Archive for Tomasz Kuszczak

Tomasz Kuszczak o sobie

A to większy wywiad z Tomkiem Kuszczakiem. Wyszedł chyba dość dobrze. Pojechaliśmy z Piotrkiem Żelaznym do Anglii żeby zrobić materiał o Premier League – dlaczego jest taka super. Pojechaliśmy też do Kuszczaka, pogadaliśmy na murawie Old Trafford – fajna sprawa dla fanatyków piłki. W ogóle nigdy nie przepadałem za Man Utd., ale mają tam fantastyczny klimat do piłki. oto co przywieźliśmy. To ukazało się zaraz przed finałem Ligi Mistrzów, w którym Manchester United ograł Chelsea.

Można powiedzieć, że z zespołem osiągnąłeś w tym sezonie niemal wszystko co można osiągnąć. Brakuje tylko kropki nad i?
Tomasz Kuszczak: – Zgadza się. Wygrana w Lidze Mistrzów to najbardziej prestiżowe wyróżnienie, a do tego rywalem jest Chelsea, zespół, z którym walczyliśmy do samego końca o mistrzostwo Anglii. To na pewno będzie kapitalny mecz. Nasi rywale to doskonały zespół, do tego na pewno mają świadomość tego, że przegrali w końcówce sezonu walkę o
dominację w Premier League, więc będą chcieli się odegrać w Moskwie. Utrzeć nam trochę nosa jeśli chodzi o trofea. My w tym sezonie już coś wygraliśmy, oni nie. Ale dla nas to byłaby pierwsza wygrana od 1999 roku. To ogromny prestiż i zdajemy sobie z tego sprawę. Poza tym, jeśli teraz wygramy i Premier Legue, najlepszą ligę świata, i Ligę
Mistrzów, nie będzie żadnych wątpliwości że Manchester United jest obecnie najlepszym klubem świata.

Gdyby ktoś 10 lat temu powiedziałby ci, że będziesz w zespole walczącym w finale Ligi Mistrzów to…
– Wtedy zaczynałem właśnie treninbgi w Śląsku Wrocław, więc byłoby to samo, gdyby ktoś powiedział, że dostanę Nagrodę Nobla. A tę dostają udzie wyjątkowi. Uśmiałbym się. W życiu nie przechodzi się z 1 szczebla na 25, wszystko idzie powoli. Ale marzenia były, oczywiście że tak. Każdy chłopak który zaczyna grać, chciałby być zawodowcem,
zarabiać na życie z gry. W wieku 15 lat człowiek myśli o tym, żeby kiedyś dostać szansę i zadebiutować w I lidze, ale umówmy się, na pewno nie myśli o Lidze Mistrzów.

Można powiedzieć, że twoja kariera wciąż nabiera rozpędu?

W karierze każdego sportowca jest tak, że trzeba przejść przez szczeble. Czasami jest szybciej, czasami wolniej. U mnie idzie to dosyć powoli, ale rozkręcam się. Najpierw grałem w młodzieżowych reprezentacjach, później cały czas szedłem o jeden, dwa stopnie do góry. W końcu zrobiłem wielki krok, trafiając do Manchesteru. Ale nie sądzę bym już był na szczycie. Na pewno jestem jeśli chodzi o klub, ale mogę osiągnąć wiele jako piłkarz. Mam warunki, żeby się uczyć i rozwijać. Gdy już będę pierwszym bramkrzem, postawię sobie nowe cele. Taki jestem. Gdybym powiedział: „Mam wszystko czego chciałem”, to byłby koniec. Tutaj nauczyłem się, że zawsze można iść do góry. Mam tu Ryana Giggsa czy Paula Scholesa, którzy pokazują, że można osiągnąć znacznie więcej. Przy nich czuję się malutki.

Twoja kariera była zaplanowana od początku do końca?
W mojej karierze jest sporo przypadku. Wyjechałem do Niemiec gdy byłem niepełnoletni. Bardzo dużo zawdzięczam rodzicom. To oni mieli na tyle odwagi, żeby puścić mnie samego kilkaset kilometrów od domu. Przecież różnie mogło się to skończyć. Ale rodzice mnie znali i wiedzieli że jestem odpowiedzialny.

Twój ojciec jest wojskowym, miałeś w domu szkolenie jak w armii?
– Nigdy nie było jakiegoś takiego wojskowego drylu. Na pewno jednak sporo po nim i po mamie odziedziczyłem. Ojciec jako wojskowy zawsze musiał robić odważne rzeczy. To chyba mam po nim. Po mamie ambicję.

Jesteś czasem przesadnie ambitny?
– W takich zespołach jak Manchester United nie ma ludzi nie ambitnych. Ja nigdy nie lubiłem przegrywać. Już jako dzieciak taki byłem. Bez tego nie byłoby mojej kariery. Do dzisiaj tak jest że lubię rywalizować. Nie lubię przegrywać w karty, nie lubię przegrywać w golfa, kupiłem sobie szybki samochód bo nie lubię jeździć za kimś.

Jakin samochód?
Fiata Pandę! Jeżdzę na oleju rzepakowym, to tajemnica sukcesu (Kuszczak ma Audi S8 – red.). A poważnie, myślę, że nie różnie się wiele od innych ludzi. Każdy ma ambicje, kwestia tego żeby je realizować. I ja staram się to robić, iść obraną prez siebie drogą.

Masz spory ciąg na sukces, zawsze tak było?
­ W pewnym sensie. Zawsze lubiłem wziąć wszystko w swoje ręce. Gdy graliśmy na podwórku nikt nie lubił stać na bramce. Ja lubiłem. Jak nam nie szło to biegłem do ataku, bo chciałem strzelić. Zawsze było mnie pełno. Teraz marzę o tym, żeby zagrać w takim meczu jak finał Ligi Mistrzów i nie puścić bramki.

Tęskniesz za tym strzelaniem bramek? Chciałbyś kiedyś jeszcze coś strzelić?

– Sobie czy komuś?

Może komuś?
– Na pewno fajnie by było, ale to nie jest moje marzenie.

Pytaliśmy o samochody, bo gdy jeszcze byłeś w Berlinie, w „BZ” pojawiła się informacja, że oto zajechał Tomek Kuszczak swoim Audi, zakręcił bączka…
– Oj, od razu bączka. Śnieg napadał. Zresztą nie da się kręcić bączków przy 20 na godzinę. Jeśli chodzi o jazdę samochodem to mam 6 punktów (za 12 odbierają prawo jazdy), więc nie jest tak źle, nie szaleję.
Zresztą przyjechaliście na 3 dni do Anglii i pierwszego dnia złapaliście 6 punktów. Każdemu może się zdarzyć.

Wielu piłkarzy korzysta z porad psychologa, żeby uodpornić się na stres. Chociażby Artur Boruc. Krzystałeś kiedyś z usług specjalisty?
– Nie mam problemu ze stresem. Moim psychologiem jest lustro. Oczywiście presja jest, ale wierzę w siebie. Wiem, że ten bardzo ciężki trening daje mi przygotowanie. Jeśli chodzi o wytrzymanie ciśnienia, jakie jest przy wielkich meczach, to trzeba przygotowywać się etapami.

Jak z nurkowaniem?
– Dokładnie. Trzeba pokonywać kolejne etapy. Kiedyś musiaem się zmierzyć z grą w reprezentacji Polski do lat 15. To była dla mnie wielka rzecz. Koszulka reprezentacji, fakt, że jestem wśród 20 najlepszych w Polsce, mecze z Litwą, z Białorusią. Wtedy to były wielkie rzeczy. Występy w lidze angielskiej nauczyły mnie odporności na stres. W Anglii potrzeba czasu. Tu wszystko jest inne. Inne stadiony, inni kibice, w końcu inna prasa. Wszystko jest szczebel
wyżej. Trzeba czasu by się do tego przyzwyczaić. Reszta jest w nogach, rękach i w głowie.

W przeszłości zdarzały ci się poważne błędy, jak w meczu z Kolumbią czy ze Sportingiem, gdy prasa angielska obwiniała cię o puszczenie bramki. Masz strach przed puszczeniem tzw. „szmaty” albo jak kto woli „babola”?
– Jak popełnie błąd, patrzę w lustro i mówię: jak jeszcze raz to zrobisz, to zobaczysz, włosy ci obetnę (śmiech). Mam świadomość, że tutaj każdy błąd jest grubo opisywany przez media na całym świecie. Na mojej pozycji błędy mogą się zdarzyć. Kwestia tego ile ich jest i jak szybko człowiek się podnosi. Błędów nie popełniłem zbyt wiele, ale je popełniłem. Nie jestem robotem. Po prostu: łatwiej piłkę kopnąć niż ją złapać. Nie boję się głupiej bramki. To byłoby bardzo złe założenie. To świadczy o słabości. Człowiek musi się czegoś bać, ale ja trenując daję wszystko. Wychodzę z założenia, że nie mogę dać więcej niż dałem. Niektórzy bramkarze mają ten problem, ale jeśli stracisz pewność siebie, to jest początek końca. Pewność siebie na tej pozycji jest niezbędna.

A w życiu? Wchodzisz do kawiarni i myślisz sobie: „No, ja tu jestem najprzystojniejszy i najfajniejszy”?
– (śmiech) Nie, bez żartów. Gdy wchodzę do kawiarni to chciałbym spokojnie siąść, wypić kawę, cieszyć się życiem. To co robię, robię dla siebie, to moja pasja. Kocham to. Zacząłem grać w wieku 10 lat, wtedy nikt mi za to nie płacił. Pierwsze pieniądze zarobiłem w Hercie Berlin, więc przez 8 lat pracowałem tylko z pasji. Dlatego nigdy nie lubiłem rozmawiać o pieniądzach. Jasne, że każdy ich potrzebuje, ale to nie jest moja motywacja. Kocham piłkę, kocham mecze, kocham treningi, zainteresowanie kibiców. Masz 70 tysięcy ludzi, którzy krzyczą, dopingują, przychodzą dla mnie. A ja staram się dać im przyjemność. To fantastyczne.

Dać przyjemność czyli parady pod publiczkę?
– Nie , nigdy tego nie robię, po prostu zawsze w meczu coś fajnego wychodzi. Robienie w bramce czegoś nienaturalnego utrudnia życie. Wielu się starało i źle kończyli.

Wracając do tej kawiarni, możesz spokojnie wejść do lokalu w centrum Manchesteru?

– Jasne, a kto mi zabroni? Ale na pewno trudno przejść ulicą bez rozdawania autografów. Nie ma jednak problemu, jeśli mam czas zawsze staram się dać autograf. Są zawodnicy którzy nie lubią zainteresowania, są tacy, którzy tym żyją. Taki Giggs, Scholes czy Neville wolą pozostać na uboczu. Jestem podobnym człowiekiem. Nie jestem gościem, który lubi znaleźć się półnagi na pierwszej stronie kolorowego magazynu, z brylantami i złotymi łańcuchami. Takich ludzi
to zresztą nie ma.

A Cristiano Ronaldo?
– To zupełnie normalny chłopak, zresztą ja go znam z innej strony. Nie medialnej. Ale media go kochają, jest świetnym człowiekiem, interesującym człowiekiem. Poza tym jest cholernie ambitny, nigdy nie mówi, że już jest najlepszy, stara się być jeszcze lepszy. Trenuje maksymalnie. Zawodowiec.

Niewiele wiadomo o twoim życiu prywatny, co lubisz robić w wolnym czasie…

– Chronię swoje prywatne życie, lubię pójść do kina z dziewczyną. Ostatnio byłem na „Iron Manie”, moja dziewczyna przespała 2 godziny. Innym razem ja byłem z nią na koncercie Celine Dion. Nie ma sprawy, bardzo mi się podobało.

Książki czy playstation?
Nie jestem molem książkowym. Czasami czytam więcej, czasami mi się nie chce. Nic nadzwyczajnego. Jeśli chodzi o play-station, to nie grałem dawno. Ale nie wyrosłem z tego, nikt nie wyrasta z play-station (śmiech). Jestem normalny, lubię połazić po ogródku. Mieszkam 30 km od Manchesteru, tam gdzie większość chłopaków. Fajne miejsce, fajni
sąsiedzi. To bardzo drogi region, ale nie łażę po domach i nie mówię: powiedz kim jesteś, bo ja to jestem bramkarzem Manchesteru United.

Jak to jest w końcu z tą kadrą. Jedna gazeta napisała, że nie jedziesz, później, że jedziesz…
– Sam nie wiem, jesteście pewni że jadę?

Nie możemy powiedzieć, nie chcemy żebyś dowiedział się o tym z prasy.
– Ok, co mogę powiedzieć. Są mistrzostwa, jestem powołany…

Bramkarz Manchesteru United nie jest wystarczająco mocny by grać w reprezentacji?
– To nie do mnie. Ze swojej strony robię 100 procent, jestem zawsze przygotowany. Nie wiem czy opuściłem jeden mecz. Znam swoją sytuację, nie będę nikogo obrażał, mam do ludzi szacunek. Skoro trenerzy na mnie nie stawiają, to trudno.

Jesteś lepszy od Artura Boruca?
– Nie będę porównywał się z innymi. Uważam się za dobrego bramkarza, wystarczająco dobrego by być pierwszym w reprezentacji Polski. Ale o tym decyduje trener.

Podobno nie odbierałeś telefonów od sztabu reprezentacji…

– Dzwonili do mnie dwa razy w ciągu całej kadencji Beenhakkera. Jeśli raz nie odebrałem, to chyba nie można powiedzieć, że nie odbieram? Cały czas jestem osiągalny. Nie obrażam się na reprezentacji i na swój kraj. Czy będę narzekał czy nie, to nie zmieni mojej sytuacji.

Ale były przecieki że miałeś zagrać z Serbią i USA a nie zagrałeś…
– Szkoda, że ja nie mam takich przecieków. Mecze z Serbią i z USA były meczami o nic, miałem świadomość, że mogę zagrać. Jestem przygotowany do gry. Tyle.

Nie grasz bo nie jesteś pierwszym bramkarzem w Manchesterze United, to tradycyjne wytłumaczenie. Co ty na to?
– Ok, nie jestem pierwszym bramkarzem, ale mój czas nadejdzie. Jestem pewien.

Angielskie gazety piszą co chcila o nowych bramkarzach Manchesteru…
– OK, to normalne. Konkurencja będzie zawsze. W takim klubie jak Manchester United walka jest codziennie. Wszystko teraz zależy ode mnie. Myślę, że zas spędzony w Manchesterze pozwolił mi się rozwinąć. Mam znowu „save of the season”. Drugi sezon z rzędu. Raz w BBC, teraz w Daily Mail. Uważam, że to spore osiągnięcie. Gdybym grał częściej,
takich interwencji byłoby pewnie więcej. Drugie jest zawsze lepsze niż pierwsze, trzecie niż drugie… a dwudzieste piąte niż dwudzieste czwarte (śmiech).

Po ostatniej imprezie Manchesteru United, Christmas Party, w prasie roiło się od plotek. Miało obyć się bez hucznych imprez. Co z zakończeniem sezonu, świętowaniem mistrzostwa?
– Po mistrzostwie bankiet był, jeśli chodzi o Christmas Party, to więcej już pewnie nie będzie.

W 1999 roku bramkrzem Manchesteru United, który wygral Ligę Mistrzów był Peter Schmeichel. On też wygrał mistrzostwa Europy 16 lat temu. Wciąż się na nim wzorujesz?
– Schmeichel zawsze był moim idolem. Pamiętam go bardziej z gry w Manchesterze United. Mistrzostw w 1992 roku aż tak nie pamiętam. Tylko przez mgłę kilka interwencji. Widuję go regularnie, czasami wymieniamy kilka zdań. Na pewno chcialbym osiągnąć tyle co on.
Rozmawiali w Manchesterze: Marek Wawrzynowski, Piotr Żelazny

Reklamy

Dodaj komentarz

Tomasz Kuszczak o ławce

Ta rozmowa z Tomkiem Kuszczakiem była robiona przez telefon, akurat został odstrzelony z kadry – Leo ponoć zarzucił mu że psuje klimat na zgrupowaniach… To dziwna sytuacja, o której już mówiłem i do której będę tu jeszcze często wracał.

Kuszczak uważa, że nie psuje atmosfery

Jeśli zawodnik gra w Manchesterze United, największym piłkarskim przedsiębiorstwie świata, ma podstawy by domagać się miejsca w swojej reprezentacji narodowej. Tak jest w przypadku większości piłkarzy „Czerwonych Diabłów”. Wyjątek stanowi polski bramkarz Tomasz Kuszczak, który w reprezentacji Polski ostatnio wystąpił w sierpniu. Zagrał wtedy połówkę meczu z Rosją. Od tego czasu Leo Beenhakker nie widział dla niego miejsca, zaś Sir Alex Ferguson, menedżer United, jak najbardziej.

Rozmawiał pan już z selekcjonerem reprezentacji, Leo Beenhakkerem na temat swojej sytuacji w kadrze?
Tomasz Kuszczak: – Raz rozmawiałem, po meczu z Belgią w eliminacjach Euro 2008, zaraz przed wyjazdem do Serbii. Nic wielkiego, zwykła rozmowa. On powiedział, czego ode mnie oczekuje i tyle. Miło, sympatycznie.

A z Fransem Hoekiem, trenerem bramkarzy?
– Tak, jest w porządku.
Pytam, bo zastanawiam się, jak czuje się bramkarz, który jest wystarczająco dobry by grać w Manchesterze United ale nie wystarczająco dobry by grać w reprezentacji Polski?
– Jestem w drużynie, walczę o miejsce.
Czyli rozumiem, że Leo Beenhakker mówi: „Tomek, nie grasz, idziesz na trybuny”, a pan odpowiada: „Jasne trenerze, nie ma sprawy”. I wszyscy są szczęśliwi.
– Oczywiście, że nie. Nie raz mówiłem, że jestem ambitny. Nie widzę w tym nic złego. Jasne, jest mi przykro, że nie gram, ale nie zmienię tego. Skoro trener nie ceni mnie na tyle wysoko, by na mnie postawić, to nic więcej nie zrobię. Przystosuję się, ale nie odpuszczę. Jestem cierpliwy, wbrew temu co niektórzy o mnie mówią.
A co niektórzy o panu mówią?
– W gazetach pojawiły się publikacje, plotki, że posuję atmosferę kadrze. To nie na miejscu. Nikt nigdy mi tego wprost nie zarzucił. Nie chodzę i nie jątrzę. Nie wiem skąd te oskarżenia, uważam, że są nie fair.

Ma pan dobre stosunki z kolegami?
– Normalne. Przyjeżdżam na zgrupowanie, rozmawiamy, trenujemy razem przez kilka dni, potem wracam do Manchesteru. Uważam, że wszystko jest w porządku.
Kto jest pana najlepszym kolegą w kadrze, może z kim pan śpi w pokoju.
– Proszę się nie obawiać. Mam kolegów. Ale śpię sam.
Koledzy mogą pomyśleć: „Patrzcie, patrzcie, przyjechał z Manchesteru i śpi sam”.
– Nie sądzę, by ktokolwiek tak pomyślał. Na zgrupowaniach jest pięciu, może sześciu zawodników, którzy śpią sami. To żadna sodówka. Gdy jeździmy z Manchesterem na mecze, każdy dostaje „jedynkę”. Chodzi o to, że jeden człowiek kładzie się spać o 22, a inny o 2. Każdy ma swój
indywidualny rytm, każdy chce się wyspać, wypocząć. Ja lubię wstawać wcześnie rano, nie chciałbym nikogo budzić. Ale proszę się nie martwić, nie jestem żadnym samotnikiem. Gram z chłopakami na play–station (śmiech).

Jest pan pewniakiem na Euro 2008?
– Nie wiem, chciałbym pojechać, ale jestem przyzwyczajony do różnych sytuacji i gotowy na wszystko…
A jeśli będzie miał pan pewność, że przesiedzi pan turniej na trybunach?
– Nie rozmawiajmy o tym. Chcę grać, chcę walczyć o miejsce, moja forma rośnie, a jestem niezauważony w reprezentacji. Co mogę zrobić więcej? Proszę nie liczyć na to, że się zbuntuję.
Forma rośnie, ale wciąż jest pan rezerwowym w Manchesterze United. Liczy pan na miejsce w kadrze, nie mając miejsca w klubie…
– Ale nie jestem takim zwykłym rezerwowym. Nie jest tak, że gram w końcówce sezonu, gdy zespół ma pewny tytuł, albo nie gra o nic. Edwin miał trochę kontuzji, dlatego dostawałem szanse regularnie. Gram dosyć często, zawsze o wysokie stawki, w Lidze Mistrzów, w Premier League, w pucharach. W sumie zagrałem 15 spotkań, zapewniam pana, że każdy z nich to nieprawdopodobne przeżycie. Jestem więc cały czas w formie. Sir Alex Ferguson za każdym razem pokazuje, że ma do mnie zaufanie, walczę o to, by być bramkarzem numer 1 w przyszłości.
Gdyby jednak poszedł pan do innego klubu, choćby na wypożyczenie, miałby pan znacznie większą szansę na grę.
– Nie ma w ogóle takiego tematu jak moje odejście z Manchesteru United. Zaraz, zaraz, gram w najlepszym klubie świata, z największymi gwiazdami piłki. Czego chcieć więcej?
Jeszcze częstszej gry?
– Ok, na razie Edwin van der Sar ma niepodważalną pozycję. Ale gram coraz więcej. Uważam, że robię spore postępy. Tak jak powiedziałem, jestem cierpliwy i pokorny.
Myśli pan, że w tym sezonie w końcu uda się wam wygrać Ligę Mistrzów?
– Tutaj mamy w pewnym sensie podobną sytuację jak w poprzednim sezonie. Tyle tylko, że wtedy graliśmy z Milanem a teraz z Barceloną. Byliśmy w półfinale, mieliśmy szansę na mistrzostwo i puchar kraju. Wykorzystaliśmy dwie ostatnie, w Lidze Mistrzów niestety się nie udało. Teraz mamy lepszy kalendarz gier. Rok temu o tej porze, zaraz przed meczem z Milanem, graliśmy z Evertonem i mieliśmy świadomość, że tamten mecz da nam mistrzostwo Anglii. teraz gramy z Blackburn, wydaje się, że będzie łatwiej. Dlatego myślę że sezon może być lepszy…
Czyli wtedy postawiliście na mistrzostwo Anglii, na wyspach to jest ważniejsze?
– Nie można tak postawić sprawy. W takim klubie jak Manchester United musisz wygrywać wszystko. Ja osobiście znam już smak mistrzostwa Anglii, a nie wiem jeszcze jak smakuje wygranie Ligi Mistrzów. Ale nie mówię, że jeden tytuł jest ważniejszy od drugiego. Zresztą uważam, że stać nas na oba tytuły. Zespół jest bardziej doświadczony niż w poprzednim sezonie.
Po wygranej z Arsenalem jesteście coraz bliżej tytułu mistrzowskiego…
– Zgadza się. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że aby wygrać tytuł musimy wygrać z Arsenalem i nie przegrać z Chelsea. Pierwszy warunek spełniliśmy. Zaczyna się naprawdę gorący okres.
Rozmawiał Marek Wawrzynowski

Dodaj komentarz