 26 meczach strzelił 14 goli i dorzucił do tego 9 asyst. Wiktor Gonczarenko, trener BATE Borysów, w rozmowie z białoruskimi mediami powiedział wprost: – Przenosząc się do Polski Kriwiec popełnia błąd.

TIR-y w Białymstoku

O klasie Kriwca świadczy chociażby wypowiedź Roystona Drenthe, który po meczu Ligi Mistrzów między jego Realem Madryt a BATE przyznał, że „ten z dziesiątką grał znakomicie”.

O klasie Kriwca świadczy chociażby wypowiedź Roystona Drenthe, który po meczu Ligi Mistrzów między jego Realem Madryt a BATE przyznał, że „ten z dziesiątką grał znakomicie”.

Anatolij Kapski, prezydent BATE opowiada „PS”: – W poprzednim sezonie otrzymaliśmy kilka dobrych ofert, z Włoch, Hiszpanii, Ukrainy, Rosji. Dlaczego Siergiej wybrał Lecha? To pytanie do jego agentów, przyznaję że nie wiem. Myślę, że ludzie z Poznania zrobili po prostu świetny interes. A my nie chcieliśmy robić mu przeszkód, bo Siergiej zrobił dla tego klubu ogromną pracę, był prawdziwym liderem, przez kilka sezonów udowadniał, że dla niego BATE to coś więcej niż tylko nazwa.

Jak udało się nam ustalić, Siergiej wcześniej miał kilka ofert, ale też miał pecha. Najpierw dostał propozycję przejścia do Zenita St. Petersburg, ale dyrektor który chciał go kupić został zwolniony. Znalazł pracę w Chimki Moskwa, ale en klub nie interesował z kolei Kriwca. Zgłosiło się Dynamo Kijów, ale Siergiej marzył o najlepszych ligach Europy. Oferta włoskiej Regginy przepadła, bo zespół spadł do Serie B. Zimą jedyną ofertę złożył Lech. Pomocnik chciał odejść i chciał, żeby BATE zarobiło na nim jakieś pieniądze, dlatego przyjął ofertę Kolejorza. Białorusini opowiadają jeszcze o rzekomym zainteresowaniu Benfiki Lizbona. Portugalczycy nie przedstawili jednak konkretów. Z kolei jeden z niemieckich klubów był zainteresowany jedynie transfer em bezgotówkowym, co nie wchodziło w grę. Kolejorz zapłacił za zawodnika 430 tysięcy euro. I wygląda na to, że klub z Bułgarskiej zrobił złoty interes.

– Obserwowałem Siergieja od marca, mogę potwierdzić, że był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem białoruskiej ekstraklasy – przyznaje Siergiej Hitrikov, skaut Lecha działający na Białorusi.
Po pierwszych sparingach wygląda na to, że jest to jeden z najlepszych transferów polskich klubów w ostatnich latach. Na Białorusi wszyscy spodziewali się, że Kriwiec zagra na zachodzie, ale dla niego Polska kojarzy się z zachodem.

Sława i Nina Kriwcowie wspominają pierwszy poważny turniej Sierioży. Miał wtedy 12 lat, pojechał do Białegostoku na obchody 50. rocznicy powstania Hetmana. W zespole małego Kriwca grali zawodnicy o rok młodsi, a zostawił w tyle ŁKS, Jagiellonię, Wisłę Kraków, Śląsk Wrocław i Polonię Warszawa. Dla Siergieja było to niezwykłe przeżycie, wszędzie prasa, telewizja, wspaniałe nagrody…

– Przywiózł pełno słodyczy, chipsów, plakatów, jakieś pamiątki, koszulki, to był jeden z najszczęśliwszych dni w jego życiu – opowiada Nina Kriwiec. Drużyna Siergieja zajęła drugie miejsce, za Hetmanem.
Do Polski jeździł jednak już wcześniej. Jego rodzice handlują bowiem perfumami w Grodnie, na lokalnym bazarze „Korona”. Na początku lat 90-tych zwozili z Polski co się dało. Mały Siergiej jeździł z nimi. Na przejściu granicznym obserwował wielkie ciężarówki i zapamiętywał napisy na plandekach. Mama piłkarza wyjmuje album. W środku kilka tysięcy wyciętych z papieru ciężarówek. Wszystkie według tego samego wzoru, z pomalowanymi plandekami. Niezliczona ilość różnych wzorów, z powypisywanymi nazwami firm spedycyjnych. – To właśnie dla tych ciężarówek uwielbiał jeździć do Polski – mówi mama piłkarza.

On był taki malutki

– Miał chłopak wyobraźnię, myślę że właśnie dzięki niej jest rozgrywającym – mówi Wiaczesław „Sława” Kriwiec. W innym wyciągniętym z szuflady albumie udokumentowana jest cała kariera syna państwa Kriwców. To „rodzinny biznes”. Siergiej gra i strzela bramki, ojciec zbiera wycinki prasowe a mama wkleja zdjęcia. Pokazują pierwsze zdjęcia z piłką.
– Pojechaliśmy na wakacje do Anapy nad Morze Czarne. To była wtedy chyba Wspólnota Niepodległych Państw. Mieli tam niezłe piłki, więc kupiliśmy trzysta sztuk. Dwie zostawiliśmy dla Sierioży a resztę sprzedaliśmy do klubu – opowiada Sława.

To były początki ich działalności w handlu. Kilka miesięcy wcześniej Sława pracował w „Chimwałakno” miejscowej fabryce produkującej części do samochodów. Od zakładu pracy dostali mieszkanie, które liczyło… 9 metrów kwadratowych! Później dostali większe, 17-metrowe. Dziś mieszkają w ładnym mieszkaniu w bloku niedaleko od centrum miasta.

W tamtych czasach Siergiej grywał w jakichkolwiek butach. Kiedy udało mu się dostać prawdziwe korkotrampki nosił je aż do zdarcia, a potem… zaszywał i znowu nosił. Dlatego już, gdy wylądował w BATE zbierał sprzęt od kolegów klubowych i przywoził dla dzieci ze szkółki piłkarskiej w Grodnie.
Ojciec jeszcze na początku lat 90-tych kibicował Niemanowi Grodno i już marzył o wielkiej karierze syna. Siergiej podzielał te pragnienia. W Grodnie są dwie szkółki piłkarskie. Rodzice zastanawiali się do którego zapisać 8-letniego Siergieja. Ułatwił im zadanie. Zapisał się sam do Biełkardu. Mama była przeciwna karierze piłkarskiej syna, wolała pewny zawód. – Widziałam, że bardzo się stara i tak bardzo mu zależy. Ale on był taki malutki, chudziutki, mniejszy od swoich rówieśników – opowiada. – Nie chciałam puszczać go na treningi. Kiedyś przyszedł do domu załamany. Pytam: „Co się stało?”. Okazało się, że nie dostał powołania do reprezentacji okręgu. Bardzo wtedy płakał. Nie wiedziałam jak go uspokoić. Zobaczyłam wtedy, jak ważna jest dla niego piłka nożna. W końcu zaczęliśmy z mężem i z Sieriożą biegać po lesie, poprawiać szybkość. Biegaliśmy z nim regularnie, był bardzo zawzięty, chciał trenować – opowiada mama piłkarza. Razem z Siergiejem biegał jego rotweiler Walter. Siergiej zawsze marzył o takim psie. Ojciec nie chciał się zgodzić. – Wiedziałem, że to na mnie spadną wieczorne spacery, więc mówiłem od początku że nie ma mowy. Ale Siergiej się uparł, więc któr egoś dnia przyszedłem do domu i pies już był – rozkłada ręce.

Ja i Zidane…

Nowy nabytek Lecha od początku dokładnie wiedział czego chce. Powoli realizował swoje założenia. Marzył o wielkim świecie. Rodzice zachowali jego zeszyty, w których rozpisywał sezony z zachodnich lig – angielskiej, niemieckiej, francuskiej, włoskiej, hiszpańskiej. Wszystkie wyniki, tabele, strzelcy bramek. Uwielbiał Ronaldo i Zinedine’a Zidane’a. – Jak był jeszcze taki malutki, zobaczył koszulkę Ronaldo. Prosił: „Mamo, muszę ją mieć, kup mi proszę”. Przyjechaliśmy do domu, położył ją przed sobą i wpatrywał się w nią. Mówił: „Mamusiu, teraz energia Ronaldo przechodzi na mnie” – opowiada Nina.

Sława: – Później Francja została mistrzem świata i przyszła fascynacja Zidanem. – Pytałam go: „Sierioża, dlaczego nie chcesz jeść owsianki? Przecież wszyscy jedzą owsiankę”. A on odpowiadał: „Mamo, ja i Zidane nie jemy owsianki”. Zawsze tak mówił: „Ja i Zidane to”, „Ja i Zidane tamto” – śmieje się mama.
– Siergiej miał jeszcze jeden zeszyt, w którym zapisywał swoje plany na przyszłość, a później je realizował. Jeśli coś sobie zapisał, to później dążył za wszelką cenę do tego, by się spełniło. Teraz zdaje się, że ma napisany jakiś plan związany z Lechem – mówi Sława.

– Nikt w niego na początku nie wierzył, chyba tylko jego trener Władimir Pawłowicz (Siemierekow – red.). Zresztą poczekaj chwilę… – mówi Sława. Wyciąga telefon, wybiera numer. „Pawłowicz, dawaj do nas”. 10 minut później przychodzi pierwszy trener Kriwca. Nina: – Opowiedz, jak rwał się do gry.
– Chciałem robić zmianę, zastanawiam się kto wejdzie. Wielki stadion Niemana Grodno, pełno ludzi, wszystkie dzieciaki nieśmiało patrzą, a Siergiej, który był z nami dopiero drugi dzień krzyczy: „Ja chcę, niech mnie pan wpuści, ja dobrze zagram” – śmieje się Siemierekow.

Mimo wrodzonej nieśmiałości zaczął dominować w drużynie.
– Siergiej po prostu niesamowicie przykładał się do treningu. Inni chłopcy byli zmęczeni a on pracował bez wytchnienia. Koledzy szli do domu, a Sierioża zostawał sam na boisku, biegał, strzelał, dryblował – opowiada z przejęciem jego trener. – Nie powiem, że był najlepszym zawodnikiem, ale wiedziałem od pierwszego treningu, że będzie kiedyś piłkarzem. Był u nas jeden chłopak, który strzelał po 4,5 bramek na mecz. Dzisiaj ma 25 lat i nie gra w piłkę. Siergiej poza talentem miał jeszcze tę niezwykłą zawziętość. Wkrótce zaczął trenować z chłopcami starszymi o dwa, trzy lata i ich też przeskoczył. Był mniejszy ale nadrabiał ambicją.

Wiadomo było, że długo w Grodnie go nie utrzymają. – Byliśmy na obozie i zobaczył go mój przyjaciel Oleg Kononow (były piłkarz Ruchu Chorzów – red.), wtedy asystent w Lokomotiwie. Powiedział: „Zabieram go”. Musi się rozwijać. I zabrał – rozkłada ręce Siemierekow, który jednak nie przestał kibicować Siergiejowi i gdy tylko ma możliwość wsiadał w samochód i razem z rodzicami piłkarza jechał do Borysowa i Mińska na mecze BATE.
Siergiej wyjechał z domu w wieku 15 lat. Pojechał grać w klubie Lokomotiw Mińsk, uczył się w liceum kolejowym, z wykształcenia jest kolejarzem. W broniącym się przed spadkiem Lokomotiwie był zdecydowanie zawodnikiem numer jeden! Jego transfer do większego klubu był kwestią czasu. Zadecydował mecz z BATE Borysów, w którym Lokomotiw przegrywał 0:3 do przerwy ale pod koniec trzy gole strzelił Kameruńczyk Simon-Pierre Atangana. Wszystkie po podaniach Kriwca. Strzelił też czwartą, również po podaniu młodego rozgrywającego, ale sędzia jej nie uznał. Anatolij Kapski, prezydent BATE i twórca jego potęgi już wiedział, że Kriwca musi mieć za wszelką cenę. Wyłożył na niego 800 tysięcy dolarów, co było rekordowym transferem na białoruskim rynku.

Białoruski Beckham
Miał rację. Z Siergiejem w składzie BATE odzyskało dominację w kraju. W ciągu czterech lat zespół z Borysowa czterokrotnie zdobywał mistrzostwo kraju, a Kriwiec był mózgiem drużyny. Stał się swego rodzaju „celebrity”. Romansuje nawet z Olgą Barabanszczikową, znaną białoruską tenisistką, która została gwiazdą TV, prowadziła programy sportowe, nagrywa płyty, a jej zdjęcia pojawiały się w magazynach dla panów. Białorusini tę parę nazywają nawet swoimi Beckhamami.

Apogeum popularności przyszło gdy Siergiej strzelił gola Juventusowi w Lidze Mistrzów. Piłkarze BATE zdobyli trzy punkty w „grupie śmierci” w Lidze Mistrzów w sezonie 2008/09. Dwukrotnie remisowali z Juventusem, raz z Zenitem. Z Realem Madryt nie udało się, chociaż na stadionie w Mińsku było blisko.
– Te mecze zmieniły mentalność piłkarzy, wszyscy zrozumieli, że można mieć znacznie mniejszy budżet niż konkurencja i coś znaczyć – mówi Kapski. Budżet BATE wynosił 5,5 miliona euro. – Piłkarze nauczyli się wygrywać. Taki właśnie jest Siergiej, kocha wygrywać, chce osiągać cały czas więcej, ma głód sukcesów. Dlatego zdecydował się pójść do Lecha, przekonali go swoją wizją jutra.

Wiktor Gonczarenko, trener BATE mówi w rozmowie z „PS”: – Był tu prawdziwym liderem, sporo od niego zależało. Doskonale rozprowadzał ataki. Bardzo dobrze czuje się z piłką, w pojedynkach z rywalami. Potrafi też posłać znakomitą długą piłkę, zagrać zupełnie nietypowo.

Ten sezon był dla niego przełomowy. Jego dorobek uczynił z niego gwiazdę pierwszej wielkości na Białorusi. – Z mojego punktu widzenia jego doskonała skuteczność nie była żadną sensacją czy nawet niespodzianką. Graliśmy takim systemem, który dawał Sergiejowi dużo swobody, mógł pozwolić sobie na sporo luzu, na realizowanie swoich pomysłów w grze. Jeśli chciał, grywał nawet w ataku, zresztą świetnie czuje się z przodu, dobrze wie kiedy strzelić i gdy ma okazje nie boi spróbować, wziąć odpowiedzialności – uważa Gonczarenko.

Niespełniony w kadrze

Wciąż problemem jest jego gra w reprezentacji Białorusi. Mimo, że Kriwiec został uznany najlepszym piłkarzem ligi we wszystkich możliwych głosowaniach: według dziennikarzy, zawodników a na jednym z portali internetowych również kibiców, wciąż nie może zdobyć uznania Niemca Bernda Stange. W meczu, z Chorwacją na wyjeździe, zagrał 26 minut, w pozostałych trzech wchodził na boisko na kilka minut. Problemem jest to, że gra na tej samej pozycji co Aleksander Hleb, najlepszy białoruski piłkarz, ewentualnie na pozycji Wiaczesława Hleba, piłkarza słabszego ale „brata swojego brata”.
Może gra w Lechu pomoże mu zdobyć miejsce w drużynie narodowej? Siergiej Hitrikov, skaut Lecha: – To może być najlepszych piłkarzy w waszej lidze. Wygląda na to, że zagra w pomocy razem z Semirem Stiliciem, albo jako klasyczny ofensywny pomocnik, albo jako wchodzący z lewej strony. Jego wadą jest to, że jest za wolny na skrzydłowego.

Po pierwszych sparingach wiadomo, że doskonale wkomponował się w zespół. Wokół niego Lech chce budować drużynę na Ligę Mistrzów. A Kriwiec ma ten rzadki dar, że jeśli coś sobie postanowi, to to osiąga. Nina Kriwiec opowiada nam, że gdy w 2008 roku został drugim po Rodionowie piłkarzem ligi białoruskiej powiedział: „Mamo, chcę wyjechać dopiero jak będę najlepszy”.
W gazecie Pressbol ogłosił: „To ja powinienem zostać piłkarzem roku”. Został rok później, wyprzedził Rodionowa.

5 komentarzy