Archive for Artur Boruc

Boruc w Glasgow

ten tekst napisaliśmy z Piotrkiem Żelaznym przed Euro 2008. Pogadaliśmy z tym i z tamtym i powstał taki obrazek – jak Artur Boruc postrzegany jest w Glasgow. Właściwie to zgodnie z oczekiwaniami – tu lepiej tam gorzej. Ale generalnie wyszło nieźle. Tekst ukazał się w tempie – starym piątkowym magazynie Przeglądu Sportowego.

Święty bramkarz w środku wojny religijnej

– Boruc? Ten pajac z Polski? Nie chcę o nim rozmawiać, nie chcę być dla was nieprzyjemny – mówi Michael Stewart, na oko czterdziestokilkuletni mężczyzna z potężnym brzuchem wskazującym na ulubiony napój. Ubrany jest w niebieską koszulkę Glasgow Rangers, a jego przedramiona całe są w tatuażach. Za chwilę używa znacznie gorszych słów, ale nie wszystkie nadają się do druku. – Niech wraca do Polski, bo w Glasgow nie jest bezpieczny. Któregoś dnia ktoś mu coś zrobi. Ludzie mają już dość jego pajacowania i prowokacji – dodaje. Wtórują mu koledzy, których spotkaliśmy w Manchesterze, w dniu finału Pucharu UEFA. Stadion Celticu – Parkhead. W nocy po finale pucharu UEFA zmarł jeden z legendarnych piłkarzy The Bhoys – Tommy Burns. Od wczesnych godzin tłumy
ciągną pod stadion, by oddać hołd. Na chodniku leżą koszulki z dedykacjami dla zmarłego. Na plocie jedne przy drugim ludzie wiążą szaliki. Trzech młodych robotników wyszło na fajrant z jeden z fabryk.
Ciężkie robotnicze buty, spodnie poplamione farbą. Jeden z nich ma na sobie koszulkę zdjęciem Boruca i napisem Holie Golie – Święty bramkarz.

– Ten facet to prawdziwa legenda. To jest gość w stylu Celticu. Ma umiejętności, charakter i serce – mówi Gary Steel bijąc się mocno w pierś. – A poza tym nienawidzi Rangersów, naprawdę nienawidzi.

Old Firm – czyli religia z polityką
– Nigdzie na świecie zachowanie Artura nie wzbudzałoby takich kontrowersji, ale nie zapominajmy, że to jest Glasgow, miejsce specjalne – podkreśla w rozmowie z nami Gordon strachan, trener Celticu.

Zazwyczaj przy okazji Old Firm derby podkreśla się różnice religijne miedzy zwaśnionymi stronami. jak powszechnie wiadomo, Rangers to protestanci, a Celtic katolicy. – To jest uproszczenie sprawy – mówi Ronnie Cully z wychodzącej w Glasgow popołudniówki Evening Times. Ronnie od 30 lat jest związany z Celtikiem. Najpierw jako kibic, później jako dziennikarz. – Ludzie mówią o religii, ale większość z nich nawet nie chodzi do kościoła. Religia i polityka w Glasgow są ściśle powiązane.
Protestanci to lojaliści, katolicy to potomkowie imigrantów z Irlandii, których wielu przeprowadziło się z powodu biedy do Szkocji w połowie XIX wieku. Na meczach Rangersów publiczność wiesza flagi Wielkiej Brytanii – tak zwane Union Jacki. Kibice Celticu powiewają trójkolorowymi flagami irlandzkimi. W latach 70-kiedy podziały polityczno-religijne były najsilniejsze, na meczach Celticu można było zobaczyć transparenty sławiące akcje IRA, a na Ibrox Park sztandary z poparciem dla lojalistów.

Artur Boruc stał się bohaterem kibiców Celticu dzięki manifestowaniu swojego katolicyzmu i nienawiści do Rangers. Na każdy mecz Old Firm miał przygotowane coś, co miało wyprowadzić rywali, a przede wszystkim kibiców, z równowagi. Zaczęło się od zwykłego znaku krzyża. Z każdym kolejnym meczem posuwał się dalej. Bił się z rywalami, nie podawał im po meczu ręki, biegał po boisku rywala z flagą Celticu, aż ostatnio na Ibrox włożył na siebie t-shirt z podobizną papieża. – Lepiej niech uważa, bo to się w końcu skończy rozruchami – mówi Michael Stewart, fan Rangersów. Cały czas przy tym miotając najróżniejsze wyzwiska. – Dlaczego facet może przychodzić do nas na Ibrox w koszulce z
papieżem, a ja nie mogę śpiewać protestanckich piosenek, bo inaczej stracę mój bilet sezonowy?

Wystarczy iskra
– Artur Boruc posuwa się krok za daleko – mówi Robert Grieve dziennikarz szkockiego The Sun. – Oba kluby naprawdę bardzo się starają, by podziały religijne przestały być tematem. W obu założono specjalne fundacje, które pracują nad postawą kibiców.
– Staramy się zrobić bardzo wiele, by ludzie szanowali się nawzajem, by zapobiec awanturom. On jednym gestem może zepsuć naszą wieloletnią pracę – twierdzi w rozmowie z nami Mark Hateley, 35–krotny reprezentant Anglii, dzisiaj związany z Rangersami. Zaznacza przy tym, że Boruc jest
fenomenalnym bramkarzem. A więc szalony?
– Szalony może nie, raczej ekscentryczny. Szalony to był Charles Manson – uważa Strachan.
Przy każdym wejściu na trybuny Ibrox widnieją ostrzeżenia, że za śpiewanie zabronionych piosenek grozi utrata karnetu. W czerwcu 2006 roku UEFA nakazała przed każdym meczem ogłaszać, że śpiewanie Billy Boys jest zabronione. To nieoficjalny hymn kibiców Rangers. Tekst mówi między
innymi o broczeniu po kolana w krwi Irlandczyków. Celtic nie chciał ogłosić listy zakazanych piosenek. Dyrektor wykonawczy Peter Lawwell bronił nawet śpiewania „irlandzkich ballad” podczas meczów.
– To co robi Holie Goalie jest niesamowite – mówi jeden z fanów Celtiku, Brendan McGurk, robotnik. – Gdy przegraliśmy na Ibrox z Rangersami, a on wziął flagę od naszych kibiców i biegał z nią po stadionie, czułem się jakby zaliczył hat-tricka. Zamiast 0:2 czułem jakbyśmy wygrali 3:2. Facet ma charakter, nawet nasz kapitan Neil Lennon patrzył na niego z niedowierzaniem.
– Manifestowanie przez Boruca swojego katolicyzmu to zwykłe zagrania pod publiczkę – mówi Robert Grieve z The Sun. – Wszyscy zadajemy sobie podobne pytanie. Skoro jest taki wierzący i tak oddany sprawie, dlaczego nie wkłada koszulki z papieżem na mecze z Kilmarnock, czy Motherwell?
– Tylko w tak chorym mieście jak Glasgow robią z tego temat. Dlaczego UEFA nie ukarze Kaki za podkoszulki w stylu „Należę do Jezusa”, albo innych Brazylijczyków, którzy żegnają się po kilka razy w trakcie meczu? Jakieś granice muszą być – mówi Ronnie Cully. – Wiara Artura to jego prywatna sprawa, może wybierać kiedy chce moment jej zamanifestowania.

Wszystko już było
Boruc nie jest pierwszym piłkarzem, który prowokuje rywali z drugiej strony miasta. Paul Gascoigne kiedyś po strzeleniu gola zaczął udawać, że maszeruje grając na flecie. Typowo protestancki gest. „Pomarańczowy marsz” to coroczne święto protestantów. Ubrani na pomarańczowo maszerują
w takt bębnów i fletów właśnie. Gdy wchodzą do dzielnic katolickich we wszystkich oknach wiszą zielone flagi Celtiku i trójkolorowe irlandzkie, a osiłki zbierają się w drzwiach kamienic i czynszówek tylko czekając na okazję do awantury. Gascoigne został za „flecistę” ukarany poważną grzywną finansową. Boruc za t-shirt z papieżem nawet nie dostał upomnienia.
Jeszcze wcześniej Andy Goram – bramkarz Rangersów – po kapitalnym meczu na Parkhead i bezbramkowym remisie podszedł do piłkarzy Celticu rzucił w ich stronę rękawicami krzycząc – Powąchajcie je! Tak pachnie zwycięstwo!
Dziś po wielu latach wojny – wyłączywszy incydenty z Borucem – w Galsgow panuje względny spokój. Kibice Rangers i Celtiku – zwyczajni fani, nie bojówki chuligańskie – potrafią żyć ze sobą w zgodzie. Po tym wszystkim czego się nasłuchaliśmy byliśmy bardzo zdziwieni, gdy po wejściu do jednego z pubów Celtiku dowiedzieliśmy się, że wśród sześciu mężczyzn sączących Guinnesa przy barze dwóch, w tym jeden potężnie zbudowany, jest kibicami Rangers. – To normalna sprawa. Całe życie się przyjaźnimy
więc razem chodzimy też na piwo, a to, że Henry kibicuje Rangersom, to trudno, jego sprawa, zawsze będzie przegrywał – mówi David Summers, kibic The Bhoys, pokazując w stronę wielkoluda Henrego Griera.

Bairds Bar przy ulicy Gallow Gate to najbardziej znany pub Celticu. Kiedyś swoje spotkania z prasą urządzał przy stoliku w kącie Kenny Dalglish. Tam też spotkaliśmy pierwszych kibiców Rangers, którym postawa Boruca nie przeszkadzała: – Szczerze mówiąc uważam to za dowcip. Może
nie najwyższych lotów, ale jednak żart – mówił wielkolud.
Pytamy się nietypowej pary, czy kiedykolwiek podczas zadymy znaleźli się po przeciwnych stronach barykady. Czy byli zmuszeni walczyć przeciwko sobie. – Chyba nie – mówi olbrzym. Chociaż może raz, wiele lat byliśmy w środku jakieś zadymy – przypomina sobie. – Ale nie, wtedy byliśmy ja z tobą kontra reszta – śmieje się jego przyjaciel z Celtiku.

The Goalkeeper
– Boruc na zawsze pozostanie legendą. Dla nas to jest The Goalkeeper – mówi Scott Mitchell z pubu Bairds. Chodzi o to, że Boruc jest kimś w rodzaju definicji bramkarza dla fanów The Bhoys. Tak jak The Striker (napastnikiem) na zawsze pozostanie Henrik Larsson. – Ma pewne miejsce we wszystkich jedenastkach wszech czasów.
– W Celticu zawsze liczyli się tylko napastnicy i skrzydłowi. Szczerze mówiąc nie mieliśmy też tak naprawdę nigdy dobrych bramkarzy. A Boruc jest jednym z najlepszych na świecie. 30 lat mojego życia to Celtic. Gdybym miał wybierać najlepszego bramkarza w historii klubu zastanawiałbym się między Polakiem, a Ronniem Simpsonem. Jednym z Lizbońskich Lwów (tak nazywana jest drużyna, która w 1967 roku sięgnęła w Lizbonie po Puchar Mistrzów – red.) I chyba wybrałbym Boruca. W 3 lata na stałe wpisać się w historię klubu – mówi Ronnie Cully.
– Jedno jest pewne – mówi Robert Grieve. – On uwielbia być w centrum uwagi i musi być kochany przez fanów. Jeżeli trafi do Milanu, podczas pierwszych derby z Interem na pewno znajdzie jakiś sposób, żeby tamci go znienawidzili, a swoi pokochali.

Marek Wawrzynowski, Piotr Żelazny z Glasgow (i Manchesteru)

Reklamy

Dodaj komentarz