Archive for Tomasz Smokowski

Prosto z telewizji Azerbejdżan

Tomek Smokowski powoli się przebija i w środowisku piłkarskim ma już opinię komentatora kultowego, choć nie wiem czy to odpowiednie słowo. Ale dobrze mu tak 🙂 Nie jestem fanem Canal Plus, bo uważam, że zbyt często zapraszają nudziarzy na ekspertów. Ale akurat Smokowski i Twarowski to zdecydowanie świetny duet. Często spotykam się z dyskusją, który jest lepszy. Ale nie który jest gorszy! A to znaczy, że chłopaki trochę znaczą. Oto zapis krótkiej rozmowy, którą kiedyś przeprowadziłem z Tomkiem. Miłej lektury.

Tomasz Smokowski przychodzi na nasz wywiad prosto z treningu bokserskiego. Od ponad dwóch lat ćwiczy u Krzysztofa Kosedowskiego.
Dlaczego boks a nie piłka nożna?
Tomasz Smokowski: Wcześniej w ogóle nie myślałem, że boks jest tak pociągającym sportem. Można się zmęczyć i to mi pasuje. Po treningu bokserskim schodzę do szatni cały mokry. Jakbym wyszedł z basenu. Czuję, że tego było mi trzeba. Kiedyś siedzieliśmy na trybunach z Krzysztofem Kosedowskim. Zrobiliśmy zakład, że jeśli Legia wygra dokładnie 2:0, to pójdę na trening. Wynik się zgadzał, więc wbrew Krzyśkowi poszedłem. A potem zostałem.
Jak sobie radzisz na ringu?
– Tak sobie. Nie jest tak, że walczę z Kosedowskim. Zabiłby mnie samym śmiechem. Trzyma takie łapy, a ja boksuję. Namawiam go, żeby w końcu zamienił te łapy na rękawice, ale nie chce. Jeszcze trochę i pomyślę, że się boi? Później staję z takim samym frajerem jak ja i walczę.
Co za samoocena?
– Cóż, gdy widzę, jak trenują młodzi chłopcy, którzy są tak od 10 roku życia, to mogę powiedzieć, że się bawię.
A nie masz strachu, że kiedyś dostaniesz za mocno w oko, a za chwilę będzie wejście na antenę? Wtedy powiesz: „Wita państwa Tomasz Smokowski, to naprawdę ja”.
– Nie ma problemu. Tak się składa, że dwa razy już musiałem tak wystąpić. Nasze panie, które kładą puder są znakomite. W myśl zasady, że telewizja kłamie, puder może zdziałać cuda.
Skoro nie wygląd i limo pod okiem, to jaki jest największy strach komentatora?
– Ja boję się, że kiedyś dostanę czkawki na antenie. Nie wiedziałbym jak się zachować. W programie można coś puścić, oddać głos gościom. Ale podczas meczu to byłby dramat.
Uważasz się za osobę publiczną?
– Przez 13 lat pracuję w niszowej stacji, więc gdy idę do supermarketu, to nie mam poczucia, że ktoś patrzy, co wrzucam do koszyka. Na pewno nie mam popularności  Darka Szpakowskiego czy Matiego Borka, którzy pracują w telewizjach otwartych. I jest mi z tym dobrze. Chociaż na stadionie
oczywiście, ludzie mówią: „Dzień dobry panie Tomku”, czasami ktoś puści jakieś bluzgi.
Zarzucają brak obiektywizmu?
– Tak, jasne. Ale dopóki na skrzynkę mailową Canal plus przychodzi tyle samo uwag od kibiców spoza Warszawy, że sprzyjamy Legii, co od kibiców Legii, że jesteśmy za Wisłą lub za Lechem, o swój obiektywizm jestem spokojny.
Na jednej ze stron internetowych znalazłem informację, że można sobie wynająć konferansjera, Tomasza Smokowskiego.
– Nic nie wiem na ten temat?
Wyobraziłem sobie taką sytuację, że oto chwytasz za mikrofon na wiejskiej dyskotece: „Hej, to Smoku i Twaro, dziewczyny z Giżycka pozdrawiają chłopaków z Mrągowa, specjalnie dla was utwór grupy Boys”.
– Nic z tego. Mam duże poczucie wstydu. Czym innym jest konferencja prasowa i rozmowa z piłkarzem, a czym innym otwarcie fabryki wędlin. Pamiętam, że Mann i Materna dostali kiedyś propozycję otwarcia fabryki wędlin. Zażyczyli sobie podwójną cenę. Kierownik spytał dlaczego tak drogo. Odpowiedzieli: „To jest należność, a to wstydliwe”. Na szczęście nie miałem takich obciachowych ofert. Chyba jestem zbyt małego formatu.
Czy prezenter musi trenować?
– Jeśli jest duże doświadczenie, przygotowanie meczowe wystarczy. Kiedyś komentowałem mecze na osiedlu, do lustra też, a kto tego nie robił?. Kiedyś chciałem być gwiazdą rocka, więc z kolegami udawaliśmy Lady Pank z rakietą tenisową… Były jeszcze kapsle. Miałem całą polską ligę i oczywiście kolarzy – Ampler, Raab, Ludwig. Miałem wszystkich, można było zorganizować wyścig pokoju.
Dziewczyna, która traci dziewictwo wychodzi na dwór i ma wrażenie, że wszyscy już wiedzą i się na nią patrzą. Miałeś takie zdarzenie, że „wszyscy wiedzieli”?
– Raz. Komentowałem żużel na którym się nie znam. Poczytałem trochę, po łebkach. To był mecz Unii Tarnów. Jeździło tam trzech braci Rempałów. Jacka znali wszyscy, ja miałem pogadać z Marcinem. I byłem przekonany, że rozmawiam. Tyle tylko, że to był Grzegorz. Zadałem pierwsze pytania, facet
był zdezorientowany, a ja usłyszałem śmiech w słuchawkach.
Tomasz Smokowski bez Andrzeja Twarowskiego, to możliwe?
– Ostatnio Andrzej był poważnie chory, więc powiedziałem, że poprowadzę program sam. Trudno byłoby mi przyzwyczaić się do kogoś nowego.
Macie kontakt po wyjściu ze studia?
– Tak. Nie chodzimy codziennie razem na piwo, ale w tym roku, w końcu, razem z rodzinami pojechaliśmy na narty.
Macie jakieś wytyczne, jeśli chodzi o zachowanie na antenie? Gdy słucham Radia Zet, to irytuje mnie sztuczny luz. „Hej siemka, to Marek Starybrat, yeah”. Żenujące.
– Mnie też to wkurza. Mamy być sobą, dzięki temu wypadamy bardziej autentycznie. Nikt niczego mądrzejszego nie wymyślił. Najlepsza jest improwizacja. A jak wiadomo, najlepsza jest dobrze przygotowana improwizacja (śmiech). Z naszych pierwszych programów śmiejemy się do łez. Było tak: „Ja mówię to, ty tamto, ja się zaśmieję, ty się zdziwisz i zapowiesz”. To była telewizja Azerbejdżan. Myślę, że gdybym dzisiaj przyszedł do Canal plus i poprowadził pierwszy program tak jak wtedy, to nie dostałbym tej roboty.

Rozmawiał Marek Wawrzynowski (rozmowa poszła w dodatku TV do Przeglądu Sportowego)

Reklamy

Dodaj komentarz