Archive for Luka Modrić

Luka Modrić

Bez Modricia nie ma Chorwacji

tekst pochodzi sprzed EURO 2008, jakby co…

– W Chorwacji mamy kilka dużych gwiazd. Każdą z nich można zastąpić, ale jednej nie, Luki Modricia. Bez niego nie ma reprezentacji Chorwacji – uważa Ivan Udarević, pilkarz ŁKS Łódź. W plebiscycie na najlepszego zawodnika ligi chorwackiej organizowanego przez prestiżowy magazyn „Prva Liga”, głosowało 20 dziennikarzy. Wszyscy uznali, że na pierwsze miejsce zasługuje ten sam zawodnik – Luka Modric.

Mocny wstęp! Razem z Piotrkiem Żelaznym, gadaliśmy z Modriciem pod stadionem Dinama przed EURO 2008. Luka mówił trochę po angielsku, ale wywiadu wolał udzielić po chorwacku. Dlatego poprosiliśmy o pomoc naszego kolegę Zvonimira Alaca, bardzo fajnego gościa. Wszyscy skorzystali, my mieliśmy fajny wywiad, a Zvonko w końcu poznał Lukę. W Chorwacji wszyscy chcą poznać Lukę bo to ich największa gwiazda.

A więc to tak wygląda człowiek wart ponad 30 milionów euro…
Luka Modrić:
Czasem sobie myślę, że mógłbym się sprzedać i mieć tyle pieniędzy. Ech, nie mam pojęcia ile jetem wart. To się okaże dopiero przy transferze. Na razie nie zaprzątam sobie tym głowy. Myślę tylko o futbolu i o tym, żeby pozostać zdrowym.
Gra pan w piłkarskie gry komputerowe?
Jasne, jak każdy.
A jakim klubem zazwyczaj?
Dinamem Zagrzeb. A z zagranicznych Barceloną, której kibicuję.
Czy to jest jakaś wskazówka, że właśnie tam chciałby Pan grać?
Boże, a kto by odmówił Barcelonie. Czytałem w prasie, że się mną interesują, ale nie wiem nic o konkretnych ofertach. Cieszy mnie jednak to, że w kontekście mojej osoby wymienia się tak wielkie kluby.
Dlaczego nie przeszedł pan do Anglii? Podobno było bardzo blisko, pański menedżer był nawet na spotkaniu z Romanem Abramowiczem oraz z szefami Tottenhamu, Arsenalu i Manchesteru City.
To była decyzja klubu nie moja. Klub zdecydował się zostawić mnie na rok, ale w ostateczności stanęło na tym, że zostanę jeszcze tylko do końca sezonu i będę mógł wyjechać. Szczerze mówiąc dobrze, że wiadomo chociaż tyle, bo trochę jestem zmęczony codziennymi doniesieniami transferowymi na swój temat.
Mógł pan grać w Szachtarze Donieck z polskim pomocnikiem Mariuszem Lewandowskim. Chcieli zapłacić klubowi 15 milionów i panu osobiście 10. To za mało dla Luki Modricia?
Nie o to chodzi. To duży klub z ambicjami, ale ja chciałem jeszcze zostać w Zagrzebiu i powalczyć z Dinamem o Ligę Mistrzów albo przynajmniej Puchar UEFA. Byliśmy blisko Ligi Mistrzów, ale w meczach z Werderem zabrakło szczęścia.
Zanim trafił pan do futbolu, musiał pan walczyć o życie. Uciekał pan niemal z pola walki…
Pochodzę z małej wioski niedaleko Zadaru, tuż przy wybrzeżu Adriatyku. W czasie wojny o niepodległość niedaleko nas prowadzone były ciężkie walki. Później do wsi weszli serbscy żołnierze. Znaleźliśmy się pod okupacją. Musieliśmy z całą rodziną, mamą, tatą i siostrą uciekać do Zadaru. Mieszkaliśmy wszyscy w małym hotelowym pokoiku. Przez niemal całą wojnę musieliśmy radzić sobie bez prądu, wody i gazu. Trafiliśmy z deszczu pod rynnę, bo z miejsca okupowanego do miasta, które przez długi czas było pod ostrzałem artyleryjskim. Na początku dodatkowo miasto było bombardowane. Na szczęście nigdy nie miałem takiej sytuacji, żebym musiał naprawdę bać się o życie. Nie było nam łatwo, ale ja będę wspominał ten czas też jako kluczowy dla mojego dalszego życia. Już w czasie wojny zapisałem się do miejscowego klubu i grałem tam przez lata, a gdy miałem 16 lat, przeszedłem do Dinama Zagrzeb. I do tej pory tu jestem.
Przez chwilę grał pan jednak w Mostarze. Powiedział pan ponoć, że ktoś kto grał w Bośni, może poradzić sobie wszędzie?
Tak, dokładnie. Byłem na wypożyczeniu. Dla mnie ten etap był bardzo ważny. Mogłem zagrać z profesjonalnymi piłkarzami, to wpłynęło na mnie jako piłkarza. Tam dojrzałem. Ta liga jest bardzo ostra, powiedziałbym że brudna. Gra się nie fair, rywale często traktują cię łokciami. Stąd właśnie to powiedzenie: skoro poradziłem sobie tam jako 17-latek, to poradzę sobie wszędzie. Pod względem fizycznym na pewno.

Jest Pan raczej małej postury i nie wygląda na boiskowego „zabójcę”.
No nie, na pewno nie jestem zabójcą.

Jest pan zadowolony z losowania grup EURO 2008?
Na papierze wygląda to całkiem nieźle. Tak naprawdę myślę, że nie mogliśmy trafić lepiej. Z drugiej jednaj strony są to mistrzostwa Europy i tu już nie ma słabych przeciwników, tylko wszystkie najlepsze drużyny kontynentu. Austria jest gospodarzem, o Niemcach nie ma co specjalnie
mówić i oczywiście jesteście wy. Polska wygrała grupę przed Portugalią, Belgią i Serbią. To świadczy o sile tej drużyny. Jest więc ciężko, ale mogło być gorzej.
Czy zespół Slavena Bilica jest równie dobry jak ten z 1998 roku, który zdobył brązowy medal na mistrzostwach świata we Francji?
Nie można porównać naszej generacji z tą Sukera, Bobana i Bilica. Ta reprezentacja jest wciąż bardzo młoda. Ale większość z nas cały czas się rozwija, jesteśmy dobrze prowadzeni w klubach, możemy tylko być coraz lepsi. Ale tamta drużyna była wyjątkowa. Przecież oni zajęli trzecie miejsce na świecie. To wielkie osiągnięcie, nieporównywalne z niczym.

Tamci piłkarze byli pana bohaterami?
Każdy z nich był kimś wyjątkowym, ale moim największym bohaterem był zdecydowanie Zvonimir Boban. Na ścianach wisiały głównie jego plakaty. Oczywiście wtedy Chorwacja miała fantastyczną linię pomocy z Asanovicem, Prosineckim czy Soldo, ale Boban był jedyny. Sukcesy reprezentacji z
1996 i 98 roku zawsze będą stanowić punkt odniesienia. Oni ustawili bardzo wysoko poprzeczkę. Każda następna drużyna jest z nimi porównywana.

Nie obawia się pan, że oczekiwania wobec waszej drużyny są nieco zbyt wysokie?
Każdy by chciał żebyśmy poprawili rezultat pokolenia Sukera. Czuje się tę presję, to prawda. Jestem jednak przekonany, że wyjdziemy z grupy.

Są jacyś polscy piłkarze, którzy robią na panu wrażenie?
Tak, znam kilku zawodników. Na pewno Jacka Krzynówka, Ebiego Smolarka, czy bramkarza Celticu Glasgow Boruca. Kogo ja jeszcze znam? No jasne, Żurawskiego.
Z telewizji, czy gier komputerowych?
(Śmiech) I stąd i stąd. Oglądałem skróty meczów Polaków, trochę o was wiem.
Chorwatów często się nazywa Brazylijczykami Europy. Zgadza się pan z takim porównaniem?
Myślę, że można tak powiedzieć. My też jesteśmy ekipą bardzo dobrze wyszkoloną technicznie, lubimy grać z pierwszej piłki. Wymieniać dużo podań. Można tak to ująć. Nie kalkulujemy i możemy być z tego dumni. Najlepiej nasze podejście do sportu i wygrywania pokazuje ostatni mecz przeciwko Anglii na Wembley. Mieliśmy już zapewniony awans i graliśmy tylko o prestiż. Mimo to wygraliśmy.
Chcieliście coś udowodnić Anglikom i Europie?
Jeśli chcieliśmy, to tylko samym sobie. Chcieliśmy sobie pokazać, że potrafimy pokonać Anglię na Wembley.

Niektórzy mówią, że to właśnie Anglia powinna być faworytem Euro, ale jej zabraknie. Czy to, że ich wyeliminowaliście oznacza, że możecie wygrać z każdym?
Wydaje mi się, że faktycznie możemy pokonać każdego. Jeżeli tylko będziemy mieć swój dzień. Na pewno nikogo się nie boimy.

Czuje się pan jak chorwacki David Beckham?
Nie, dlaczego? Absolutnie nie czuję się jako jakaś gwiazda. Jestem normalnym chłopakiem. Cieszy mnie, że ludzie do mnie podchodzą, pozdrawiają, życzą wszystkiego najlepszego. Zawsze chętnie stanę, zrobię sobie zdjęcie, czy dam autograf. Są i ciężkie chwile. Ostatnio byłem na wakacjach w Zadarze. Wszyscy tam kibicują Hajdukowi Split i miałem pewne problemy, bo mieli mi za złe, że gram w Dinamie.
Pamięta pan dlaczego zaczął w ogóle grać w piłkę?
Trudno powiedzieć. Tak po prostu wyszło. Właściwie moje pierwsze wspomnienia są związane z piłka. Tak naprawd to ona jest na niemal wszystkich moich zdjęciach z dzieciństwa…

Reklamy

Dodaj komentarz