Archive for Andriej Arszawin

Rosjanin bierze nóż i idzie obalić kamienny mur

Wywiad z Andriejem Arszawinem zrobiony kilka tygodni przed EURO 2012 w jednym z moskiewskich hoteli, zdaje się w Sheraton Palace.

Jesteście dziś starsi o 4 lata niż podczas EURO 2008. Starszy zespół to bardziej doświadczony, ale też wolniejszy – jaki jest wasz?
Faktycznie jesteśmy wolniejsi, ale czy bardziej doświadczeni? Już cztery lata temu był to zespół ze sporym doświadczeniem. Przewaga jest taka, że graliśmy od tego czasu jeszcze więcej meczów razem i na pewno lepiej się poznaliśmy, nabraliśmy automatyki w grze. Co do reszty… nie mam pojęcia.
Co musicie poprawić przed pierwszym meczem?
Przede wszystkim grę w obronie, to jest nasz największy problem. Teraz drużynie ubył Wasilij Bierezucki. Problem jest taki, że mamy zaledwie kilku obrońców. Anjukow, bracia Bierezyccy, Ignaszewicz… nie mamy na przykład lewego obrońcy, dlatego Żirkow musi grać w defensywie, a przecież to nie jego pozycja. Każda strata w obronie to dla nas duża strata. Poza tym Wasilij i Siergiej Ignaszewicz grali razem dziesięć
lat, świetnie się rozumieli.
Pan się zmienił przez te cztery lata?
Czy ja wiem…
Wtedy poszedł pan do Arsenalu i strzelał sporo goli. Teraz już pan nie strzela. Dostał pan jakieś inne zadania?
Nie. Staram się grać tak samo. Gdyby grał cały czas w Rosji, wciąż strzelałbym sporo bramek.
Czyli mógł pan osiągnąć więcej?
To temat, na który nie lubię rozmawiać. Powiedzmy, że zdziałałem tyle ile mogłem. Ale teraz mógłbym podać pełno wytłumaczeń, to nie ma sensu.
Przez niepowodzenie w tym ostatnim okresie wrócił pan do Rosji?
W Anglii nie miałem wystarczająco dużo czasy gry, więc gdy tylko zgłosił się Zenit, wiedziałem, że muszę skorzystać, bo po prostu potrzebuję gry. Przyjechałem tu i zdobyłem tytuł, co na pewno dobrze na mnie wpłynęło. Zresztą wszyscy piłkarze, którzy opuścili Arsenal zdobyli tytuły. Oprócz Cesca (Fabregasa – mw).
Miał pan obawy, że nie pojedzie na EURO 2012, jeśli zostanie w Arsenalu?
W składzie na pewno bym się znalazł, ale wychodzę z założenia, że do turnieju muszę być jak najlepiej przygotowany, a żeby to osiągnąć
muszę grać. I jestem zadowolony z tego wyboru.
Rozwinął się pan w Arsenalu jako piłkarz?
Nie sądzę.
Nawet na początku? Pierwsze pół sezonu miał pan rewelacyjne.
Zgadza się, ale to nie znaczy, że się rozwinąłem. Oczywiście nie jestem rozczarowany wyborem, myślę że ten pobyt to była dla mnie dobra lekcja. Zobaczyłem nową kulturę, wiele rzeczy których nie znałem. Nauczyłem się sporo o piłce, o kulturze, jakie są relacje między piłkarzami, ale też jakość gry. Myślę że Premier League jest jednak najlepszą ligą na świecie.
Gdy rozmawialiśmy po meczu z Holandią w 2008 roku, powiedział pan, że woli ligę hiszpańską.
Tak powiedziałem, bo wychowałem się na Barcelonie. Poza tym hiszpański styl bardziej mi pasuje, ale to angielska liga jest najlepsza.
Skąd to zamiłowanie do Barcelony?
Kiedyś oglądałem mecz Barcelony z Sampdorią w finale Pucharu Mistrzów w 1992 roku i od tego czasu im kibicuję. Uwielbiam ten styl. Pamiętam sytuację sprzed kilku lat – wygrywali 7:3, by za tydzień przegrać 2:6. Ale to nie miało znaczenia, liczyło się to, że grali tak jak chcieli
grać. Myśleli bardziej o tym, żeby dać ludziom szczęście niż o tym, żeby dowieźć wynik do końca. To jest piękny futbol, to jest to co lubię.
Ma pan podobne podejście – przede wszystkim piękna piłka?
Wierzę w to, że jeśli będziesz grał dobrze i będziesz czerpał z tego przyjemność, wynik w końcu przyjdzie.
W Polsce jeśli myśli o reprezentacji Rosji, wciąż mamy przed oczyma ten niezwykły mecz z Holandią w 2008 roku. Co się zmieniło od tej pory?
Taki mecz zdarza się raz w życiu. Zresztą już wcześniej byłem przekonany o tym, że są pewne drużyny, które możemy pokonać raz. Jeśli mamy dobry dzień, jeśli dojdzie do połączenia wielu zdarzeń… i tak było wtedy. Teraz jesteśmy starsi i nie mamy za sobą nowej generacji piłkarzy. W innym wypadku nie grałoby nas w drużynie aż tylu. Mam na myśli wiekowych zawodników.
Po takim meczu, jak tamten z Holandią, normalnie nie opędziłby się pan od prasy, którą z tego co słyszałem, delikatnie mówiąc średnio pan lubi…
Ale wyręczyła mnie komisja antydopingowa. Byłem wtedy wykończony i po prostu nie mogłem przejść testów, siedziałem tam dwie godziny. Gdy wyszedłem po dwóch godzinach, w strefie prasowej została garstka osób. I dobrze.
W 2002 roku był taki mecz, w którym Zenit przegrał 1:7 z Dynamo Moskwa, zaś prezydent klubu musiał pić wódkę z kibicami, żeby wam odpuścili. Potem do Zenita przyszły ogromne pieniądze. Czy wpłynęło to pozytywnie na pana jako piłkarza?
W ogromnym stopniu. Jeśli grasz z lepszymi zawodnikami, to się rozwijasz.
Trafił pan na niezwykły okres dla rosyjskiej piłki. Jeszcze 8 lat temu w klasyfikacji UEFA liga zajmowała 21. miejsce, dziś jest 7. Czy może być wyżej?
To będzie dość trudne. Teraz jest trudny czas, żeby wykonać taki skok. Musimy podejść do tego realistycznie. Jeśli na przykład weźmiemy Rosję i sześć lig za nami, jest spora różnica pomiędzy tym, co płacą zawodnikom kluby. Jeśli porównasz Rosję i te ligi, które nas wyprzedzają, pieniądze są mniej więcej takie same. A więc co możesz dać więcej – środowisko do gry w piłkę, lub utalentowanych piłkarzy. W Rosji tego nie mamy na poziomie zachodnim i to wyznacza granicę, której nie możemy przekroczyć.
Kilka lat temu Dick Advocaat powiedział, że istnieje coś takiego jak mentalna ściana dla ludzi z zachodu. On sam odrzucił kilka ofert z Rosji, zanim przyjął tę z Zenitu. Będąc w Londynie odczuł pan takie postrzeganie Rosji?
Większość ludzi boi się Rosji. Opinia na zachodzie jest taka, że na ulicach Moskwy jest niebezpiecznie, bo można zostać zaatakowanych przez niedźwiedzia. Słyszałem takie opinie. raz oglądałem program w angielskiej telewizji. Padło tam pytanie – gdzie jest bliżej z Londynu, do Moskwy czy do Waszyngtonu. Dwóch młodych ludzi naradzało się i jeden powiedział: „Rosja jest taka wielka, zajmuje całą mapę, więc to musi być Waszyngton”. Dla mnie było to dziwne i śmieszne.
Bardziej dziwne czy śmieszne?
Chyba śmieszne. Czy oni tam nie uczą się geografii? Jest pełno opinii i stereotypów o Rosji. Na wiele z nich zasłużyliśmy, nie będę się kłócił. Ale wiele jest… no nieważne. Każdy kto przyjedzie raz do Rosji, zmieni o niej zdanie, to pewne. Pewnie, że mamy inny styl, ale nasi ludzie są życzliwi, zwłaszcza dla obcokrajowców.
Czy jako piłkarze jesteście też inni? Niewielu Rosjan poradziło sobie na zachodzie, Aleksandr Mostowoj czy Andriej Kanczelskis to wyjątki…
Jesteśmy inni jako naród, charakterystyczni. Zobacz na przykład na Niemców. Jako ludzie generalnie są zorganizowani, wszystko jest poukładane. I tak samo jest na boisku. I my nasze cechy narodowe przekładamy na boisko. Lubimy atakować, bo naszą cechą narodową jest to, że się nie boimy. Rosjanin bierze nóż i idzie obalić kamienny mur, nawet jeśli nie ma szans. Dziś się uda, jutro nie. I takie jest nasze życie.
Tak jak w tym pamiętnych eliminacjach do EURO 2008. Najpierw graliście fantastyczny mecz z Anglią, ludzie świętowali awans, a wy zawaliliście spotkanie z Izraelem.
Dokładnie, ale takie sytuacje możemy przywoływać bez końca.
Ale ten z Izraelem, był wyjątkowy, to chyba jeden z waszych najgorszych meczów?
Tylko pod względem wyniku, bo przecież graliśmy nieźle. Mieliśmy już prawie awans i przegraliśmy. Po tym meczu pomyślałem: „To koniec, straciliśmy wszystko”. Musieliśmy wtedy jechać grać z Andorą. Nie mieliśmy nawet ochoty na trening. Pojechaliśmy na ten mecz, bo musieliśmy. I jeszcze ta Andora, która nic nie gra… Mam z tego wyjazdu tylko jedno pozytywne wspomnienie – trenowaliśmy wtedy w ośrodku treningowym Barcelony, a obok nas trenowała pierwsza drużyna Barcy, Guardiola i jego piłkarze.
A potem miał pan czarno-biały wieczór. Dobra informacja – Chorwacja wygrała w Anglii i jedziecie na EURO 2008, zła wiadomość – pan będzie zawieszony.
Ale wtedy ta zła informacja do mnie nie docierała. Nie miałem tej świadomości, że mogę być zawieszony. Dopiero potem ktoś mi powiedział: „Możliwe, że będziesz zawieszony na trzy mecze”. Zacząłem się naprawdę bać, ale skończyło się na dwóch spotkaniach.
Rosyjska ofensywa i holenderska organizacja to idealne połączenie?
Pracowałem z Dickiem w Zenicie, z Guusem w Rosji i na pewno dobrze mi się w tym układzie pracuje.
Przeczytałem w prasie rosyjskiej takie porównanie – Piotr I ściągnął do budowy miasta holenderskich inżynierów i ta tradycja przetrwała. GazProm ściągnął do Advocaata, zaś wcześniej federacja piłkarska Hiddinka.
Różnica jest taka, że Holendrzy, których ściągnął Piotr I budowali miasto od podstaw. Wszystko było tworzone krok po kroku. Holendrzy, którzy przychodzili do nas w ostatnich latach dostawali miejsce na szczycie góry, nie musieli na nią wchodzić.
Ten zespół z 2008 to była najlepsza rosyjska reprezentacja ostatnich lat?
Wynik pokazuje, że tak. Ale gdyby wziąć nazwiska piłkarzy, jakość poszczególnych zawodników, to myślę że dziesięć lat temu zespół był lepszy.
Nie było jednak wtedy tak mocnych klubów jak Zenit czy CSKA…
Zgadza się, ale wtedy wszyscy grali gdzieś w zachodnich klubach. Chochłow czy wspomniani Mostowoj, Kanczelskis… Tyle, że nie potrafili stworzyć drużyny.
Dziś niewielu Rosjan gra na zachodzie.
Bo w Rosji mogą zarobić znacznie więcej.
Kiedyś pan chciał grać w Barcelonie, a teraz młodzi chłopcy chcą grać dla Spartaka, Lokomotiwu i Zenita?
Nie, myślę że to się nie zmieniło, każdy po cichu marzy o wielkich klubach z zachodu. Po prostu inaczej myśli mały chłopiec, a inaczej
profesjonalny piłkarz. Dochodzi do momentu, w którym musisz odpowiedzieć sobie na pytanie – jaki jest powód, żeby cokolwiek zmieniać – grasz, masz miejsce w składzie, zarabiasz dobre pieniądze. Większość powie: „Skoro czuję się tak dobrze, to zostaję”
Większość, ale nie wszyscy. Pan naciskał zarząd klubu bardzo mocno, żeby odejść.
I wszyscy uważali mnie za wariata.
Pieniądze w Zenicie były większe?
Po jakimś czasie lepiej zarabiałem w Arsenalu, ale początkowo faktycznie zszedłem z pensji.
Więc dlaczego?
Ja akurat wychodzę z założenia, że jeśli kochasz piłkę, musisz myśleć jak piłkarz, nie jak biznesmen. I mną kierowała właśnie miłość do piłki.
Myśli pan, że nasza grupa jest łatwa?
Gdy oglądałem losowanie i wiedziałem już, że zagramy z Polską i Czechami, powiedziałem: „No tak, jeszcze tylko Grecja i chyba łatwiejszej grupy nie można sobie wyobrazić”. I losujący wyciągnął karteczkę z napisem Grecja.
Czyli będzie łatwo?
Największy problem jest taki, że wszyscy myślą dokładnie tak samo. Z punktu widzenia reprezentacji Rosji, będzie o tyle trudno, że wszyscy nasi przeciwnicy są, o ile mi wiadomo, dobrze zorganizowani w obronie i wyprowadzają szybkie ataki, bazują na kontrze. To nie jest najlepiej dla nas, bo Rosjanie lubią atak. Głównie atakujemy i jeśli trafiamy na zespół grający mniej otwartą piłkę, jest to dla nas ryzykowne. Wystarczy przez chwilę stracić koncentrację i może być bardzo groźnie.
Macie w ogóle sporo szczęścia. Już w eliminacjach do EURO 2012 mieliście wyjątkowo łatwą grupę…
I powinniśmy bez problemu awansować, gdybyśmy wygrali ze Słowacją w domu. Oczywiście w wielu spotkaniach mieliśmy jakieś problemy, ale faktem jest, że nasza jakość była wyższa niż każdej z osobna drużyny w tej grupie. Słowacja grała dobrze, broniła się całą drużyną, wykorzystała nasz poważny błąd a potem atakowaliśmy, ale nie mogliśmy się przebić. Sam zmarnowałem doskonałą szansę. Słowacja pod względem stylu to drużyna podobna do tych, które mamy teraz, nastawiona na na obronę i kontratak. Dlatego mam takie obawy. My wolimy grać przeciw drużynom grającym ofensywnie. Atak za atak, to jest to co lubimy.
Holandia, Hiszpania…
Hiszpania może nie, bo z nimi w ogóle trudno dotknąć piłkę, ale powiedzmy Szwecja czy Chorwacja – to są drużyny, z którymi lubimy grać.
W kadrze ostatnio gra pan na lewym skrzydle, więc w meczu z Polską zagra pan na Łukasza Piszczka.
Reprezentacji Polski nie widziałem, ale oczywiście trójkę z Borussii znam. Piszczek jest fantastycznym zawodnikiem, myślę że zdecydowanie zasługuje na to, żeby grać w drużynie ze światowego topu, nawet lepszej niż Borussia.
Co panu się u niego podoba?
Borussia to mała Barcelona, która gra bardzo podobnie, w tym samym stylu, ma podobne założenia. Stosują bardzo wysoko nacisk na przeciwnika i są niesamowicie szybcy. I nie chodzi mi tu o szybkość biegania, ale o szybkość podań. Piłka idzie bardzo szybko między zawodnikami. I Piszczek świetnie odnajduje się w tej sytuacji. Jest bardzo mocny w obronie, a przy okazji świetnie współpracuje w ofensywie, ma wyczucie kiedy podejść do ataku.
Myśli Pan, że łatwo jest pokonać Wojtka Szczęsnego? Robił to Pan wiele razy podczas treningów.
Nie sądzę, żeby było łatwo podczas EURO, ale jeśli mamy wygrać, to będę do tego zmuszony. Do bardzo utalentowany bramkarz, ma dobrą mentalność, mocny charakter. Zresztą bez tego w tak młodym wieku niezdołałby zostać numerem 1 w Arsenalu. Na pewno ma przez niego dużą przyszłość.
Jakby go pan porównał z Peterem Cechem?
To nie ma sensu.
Nie chce pan sprawić Polakom przykrości?
Nie o to chodzi. To inni piłkarze.
Na zakończenie chciałem zapytać – Czy pańska żona ma prawo jazdy?
W Anglii nie miała, ale tu w Rosji ma.
Powiedział pan, że…
Wiem, wiem, że nie dałbym żadnej kobiecie prawa jazdy.
Dlaczego?
Bo jak jedzie pan ulicą i widzi, że ktoś robi błąd, to na pewno to musi być kobieta. One po prostu mają inny sposób myślenia…
A kto spowodował pana ostatnią stłuczkę?
No ja…
A ten wypadek w dzieciństwie?
Wtedy nie wiem kto siedział za kierownicą, nie pamiętam. Ale to w sumie też była moja wina. Miałem wtedy 14 albo 15 lat. Wychodziłem zza tramwaju… normalnie musisz iść z tyłu, a ja wybiegłem z przodu i nagle poczułem uderzenie i zacząłem lecieć. Upadłem na ziemię.
W nogi nic się nie stało?
Na szczęście nie. Zresztą nic nie było połamane. Spędziłem dwa tygodnie w domu i wszystko skończyło się szczęśliwie. Miałem plecak i to on uratował mi życie.
W jaki sposób?
Szedłem do szkoły i miałem pełno książek i piórnik. I wszystko zostało spłaszczone, ale moje plecy nie ucierpiały.
Czyli jednak nawet dla piłkarza dobrze jest czytać książki?
Nie przesadzajmy, po prostu szedłem do szkoły, więc musiałem je mieć.

Dodaj komentarz

Andriej Arszawin

Ok, może ten wywiad jest trochę nieaktualny. Może nawet bardzo. Ale nie o to chodzi. To jedno z najfajniejszych doświadczeń jakie miałem z piłkarzem i właśnie teraz o tym opowiem. Oto po meczu z Holandią podczas Euro 2008 w redakcji poprosili mnie, żebym koniecznie dał coś z Arszawina. Chyba wiele osób miało takie przykazanie, bo wszyscy czekali na Andrieja. Ale ten na szczęście nie nadchodził. Na szczęście dla mnie oczywiście. Wszyscy Rosjanie już poszli, a Andrija niet. Autobus pojechał, a jewo niet. I w końcu wychodzi, Andriej Arszawin (teraz już nazywa się Andrei Arshavin). 1 w nocy, zostałem ja, Jose z „Asa” i jakieś stacje telewizyjne. Jose prosi, żebym dał mu kilka cytatów, bo on ni cholery nie gawarit. Ja też tak sobie, więc mamy problem. Jose poszedł chyba do biura prasowego, zostałem sam. Ale nie pamiętam dobrze, może on tam był. W każdym razie pytam Andrieja – pogadasz chwilę? On mówi, że z chęcią, ale ni cholery nie mówi po angielsku, tylko trochę rozumie. Ja nie mówię z kolei po rusku, tylko trochę rozumiem, więc silę się na ruski i wypalam: ok, ja sprasziwaju pa angliski a ty atwieczajesz pa ruski, możet byc?

No i pogadaliśmy. Po meczu z Hiszpanią Andriej odmawiał wywiadów wszystkim dziennikarzom, szedł wkurzony i mówił, że nic z tego. Ale chyba zapamiętał ostatnią mix zonę,bo zapytałem – Andrij, ja pa angliski ty pa ruski..

ok. Rosjanie byli szczęśliwi bo mieli wywiad, ale uczciwie czekali aż zadam swoje kilka pytań. Tekst poniżej to zapis wywiadu nr. 1, tego po meczu z Holandią, kiedy cały świat był zakochany w Rosji Hiddinka i w Andriju. Ja od tej pory też mu kibicuję i w ogóle mam totalną zajawkę jak strzela bramkę. A czy on pamięta? No pewnie, że nie.   Niektórzy dziennikarze myślą, że jak pogadają z piłkarzem to on jest ich przyjacielem. A taki Arszawin co tydzień ma 100 rozmówców a na EURO jakieś 5 tysięcy. Piłkarze są trochę jak koty, bo do kota też musisz pogadać regularnie, jego pamięć to jakieś 2 tygodnie. Ok, oto wywiad, który ukazał się w Przeglądzie Sportowym:

Teraz wszystko jest możliwe

Do soboty kibice wiedzieli, że ktoś taki jak Andriej Arszawin istnieje i jest ponoć całkiem niezły. w ciągu jednego wieczoru stał się jedną z gwiazd europejskiego futbolu. Był przewidziany do gry na jedną połowę, grał 120 minut w meczu z Holandią (3:1). I to jak…

To był najlepszy mecz w Pana życiu?
Andriej Arszawin: Na pewno jeden z najlepszych, ale czy najlepszy… nie wiem, może i tak. Jeszcze tego nie wiem.
Rosja zaskoczyła wszystkich, Holandia była dla was tłem. Co się stało?
– Żebym ja wiedział. Graliśmy z najlepszym zespołem tego turnieju i wygraliśmy. Myślę, że zagraliśmy fantastycznie pod względem taktycznym. Byliśmy szybsi od Holendrów, ale i mieliśmy na pewno dużo szczęścia. Myślę, że ludzie są trochę zdziwieni, bo nie wiedzą, co Rosjanie potrafią. Zresztą, sami czasem tego nie wiemy, jesteśmy nieprzewidywalni.
Pewnie najchętniej położyłby się Pan teraz spać (rozmawialiśmy po meczu o 1 w nocy)…
– Pewnie tak. Jestem bardzo zmęczony. Przecież wytrzymaliśmy 120 minut na pełnych obrotach, chociaż mieliśmy właściwie tylko niecałe 3 dni na odpoczynek. Zawodnicy holenderscy, którzy grali z nami, w ostatnim meczu z Grecją nie musieli grać, więc faktycznie mieli aż 7 dni odpoczynku. A i tak nie wytrzymali meczu kondycyjnie. A dla nas
nie miało znaczenia czy gramy 90 minut czy 120.
Holandia wyrównała w końcówce meczu. To dodało im skrzydeł. Co powiedział wam w szatni Guus Hiddink?
– Zapamiętałem tyle, że Guus wszedł i powiedział: „Panowie, Holandia już stoi”. Generalnie więcej nie pamiętam.
Dlaczego, był pan w jakimś transie?
– Nie, nie aż tak (śmiech). Siedziałem w rogu szatni. Po prostu bolały mnie nogi i masażysta robił co mógł, żeby doprowadzić mnie do użytku.
Pana trenerem w Zenicie jest Dick Advocaat, w Rosji Guus Hiddink. Specjaliści komentują, że Rosja gra futbol holenderski. Zgodzi się pan?
– Nie do końca. Myślę, że my gramy futbol rosyjski. To jest zupełnie inna piłka, nieznana. Tak nie grała dotychczas żadna inna drużyna podczas tych mistrzostw Europy. Interesuje nas przede wszystkim atak, w dalszej kolejności obrona. Podobnie gra Holandia, dlatego to był tak dobry mecz. Można powiedzieć, że dzisiaj jeden Holender, najlepszy,
ograł 11 swoich znakomitych rodaków.
Ma pan wrażenie, że dokonaliście czegoś niemożliwego?

– Wiem tyle, że zrobiliśmy to dla Rosji, dla całego narodu.

Już myślicie o tym z kim zagracie w finale?
– Hej, spokojnie. Na razie półfinał to doskonały wynik. Teraz żyjemy tym meczem. Nie chcę przewidywać co się stanie, po prostu wyjść i grać. Powiem tyle, że na razie czuję się fantastycznie z tym co osiągnęliśmy, a teraz wszystko może się wydarzyć. A z kim zagramy, to chyba nie ma wielkiego znaczenia.
Czyli możecie też wygrać?
– Jasne, ale trudno cokolwiek przewidywać. Proszę zobaczyć jak grała Portugalia i Chorwacja. Po meczach grupowych byłem pewien, że spotkają się w półfinale. A okazało się, że nie ma ani jednych ani drugich. Dla mnie to sensacja.
Na przeciw gwiazd z Realu Madryt, Barcelony i Manchesteru United, stanęły gwiazdy z ligi rosyjskiej. Nie baliście się trochę?
– Nie, na pewno liga rosyjska nie jest tak mocna jak hiszpańska, angielska czy włoska, ale myślę, że jest coraz lepsza. Z roku na rok jej sytuacja się poprawia. Teraz brakuje nam infrastruktury. W kraju mamy trzy czy cztery dobre stadionie,
głównie w St. Petersburgu i w Moskwie. Ale liga się rozwija. Problem polega na tym, że nikt w Europie zachodniej i w ogóle na świecie nie interesuje się naszymi rozgrywkami. Ale może to właśnie nasza szansa, nie znają nas. A w Rosji naprawdę jest wielu znakomitych piłkarzy…
Ale raczej wolałby pan odejść gdzieś za granicę?
– Na pewno tak. Chciałbym spróbować swoich sił w którejś z silnych zachodnich lig. Ale na razie nie ma nic konkretnego, więc nie ma o czym mówić.
Która liga odpowiadałaby panu najbardziej?
– Myślę, że hiszpańska, najbardziej pasowałbym właśnie tam. To zresztą moja ulubiona liga. Ale niestety, z tego co wiem to tamtejsze kluby niekoniecznie interesują się mną. Za to z tego co do mnie dotarło, jest zainteresowanie ze strony klubów angielskich. Nie mam nic przeciwko, bo o ile Primera Division lubię najbardziej, to Premier League jest
jednak najlepszą ligą świata.
Rozmawiał w Bazylei Marek Wawrzynowski

2 komentarze